Spółka zakłada wzrost przychodów o 67,7%. Warto pamiętać, że Kino Polska pomimo, że jest telewizją, wcale nie zarabia głównie na reklamach. Prawie 75% przychodów to wpływy z działalności emisyjnej, czyli opłaty od kablówek i platform cyfrowych. Płacą one spółce za to, że mogą w swojej ofercie dla swoich klientów mieć kanały Kino Polska i Filmbox, oraz pakiet Filmbox Premium. Za Filmbox Premium idzie oczywiście dodatkowa kasa, bo to dodatkowo płatny pakiet. Umowy z kablówkami są albo bezterminowe albo trzyletnie, a opłata jest albo ryczałtowa, albo uzależniona od tego ilu abonentów kupi sobie pakiet z dostępem do Kino Polska, Filmbox itd. Czyli sukces Kino Polska nie zależy tak bardzo od tego ilu ma widzów ( to kluczowe przy reklamach ), ale bardziej od tego ile osób wykupi w kablówce / platformie cyfrowej pakiet, w którym jest m.in. Kino Polska i inne kanały spółki. Kluczowe jest więc to w którym pakiecie dana kablówka umieszcza kanał i to, ile Kino Polska w ogóle oferuje kanałów. To pierwsze zmienić trudno i zmienia się rzadko. To drugie to pole do popisu dla spółki. Na przełomie Q3 i Q4 mają ruszyć kolejne trzy kanały - Fashionbox, Fightbox, Filmbox Action. Wszystkie w ramach pakietów Premium, czyli dodatkowo płatne, czyli z lepszą marżą. A za pieniądze z emisji spółka chce dodatkowo odpalić Kino Polska HD ( moim zdaniem murowany sukces ) i Kino Polska Muzyka. Z obecnych pięciu kanałów zrobi się więc dziesięć. A osiem na pewno będzie w tym roku. Co do reklam, to one stanowią tylko 22% w strukturze przychodów za pierwsze półrocze 2010, ale oczywiście im więcej kanałów, tym więcej czasu na reklamy na antenach, więc tu przychody też powinny rosnąć. W H1’2010 rosły o 141% rdr. Do tego w grudniu Kino Polska kupiło portal Stopklatka i w 2011 będzie konsolidować jego wyniki. Wzrost przychodów o 67,7% może więc się faktycznie wydarzyć.Kino Polska TV - zapisy do jutra
Spółka zakłada wzrost przychodów o 67,7%. Warto pamiętać, że Kino Polska pomimo, że jest telewizją, wcale nie zarabia głównie na reklamach. Prawie 75% przychodów to wpływy z działalności emisyjnej, czyli opłaty od kablówek i platform cyfrowych. Płacą one spółce za to, że mogą w swojej ofercie dla swoich klientów mieć kanały Kino Polska i Filmbox, oraz pakiet Filmbox Premium. Za Filmbox Premium idzie oczywiście dodatkowa kasa, bo to dodatkowo płatny pakiet. Umowy z kablówkami są albo bezterminowe albo trzyletnie, a opłata jest albo ryczałtowa, albo uzależniona od tego ilu abonentów kupi sobie pakiet z dostępem do Kino Polska, Filmbox itd. Czyli sukces Kino Polska nie zależy tak bardzo od tego ilu ma widzów ( to kluczowe przy reklamach ), ale bardziej od tego ile osób wykupi w kablówce / platformie cyfrowej pakiet, w którym jest m.in. Kino Polska i inne kanały spółki. Kluczowe jest więc to w którym pakiecie dana kablówka umieszcza kanał i to, ile Kino Polska w ogóle oferuje kanałów. To pierwsze zmienić trudno i zmienia się rzadko. To drugie to pole do popisu dla spółki. Na przełomie Q3 i Q4 mają ruszyć kolejne trzy kanały - Fashionbox, Fightbox, Filmbox Action. Wszystkie w ramach pakietów Premium, czyli dodatkowo płatne, czyli z lepszą marżą. A za pieniądze z emisji spółka chce dodatkowo odpalić Kino Polska HD ( moim zdaniem murowany sukces ) i Kino Polska Muzyka. Z obecnych pięciu kanałów zrobi się więc dziesięć. A osiem na pewno będzie w tym roku. Co do reklam, to one stanowią tylko 22% w strukturze przychodów za pierwsze półrocze 2010, ale oczywiście im więcej kanałów, tym więcej czasu na reklamy na antenach, więc tu przychody też powinny rosnąć. W H1’2010 rosły o 141% rdr. Do tego w grudniu Kino Polska kupiło portal Stopklatka i w 2011 będzie konsolidować jego wyniki. Wzrost przychodów o 67,7% może więc się faktycznie wydarzyć.MACD
20 najładniejszych spółek
Octava NFI, 4Fun Media, Bakalland, Bogdanka, BSC Drukarnia, Cersanit, City Interactive, Cognor, Delko, DSS, Eurocash, Fortuna, Grajewo, Invest Consulting, Lotos, Novita, PKN Orlen, Robyg, Sadovaya, Sygnity.
Prostacki sposób na giełdę
jesteśmy na rynku kontraktu terminowego na WIG20. Wchodzimy na rynek codziennie na otwarciu. Jeśli otwarcie jest powyżej zamknięcia z sesji poprzedniej - sprzedajemy kontrakt i gramy na spadek. Jeśli otwarcie jest poniżej zamknięcia z sesji poprzedniej - kupujemy kontrakt i gramy na wzrost. Na koniec sesji zamykamy pozycję. Na kolejnej sesji na otwarciu otwieramy ją na nowo. I tak codziennie. I tyle. Dla uproszczenia przyjąłem, że jeśli otwarcie jest dokładnie na poziomie zamknięcia, wtedy nie robimy nic i mamy dzień wolny.
Efekt jest taki, że do dziś taka gra jednym kontraktem przyniosłaby od początku roku 290 punktów czyli 2900 PLN zysku brutto. Czyli netto z pewnością ponad 100%. Bez żadnych analiz, tracenia czasu na obserwację rynku i co ciekawe także bez żadnych zleceń zabezpieczających. Kiedy wprowadzam do symulacji jakiekolwiek stoplossy, albo zlecenia take profit, wynik na końcu zawsze robi się gorszy. Generalnie od początku roku ten sposób gry przyniósł zysk na 32-ch sesjach, a odbyło się ich 52. Czyli skuteczność to 61,5%. A jaka oszczędność czasu :)
Wig 20 made in Japan - 2731 kluczem
Jak szybko zlikwidować deficyt budżetowy i nadmierny dług publiczny.
A gdyby jeszcze te 510 mld PLN opodatkować stawką 19% to budżet dostałby prawie równe 100 mld PLN, co oczywiście zlikwidowałoby w całości deficyt budżetowy, a nawet deficyt sektora finansów publicznych. Byłoby i na emerytury obecne i przyszłe i na rolników i na górników i na studentów i na przedsiębiorców, a także na autostrady i elektrownie jądrowe. Wprawdzie tylko na papierze, ale by było. Zapisy księgowe są przecież w dzisiejszych czasach tak samo ważne, jak prawdziwa gotówka.
Takie proste rozwiązanie, aż dziwne, że minister Rostowski jeszcze na to nie wpadł.
ZPUE
Monnari po wynikach
AB po wynikach kwartalnych
Monnari Trade - wyniki we wtorek
1 marca, czyli we wtorek, wyniki za czwarty kwartał podaje Monnari Trade. Moim zdaniem to będą jeden z najciekawszych wyników tego sezonu, bo pokażą spółkę pierwszy raz po zatwierdzeniu układu i już po skonsumowaniu jednorazowych korzyści z tego układu ( bo to wydarzyło się w wynikach za trzeci kwartał ) Pierwszy raz od dłuższgo czasu zobaczymy jak spółce idzie zwykły codzienny biznes, a co ciekawsze będziemy mogli to sprawdzić na danych za najważniejszy w roku kwartał końcowy.
Niecierpliwi mogą pokusić się o przefiltrowanie danych za Q3 w taki sposób aby dotrzeć do wyników operacyjnych. Wystarczy w tym celu wyeliminować z wyników 71,5 mln PLN zysku z tytułu redukcji długu w układzie, 10,9 mln PLN z tytułu przeszacowania wartości nieruchomości, a z drugiej strony pominąć jednorazowe „pozostałe koszty operacyjne” na poziomie -2,7 mln PLN. Po takim zabiegu okazuje się, że zysk netto Monnari w trzecim kwartale wyniósł 2,19 mln PLN. Zysk operacyjny to 12,76 mln PLN, a zysk EBITDA to 3,6 mln PLN.
Wynika z tego, że marża EBITDA Monnari w Q3 była na poziomie 10,3%, a marża netto na poziomie 6,3%. Dla porównania marża netto LPP w Q3 to 3,1%, a marża EBITDA to 11,1%. Można więc uznać, że już w Q3 Monnari na poziomie operacyjnym wyglądało zupełnie normalnie i prawidłowo.
Oczywiście Q4 w odzieżówce jest zupełnie inny od Q3. Wspomniane LPP podało już swoje wyniki za Q4 i widac w nich wzrost marży EBITDA do 21%. To sezonowość, w 2009 było tak samo – skok z 8,8% w Q3 do 26,9% w Q4. Przychody w Q4 w LPP były o 16% większe niż w Q3. Załóżmy, że Monnari to jednak nie to samo, co LPP i wypada nieco gorzej. Czyli załóżmy, że w Monnari w Q4 przychody wzrosły na przykład o 12%, a marża EBITDA podskoczyła sezonowo do 17%. Dawałoby to 39 mln przychodów i 6,65 mln zysku EBITDA. To by dawało 8,8 mln EBITDA bez jednorazówek w całym 2010. To z kolei daje wskaźnik EV/EBITDA na poziomie 13,1. Żeby wskaźnik ten zszedł do atrakcyjnego poziomu poniżej 10 EBITDA musiałaby wynieść 11,6 mln PLN. Czyli dynamika zysku w 2011 musiałaby wynieść +32% ( zakładając, że nie zmienia się poziom długu netto – po Q3 41,5 mln PLN )
To wszystko bardzo hipotetyczne wyliczenia, po danych za Q4 będzie wiadomo jak bardzo przestrzelone i w którą stronę. Dlatego to będzie ciekawy raport. Zawarcie układu rynek zdyskontował pół roku temu. Teraz przyjdzie pora aby zdyskontować perspektywy spółki po układzie. Z wykresu moim zdaniem wynika, że rynek nastawia się bardziej na dyskontowanie niespodzianek pozytywnych niż negatywnych.
Szczyt na ropie był wczoraj
WIG20 dla pesymistów
Oto KGHM dziś kończy sesję najniżej od półtora miesiąca, a kurs schodząc poniżej dołków z czwartku i piątku ( minimalnie wprawdzie, ale jednak ) potwierdza, ze w czwartek wypełniła nam się formacja głowy z ramionami, która zapowiada spadek gdzieś w okolice 135 PLN, czyli jeszcze o 18%.
Banki PKO BP i Pekao SA już od dłuższego czasu radzą sobie fatalnie i właśnie zbliżyły się do linii wielomiesięcznych trendów wzrostowych. Zwłaszcza PKO BP jest już tuż przy linii. Jeśli ma ocaleć już jutro potrzebny byłby wyraźny kontratak. Na razie wygląda to słabiutko.
Oto PKN Orlen, który podobnie jak KGHM wyrysował głowę z ramionami, a dzisiejszy podskok zatrzymał się dokładnie na przebitej kilka dni temu linii szyi. Jeśli formacja się potwierdzi spadek powinien ściągnąć kurs poniżej 40 PLN, o jakieś 12%
PGE też własnie przebija się przez linię wsparcia, która działała od pażdziernikowego załamania wywołanego przez ministra skarbu, który wtedy sprzedał znienacka pakiet akcji PGE na rynku. Od tamtej pory spółka mozolnie odrabiała straty, ale obecnie sytuacja wyraźnie się pogorszyła.
To wszystko oczywiście nie musi oznaczać wyroku na WIG20. Wydaje się, że nawet jeśli nastroje na rynkach się poprawią, to u nas nie będzie lokomotywy, która pociągnie za sobą cały indeks. Ale z drugiej strony można obecną sytuację uznać za doskonały moment do kupna. Wystarczy założyć, że trend boczny dalej będzie obowiązywać i w jego ramach teraz przyjdzie czas na ruch w górę. To oczywiście też możliwe. Widać jednak wyraźnie, że jednoznaczne rozstrzygnięcie jest w zasięgu ręki i może nastąpić jednocześnie na wszystkich najważniejszych dla WIG20 spółkach choćby i jutro.
Prawie wszystkich, bo nieco inaczej wygląda PZU, które dziś miało największe obroty na rynku i próbowało zakończyć trend spadkowy. Nie udało się, ale widać było przynajmniej jakiś popyt.
No ale po pierwsze samo PZU nie uratuje rynku jeśli na pozostałych spółkach popękają linie obrony, a po drugie nawet w przypadku PZU do linii wsparcia jest raptem 5%. ( no i jest jeszcze ta nudna TPSA... :) )
Warto obserwować opcje
Liczba otwartych pozycji na opcjach na WIG20 wzrosła dziś do 102,16 tys. 20 grudnia było to 33,567 tys. 17 grudnia, w dniu wygasania poprzedniej serii liczba otwartych pozycji na opcjach wynosiła 91,07 tys., przy wygasaniu serii wrześniowej było to 76,6 tys. W przeciwieństwie do rynku kontraktów terminowych, na rynku opcji na WIG20 dzieje się z miesiąca na miesiąc coraz więcej.
W najbliższych dniach, możliwe że już w poniedziałek LOP na opcjach będzie pierwszy raz w historii GPW większy niż na kontraktach terminowych.
Warto obserwować opcje. Z moich obserwacji wynika, że ewidentnie w okresach wzrostów i lepszej koniunktury większy ruch jest na opcjach put ( zarabianie na spadkach ) niż na opcjach call ( zarabianie na wzrostach ). Widać to i na wolumenach obrotu i na LOP na poszczególne rodzaje opcji. Moim zdaniem wynika to z tego, że spora część ruchu na opcjach to ruchy zabezpieczające grę na kontraktach. Jeśli uważamy, że rynek pójdzie w dół, to sprzedajemy kontrakt, ale na opcjach zabezpieczamy się kupując jakieś tanie opcje call na wzrost. Jak się uda, to strata na opcjach jest ograniczona, a zysk na kontrakcie nieograniczony. Jak się nie uda, to przy szybkiej ucieczce z kontraktu jest szanse na odrobienie strat przy pomocy opcji.
Dzisiaj stosunek 20sesyjnych średnich z wolumenu na put i na call jest najniższy od 4 stycznia. Wtedy rynek właśnie wpadał w 5,5% korektę. Teraz też chyba przymierza się do korekty.
Komputronik
Komputronik jest od pół roku strasznie zamotaną spółką. Po dealu z Paszyńskim dotyczącym Karen i Techmexu w aktywach Komputronika dominują akcje i opcje sprzedaży akcji byłego Karen, dzisiejszego CCE. Te aktywa co kwartał się aktualizuje, ale analizowanie tego nie ma specjalnie sensu, bo zgodnie z umową zawartą przez Komputronik pakiet akcji CCE i tak zostanie w przyszłym roku sprzedany za 48,7 mln PLN. CEna jest ustalona na sztywno. Podobnie z nieruchomością zaparkowaną w bilansie Komputronika przez Paszyńskiego. W 2012 ma zniknąć, w zamian pojawi się 11,7 mln PLN gotówki. Są więc to aktywa raczej bez ryzyka, nie pracują w codziennym biznesie spółki, a mimo to mają spory wpływ na skonsolidowane wyniki kwartalne. Jednak dziś w TVN CNBC prezes Komputronika powiedział jedną bardzo interesującą rzecz. Otóż jego zdaniem, aby mieć dobry widok na spółkę oczyszczoną z tego ambarasu nazywanego Operacja Karen, najlepiej po prostu śledzić wyniki jednostkowe, a nie skonsolidowane.
Wyniki jednostkowe Komputronika wyglądają na poziomie EBIT i netto zupełnie inaczej niż skonsolidowane. Licząc za cztery ostatnie kwartały ( czyli kalendarzowy rok 2010 ) Komputronik ma 2,8 mln PLN zysku operacyjnego. Ale jednostkowo ten zysk to aż 27,7 mln PLN. EBITDA skonsolidowana to 12,2 mln, ale jednostkowa aż 34,9 mln PLN. Zysk netto skonsolidowany to 1,97 mln PLN, a jednostkowy to 8,16 mln PLN.
Co za tym idzie P/E licząc jednostkowo to 11,8, a nie 44,5 ( skons. ) Oto kolejne różnice z wyników jednostkowych vs. skonsolidowane :
- ev/ebitda 4,4 vs. 11,8
- dług netto / ebitda 1,6 vs. 4,6
- ROE 9,4% vs. 1,7%
- ROA 3,3% vs. 0,6%
- marża EBITDA 4,3% vs. 1,4%
- marża netto 1,0% vs. 0,2%
Różnica jest kolosalna. W ujęciu skonsolidowanym mamy skomplikowany, nieczytelny, zadłużony, mało rentowny organizm. W ujęciu jednostkowym mamy rosnące dynamiki, rosnące rentowności ( 1% marży netto w tej branży to niezły wynik ) i niskie wskaźniki wyceny oraz długu plus perspektywę zastrzyku z 60 mln PLN gotówki za półtora roku.