Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NBP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NBP. Pokaż wszystkie posty

Czy prezes Belka sugeruje 15osobową RPP ?

Marek Belka dwa dni temu udział wywiadu w Obserwatorze Finansowym. Media skupiły się głównie na zupełnie niesensacyjnym moim zdaniem wątku o możliwości skupu przez NBP obligacji z rynku. Tymczasem przepadła znacznie ciekawsza część rozmowy. Właśnie ta:


Prezes Belka nie chce wchodzić w szczegóły, ale ja chętnie wejdę. Zdaniem prezesa NBP sprawy nienaruszalne to długość kadencji członka RPP i to, że za każdym razem muszą być oni powoływani jednocześnie przez trzy różne instytucje. Nienaruszalność długości kadencji oznacza, że  od stanu obecnego do stanu pożądanego (zmiana składu RPP każdorazowo dotyczy tylko jednej trzeciej składu) nie da się dojść odpowiednio skracając kadencje niektórym obecnym członkom RPP (zresztą byłby z tym kolosalny kłopot, bo ktoś musiałby zdecydować komu skracać, a komu nie). Pozostaje inna możliwość prawna. Nawet ciekawsza.

1. Jak najszybciej, najlepiej w tym roku Sejm, Senat i Prezydent powołują do RPP po jednej nowej osobie. W tym momencie RPP składa się z 12 osób + prezes. Tym nowym kadencja kończy się w 2019. (wszystkim obecnym członkom RPP kadencja kończy się w 2016)
2. W 2014, albo 2015 roku Sejm, Senat i Prezydent jeszcze raz powołują po jednej nowej osobie. W tym momencie RPP składa się już z 15 osób + prezes. Tym nowym kadencja kończy się w 2020, albo w 2021.
3. W 2016 po zakończeniu kadencji obecnych dziewięciu członków RPP Sejm, Senat i Prezydent powołują tylko po jednym nowym członku. Skład RPP powraca do 9 osób + prezes. Ale wtedy już jednym kadencja się kończy w 2019, innym w 2020, a jeszcze innym w 2022. Gotowe !

Nie jest to wprawdzie odświeżanie składu równo co 2 lata, bo aby to osiągnąć pierwsze powiększenie składu RPP powinno się odbyć już w 2012. Ale myśle, że zwolennicy tego rozwiązania przełknęliby tę niedoskonałość, że pierwsze odświeżenie jest dopiero po 3 latach, a potem dwa razy co roku. Z pewnością sytuacja w której skład RPP zmienia się częściowo, ale częściej jest lepsza niż obecna, w której skład RPP zmienia się raz na 6 lat, ale za to wymieniani są wszyscy.

A przy okazji prezes Belka ugrałby jeszcze coś. Gdyby teraz poszerzyć RPP o 3 nowe osoby, to można zakładać, że politycy byliby skłonni desygnować tam osoby sprzyjające poglądom ministra finansów, czyli takie, które są zwolennikami niskich stóp procentowych. Obecnie mamy w Radzie zgodę co do tego, że stóp dalej już nie obniżamy, ale też przez jakiś czas jeszcze nie będziemy ich podnosić. Myślę, że prezes Belka może się obawiać, że jeśli w 2014 pojawi się wyraźniejsze ożywienie gospodarcze, to dość szybko przewagę w RPP może uzyskać skrzydło domagające się podwyżek stóp. Sam prezes NBP jest temu przeciwny, a gdyby teraz dorzucić do RPP nowych członków, to automatycznie miałby on w Radzie nowych sprzymierzeńców. W takiej sytuacji zwolennicy szybszego podnoszenia stóp znaleźliby się w zdecydowanej mniejszości.

Możliwe więc, że prezesowi Belce chodzi przede wszystkim o poprawę konstrukcji prawnej RPP, ale możliwe też, że przy okazji chce on trochę okrężną drogą wpłynąć na kształt polityki monetarnej NBP w 2014 roku.

Ciekawe czy pomysł podchwycą politycy PO. Dla nich to też może być ciekawy temat, bo wg obecnego stanu prawnego całą nową RPP wybierze w 2016 nowy Sejm, nowy Senat i nowy Prezydent. Niewykluczone, że w dużej części będą to instytucje pod kontrolą obecnej opozycji. Prezes NBP podsuwa im pomysł, jak ominąć ryzyko polityczne i zapewnić obsadę RPP na kolejnych kilka lat jeszcze przed wyborami parlamentarnymi.


Interwencja walutowa NBP i koniec hossy na obligacjach



Marek Belka po piątkowej interwencji NBP na rynku walutowym powiedział, że nie chodziło o żaden konkretny poziom złotego do walut obcych. Oczywiście miał rację, ale nie powiedział wszystkiego. Nie dodał, że w tej interwencji w ogóle nie chodziło o złotego, tylko o polskie obligacje, które ostatnio bardzo szybko tanieją.

Piszą o tym dzisiaj i w BRE:



Piszą też w PKO BP


Dlaczego większa zmienność na rynku walutowym może pogłębiać przecenę na rynku polskich obligacji ? Bo mogą  z nich uciekać inwestorzy, którzy je kupili w ramach tak zwanego carry trade. Carry trade to działalność polegająca na tym, że bank pożycza pieniądze tanio w walucie bardzo nisko oprocentowanej (na przykład w euro, najlepiej biorąc pieniądze z ECB) i lokuje w kraju, gdzie stopa procentowa jest wyraźnie wyższa (oprocentowanie polskich obligacji pomimo dużych spadków w ostatnich miesiącach nadal jest zdecydowanie wyższe niż koszt pieniądza w strefie euro). Czyli pożyczasz za 1%, lokujesz na 4% i masz 3% bez ryzyka. Tyle, że aby to faktycznie było bez ryzyka, trzeba się jeszcze zabezpieczyć przed ruchami na rynku walutowym, tak aby ruchy na EUR/PLN nie zabrały europejskiemu bankowi jego bezpiecznych 3%. Zabezpieczyć się oczywiście można, ale to kosztuje. Im mniejsza zmienność kursu walutowego – tym mniej kosztuje. Kiedy zmienność na rynku walutowym rośnie, rośnie też koszt niwelowania ryzyka kursowego. Kluczowa jest tu właśnie zmienność, a nie taki, czy inny kurs złotego. Nieważne, czy euro jest po 4PLN czy po 4,50 PLN, ważne, żeby nie skakało od 4 do 4,50 w skali tygodnia. Przy dużej zmienności kursu walutowego banki z Europy dochodzą do wniosku, że Polska nie nadaje się już do carry trade, zamykają pozycję, w efekcie obligacje tanieją. (tak na marginesie - prawdopodobnie cały ten mechanizm odbywa się bardziej na międzybankowych instrumentach IRS, a nie na obligacjach, ale to na jedno wychodzi, bo obydwa rynki są ze sobą mocno powiązane. Czym się różnią pięknie ostatnio opisał Barnejek)

Dlaczego NBP chce ograniczyć wyprzedaż obligacji ? Bo spadek ich cen to wzrost ich rentowności, czyli wzrost stopy procentowej (długoterminowej). NBP ostatnio stopy obniża (krótkoterminowe), a nie podnosi, aby więc działania NBP przynosiły skutek i miały jakikolwiek sens bank ten musi pilnować nie tylko tego, co się dzieje ze stopami, które sam wyznacza, ale także tymi wyznaczanymi na rynku i interweniować, jeśli dochodzi do wniosku, że ruchy na rynku psują mu „mechanizm transmisji monetarnej” . Po drugie jest kwestia wspomnianego w notce PKO BP finansowania deficytu w bilansie płatniczym, po trzecie BRE twierdzi, że NBP robi to dla rządu, pomagając mu utrzymać koszty finansowania dziury budżetowej nisko.



Oczywiście twierdzenie, że kurs walutowy w ogóle nie obchodzi NBP jest przesadą. Jeśli przy okazji interwencji złoty się umocni, to z punktu widzenia budżetu państwa też oczywiście bardzo dobrze


Wydaje mi się, że jest też jeszcze jedna przyczyna interwencji NBP na obligacjach. To obawa przed tym, co się zaczęło dziać na rynkach światowych – obawa przed tym, że odwrót kapitału zagranicznego z Polski może zrobić się zbyt gwałtowny, jeśli się pozostanie biernym i nie wyśle na rynek żadnego sygnału. Dlatego sygnał poszedł. Rynki finansowe są mniej więcej od miesiąca przekonane, że FED po wakacjach zacznie ograniczać skup obligacji USA z rynku (nazywany niekiedy szumnie, choć nieco nonsensownie dodrukiem dolara) – to oznacza koniec apetytu na ryzyko i rozglądania się za różnymi ciekawymi celami inwestycyjnymi na świecie. Mamy więc ucieczkę nie tylko z Polski, ale ze wszystkich rynków wschodzących. Notabene rynek polski na tle innych nie wygląda źle. Wśród najsłabszych walut świata w ostatnim miesiącu mamy waluty RPA, Meksyku, Turcji, Indii, Brazylii i innych krajów wschodzących, ale złotego w tym zestawieniu nie ma


 
Z drugiej strony dziś wygląda na to, że piątkowa interwencja NBP niewiele dała. Polskie obligacje nadal tanieją (10letnie mają już rentowność 3,85%), trwa światowy odwrót z rynków stopy procentowej w krajach rozwijających się



Krótkie tłumaczenie tych skrótów: 5yr swaps to międzybankowe kontrakty na stopę procentową, czyli IRS, o terminie 5letnim. PLN to wiadomo, ZAR to rand południowoafrykański, HUF to forint węgierski, INR to rupia indyjska. Wszędzie tam rośnie stopa procentowa, czyli także rośnie rentowność obligacji, czyli obligacje te są sprzedawane. Jak widać, w RPA i na Węgrzech wygląda to nawet gorzej niż w Polsce, a u nas też wygląda to słabiutko. 11 punktów bazowych w ciągu jednego dnia to nie jest normalny ruch na spokojnym rynku. Chociaż kto wie. Może gdyby nie piątkowa interwencja, to dziś tez mielibyśmy ruch o 33 punkty bazowe jak w RPA, a nie tylko 11 pb.

Hossa na polskich obligacjach tym razem chyba już naprawdę się skończyła, a NBP zapewne nawet nie myśli o odwracaniu trendu, a bardziej o tym aby ograniczyć skalę odpływu i uniknąć jakiegoś większego popłochu.

Eurosceptyczny Narodowy Bank Polski

Narodowy Bank Polski zachował się dziś wyjątkowo niezależnie od rządu. W dniu, w którym Donald Tusk wychwalał w Estonii zalety przebywania w strefie euro (pomimo tego, że Estonia jest w strefie euro dopiero 2 lata. WGrecji po 2-ch latach w strefie też wszyscy myśleli, że to świetny pomysł) NBP w swoim raporcie o inflacji publikuje takie rzeczy:



Oczywiście dla ludzi o otwartych głowach te wskazane w tekście przyczyny kryzysu w strefie euro są znane od dawna. Ale są też tacy, którzy do dziś twierdzą, że przyczyną kryzysu w strefie euro było nadmierne zadłużenie, natomiast sama konstrukcja strefy jest okej i w związku z tym nic nam w niej nie grozi, jeśli tylko będziemy pilnować wskaźników. Dlatego to krótkie wyjaśnienie ze strony instytucji tak szacownej jak NBP jest bardzo cenne. A NBP na tym nie poprzestaje. W raporcie mamy opis pewnego eksperymentu, który miał sprawdzić, czy w strefie euro jako efektywnego narzędzia polityki monetarnej można używać wskaźnika LtV dla kredytów hipotecznych. Każdy, kto ma kredyt wie o co chodzi - LtV, czyli loan to value, czyli stosunek wartości kredytu do wartości nieruchomości za ten kredyt kupowanej. Im wyższa dopuszczalna wartość LtV tym większych kredytów banki mogą udzielać. W Polsce w pięknych czasach hossy ten wskaźnik często przekraczał 100% - brało się kredyt na 100% wartości nieruchomości i jeszcze na meble i remont łazienki. Wracając do sedna, NBP o wykorzystywaniu LtV w strefie euro pisze tak:



Aby móc politykę "dostosować do specyficznej sytuacji w danym kraju" najlepiej oczywiście, aby decyzje były podejmowane przez osoby i instytucje z tego właśnie kraju. W konkretnym przypadku LtV to decyzje podejmowane przez nadzór bankowy. A strefa euro właśnie zmierza w kierunku ujednolicenia i przesunięcia nadzoru bankowego ze szczebla krajowego na poziom ogólnounijny. Czyli taki, z którego trudniej cokolwiek "dostosować do specyficznej sytuacji w danym kraju". Czy więc to, co dziś publikuje NBP to głos przeciwko wchodzeniu do strefy euro z jednolitym nadzorem bankowym ?  Euroentuzjastycznie mi to nie brzmi.

Realnie stopy procentowe rosną, a nie maleją

NBP obniżył dziś swoją główną stopę procentową o 50 punktów bazowych do 3,25%. Tak niskich stóp nie mieliśmy w Polsce nigdy. Ale tylko w ujęciu nominalnym. W ujęciu realnym, czyli z uwzględnieniem inflacji stopy procentowe w Polsce nie tylko nie są rekordowo niskie, ale wręcz od kilku miesięcy szybko rosną i są najwyższe od kilku lat. A to nie jest dobry znak dla gospodarki. Bo kiedy realny stopy rosną, to dynamika PKB spada:



Na tym wykresie mamy dynamikę PKB i realne stopy, liczone na dwa sposoby. Pierwszy sposób jest banalny - od nominalnej stopy w NBP odejmujemy bieżący wskaźnik inflacji. Drugi sposób jest trochę trudniejszy - od nominalnej stopy w NBP odejmujemy wskaźnik inflacji, który był rok później. Bo przecież stopa procentowa obowiązuje od teraz do przodu, a bieżąca inflacja to miara czegoś, co było od teraz do tyłu. Aby inflacja pokrywała się czasowo ze stopą NBP trzeba wziąć wskaźnik, który mieliśmy 12 miesięcy później. Z drugiej strony firmy i konsumenci podejmują w danym momencie decyzje znając tylko historyczną inflację, a nie znając tej za kolejne 12 miesięcy. Najlepiej byłoby tu wziąć oczekiwania inflacyjne, ale niestety w Polsce nie mamy dobrego sposobu ich mierzenia.

W każdym razie, wracając do sedna, widzimy, że polska gospodarka zaczęła zwalniać w 2007 w momencie, w którym obydwie miary stóp realnych szły w górę z wcześniejszych dość niskich poziomów. Odbiciu od dna w 2009 towarzyszyła ujemna realna stopa. Ponad czteroprocentowy wzrost gospodarczy trwał dopóki realne stopy były blisko zera, albo poniżej zera. Rok 2012 to bardzo szybki wzrost stóp realnych, mierzonych na obydwa sposoby. Oczywiście rok 2012 to także rok w którym polska gospodarka bardzo wyraźnie obniżyła swoją dynamikę.Ostatnie nominalne obniżki stóp wcale nie obniżają ich realnie - stopy spadły o 125 punktów bazowych od listopada. Inflacja od listopada do stycznia spadła o 170 punktów bazowych. Danych za luty jeszcze nie znamy, ale zapewne będzie to dalszy spadek (zakładam roczną inflację na poziomie 1,4% w lutym i 1,0% w marcu). Czyli realnie stopy w Polsce rosną, a nie maleją.

Opierając się na wcześniejszych doświadczeniach można zakładać, że odbicie w gospodarce byłoby łatwiejsze gdyby stopa realna znów spadła poniżej zera. Co musiałoby oznaczać albo zejście ze stopą nominalną NBP poniżej 1% ( bo w najbliższych miesiącach inflacja zapewne będzie w tych okolicach) - czyli kolejne obniżki łącznie o 225 punktów bazowych - rzecz raczej niewyobrażalna i niewykonalna przy obecnym składzie RPP. Zejście ze stopą realną poniżej zera miałoby miejsce również wtedy, gdyby inflacja teraz, albo za rok znalazła się na poziomie powyżej 3,25%. To też trudno wyobrażalne. Tak więc realne stopy procentowe w Polsce zapowiadają nam raczej kolejne miesiące w okolicach recesji.

Sytuacja się pogarsza, bo sytuacja się pogarsza



Jako gospodarka właśnie wpadliśmy w bardzo ciekawe, negatywne sprzężenie zwrotne. Jak wiadomo Rada Polityki Pieniężnej obniża ostatnio stopy procentowe, aby złagodzić warunki udzielania kredytów i stworzyć tym samym lepsze warunki do rozwoju inwestycji (co mogłoby uruchomić ożywienie gospodarcze i zakończyć kryzys). RPP oczywiście sama nie udziela kredytów, ale ma nadzieje, że banki komercyjne w sytuacji niższych stóp procentowych dostosują się i ułatwią swoim klientom dostęp do kredytu. Tymczasem z opublikowanego dziś raportu NBP wynika, że banki komercyjne robią coś odwrotnego:



Można dojść do wniosku, że obniżki stóp procentowych są bez sensu. Bo jednocześnie firmy mają w bankach trudniej, a nie łatwiej. A dlaczego banki zaostrzają kryteria ? Bo pogarsza się sytuacja gospodarcza



Czyli bank centralny łagodzi warunki, bo sytuacja gospodarcza się pogarsza, a banki komercyjne zaostrzają warunki, bo sytuacja gospodarcza się pogarsza.

A do tego znika popyt. Dlaczego znika ? Oczywiście dlatego, że sytuacja gospodarcza się pogarsza. Najlepiej to widać w kredytach konsumpcyjnych




Podsumowując: sytuacja gospodarcza się pogarsza. Bank centralny, banki komercyjne i gospodarstwa domowe są w tym zgodni. Taka sytuacja – gorsze warunki w bankach i mniejszy popyt na kredyt – sprawiają, że sytuacja, która jak wiadomo się pogarsza, pogarsza się jeszcze bardziej. Teraz trzeba poczekać, aż sytuacja gospodarcza zacznie się poprawiać. A, jak łatwo się domyśleć, zacznie poprawiać wtedy, kiedy zacznie się poprawiać.

Polskie obligacje: banki sprzedają, zagranica kupuje

Ministerstwo Finansów potwierdziło dzisiaj to, o czym mówił Marek Belka na konferencji po ostatnim posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej - polskie banki sprzedają polskie obligacje, a kupuje je zagranica.

Wg MF wartośc obligacji posiadanych przez banki w grudniu zmniejszyła się o 3,67 mld PLN. Wartość obligacji znajdujących się w portfelach inwestorów zagranicznych wzrosła w tym czasie o 2,17 mld PLN. Po stronie kupujących w grudniu były też fundusze inwestycyjne. Natomiast obok banków sprzedawały też OFE i firmy ubezpieczeniowe.



Z punktu widzenia NBP ważna jest głównie zagranica i banki. Jak tłumaczył Marek Belka - większy udział zagranicy w rynku polskich obligacji to większe ryzyko turbulencji, kiedy zmieni im się humor i postanowią stąd odpłynąć. Dlatego lepiej byłoby gdyby banki nie sprzedawały zagranicy naszych obligacji tak ochoczo. Natomiast banki robią to dlatego, że opłaca im się sprzedać obligacje z rentownością wyraźnie poniżej 4% i przełożyć gotówkę w bony pieniężne NBP oprocentowane wg stopy referencyjnej, czyli obecnie 4% (a w grudniu było to 4,25%). Taki ruch przestaje być opłacalny, kiedy oprocentowanie bonów NBP spada poniżej rentowności obligacji. Oprocentowanie bonów obniża się poprzez obniżkę stóp procentowych NBP.

Dziś rentowność polskich obligacji 10letnich to 3,92%, a tych o krótszej zapadalności jeszcze mniej, nadal więc przechodzenie polskich banków z obligacji w bony NBP jest opłacalne. Widać to zresztą po popycie na cotygodniowych przetargach na bony NBP. Tuż przed styczniową obniżką stóp był on rekordowy - przekroczył 132 mld PLN. Po obniżce spadł, ale w bardzo niewielkim stopniu




Dziś banki trzymają w bonach NBP blisko 122 mld PLN. O 33 mld PLN więcej niż rok temu. Widać wyraźnie, że dotychczasowe obniżki stóp nie osiągnęły więc swojego celu. Banki nadal chcą trzymać kasę w papierach banku centralnego. Dlatego wkrótce będą kolejne obniżki. Choć obawiam się, że zejście z oprocentowaniem bonów z 4% tylko do 3,75% niewiele zmieni w zachowaniu banków.

Rynek zrobił sobie kolejną obniżkę stóp

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła główną stopę procentową z 4,25% do 4,0% w ostatnią środę. Tymczasem rynek międzybankowy zdążył do wczoraj zrobić sobie kolejną obniżkę. Stawka Polonia, czyli dzienna średnia z transakcji overnight na rynku międzybankowym w dniu obniżki była na poziomie 4,01%, czyli zgodnym ze stopą NBP. Ale wczoraj była już o 24 punkty bazowe niżej:



Jeśli spada stawka Polonia, to w dół musi też iść WIBOR, co powinno oznaczać rychłe obniżki oprocentowania kredytów w PLN.

NBP nie chce jednogroszówek i inne noworoczne fajerwerki

NBP opublikował dziś dokument zatytułowany "Plan działalności NBP na lata 2013-2015". Plan zawiera kilka naprawdę grubych pomysłów. Abyście nie musieli przedzierać się przez 37 stron dokumentu zamieszczam zestawienie pomysłów moim zdaniem najciekawszych:

Po pierwsze NBP chce na serio pożegnać się z jednogroszówkami. Niewykluczone, że na przykład z pięciogroszówkami też.


Po drugie NBP chce inwestować polskie rezerwy walutowe nie tylko w USA i w Niemczech, ale też w krajach rozwijających się. Brazylia ? Meksyk ? RPA ? Turcja ? Chiny ? Na pewno dzięki temu rezerwy mają szybciej rosnąć



Po trzecie NBP chce w większym niż dotychczas stopniu oprzeć inwestowanie rezerw w złoto na instrumentach pochodnych


Po czwarte NBP chce sobie opracować nowy wskaźnik inflacji. Bank tłumaczy, że chce dzięki temu lepiej mierzyć oczekiwania inflacyjne. Mozliwe, że doczekamy się dwóch wskaźników inflacyjnych, tak jak w USA, gdzie mają CPI (consumer price index) i PCE (personal consumtpion expenditures)


Po piąte NBP interesuje się tym, o czym coraz więcej mówi się na świecie i co moim zdaniem było jednym z najważniejszych wydarzeń roku 2012. Chodzi o odchodzenie od bezpośredniego celu inflacyjnego (BCI). NBP na razie chce to tylko zbadać



Po szóste NBP chce odbudować rynek międzybankowy w Polsce (pośrednio tym samym przyznając, że obecnie ten rynek nie działa, co z kolei może oznaczać, że stawki WIBOR są trochę z księżyca)



Rok 2013 od razu wygląda bardziej intrygująco.

120 miliardów PLN leży i czeka


W dwóch operacjach otwartego rynku w ostatni piątek i w ostatni wtorek NBP ściągnął z banków ponad 120 miliardów złotych, sprzedając im za tę kwotę bony pieniężne na 7 dni. NBP robi tak co tydzień od lat, pilnując aby na rynku międzybankowym nie zostawało zbyt dużo niezagospodarowanego pieniądza. Płynnego pieniędza w polskim systemie bankowym jest sporo od lat, ale jeszcze nigdy nie było go tyle, co teraz:



Skoro banki ładują 120 miliardów złotych ( jakieś 7%-8% polskiego PKB ) do NBP to może to oznaczać, że:
- chętnie pożyczyłyby tę kasę klientom, ale klientów nie ma (spadł popyt na kredyt, bo ludzie i firmy boją się recesji, więc nie chcą się zadłużać, nie za bardzo też widzą nowe cele inwestycyjne, które możnaby sfinansować kredytem)
- chętnie pożyczyłyby tę kasę innym bankom na rynku międzybankowym, ale rynek ten nadal nie podniósł się po kryzysie 2008/2009 i funkcjonuje słabo
- wolą bezpieczne 4,75% rocznie w NBP niż większe, ale bardziej ryzykowne zyski z akcji kredytowej

Każdy z tych powodów jest niefajny dla gospodarki.

Natomiast z drugiej strony oczywiście lepiej mieć w systemie pieniędzy za dużo niż za mało (tak jak na przykład ostatnio w Chinach, gdzie bank centralny zamiast ściągać nadmiar pieniądza z rynku, musi go ciągle na rynek dopompowywać)

NBP nie chce osłabienia złotego

Prezes NBP Marek Belka powiedział dziś jedno ważne zdanie :


Moim zdaniem to wskazanie, że polska gospodarka ze spowolnienia 2012-2013 ma wychodzić zupełnie inaczej niż w 2009. Wtedy kluczowe było osłabienie złotego, euro prawie po 5 PLN, co pomagało eksportowi, a eksport z koleu utrzymał nam PKB powyżej zera. Teraz szef NBP nie chce słabszego złotego, a sam eksport nie stanowi dla niego klucza do sukcesu. Ciekawe dlaczego ?

Prezes Belka wspomina o złych stronach słabszego złotego. Na przykład o tym, że wzrosłyby raty kredytów w walutach obcych, przez co ci zadłużeni mieliby mniej pieniędzy na wydatki po spłaceniu raty. Czyli prezes wskazuje na ryzyko przygaszenia konsumpcji. Ale moim zdaniem są też inne czynniki.

Przy słabszym złotym portfel kredytowy w bankach automatycznie się powiększa, bo rośnie dług zaciągnięty w walutach obcych przeliczany na PLN. Jeśli portfel kredytowy w bankac wzrośnie tylko przez słabszego złotego, to nie będą one mogły dalej go zwiększać udzielając kolejnych kredytów. Czyli słaby złoty źle wpłynie na akcje kredytową, czyli na potencjalne inwestycje, a także na konsumpcję. Natomiast jeśli NBP obawia się tego, że banki w 2013 będą musiały zwiększać odpisy na utracone kredyty, bo ich spłacalność zacznie się psuć (więcej bezrobotnych, krach w budowlance), to takie puchnięcie portfeli przez słabego złotego będzie ostatnią rzeczą, jaka będzie im potrzebna. W scenariuszu pesymistycznym wręcz może nas przybliżyć do kryzysu w sektorze bankowym, a tego z pewnością nikt nie chce.

No i do tego inflacja. Słaby złoty to natychmiast wyższe ceny paliw i całej masy innych towarów importowanych. Dopuszczenie do osłabienia złotego stawiałoby więc pod znakiem zapytania długość i głębokość cyklu obniżek stóp procentowych. Jeśli NBP chce pobudzać gospodarkę tanim dostępem do pieniądza, to obniżek musi być sporo, a więc inflacja musi spadać. A do tego bardzo przyda się złoty mocny, a nie słaby. Dlatego tym razem z kryzysu nie będziemy wychodzić osłabiając walutę. 

Shadow banking, czyli skąd się bierze kryzys

Skąd bierze się kryzys finansowy ? Co jest źródłem wszelkiego zła ? dlaczego nikt na świecie nie jest w stanie sobie z tym kryzysem od pięciu lat poradzić ? Odpowiedź na te pytania, krótka, ale celna znajduje się w  raporcie o stabilności systemu finansowego, opublikowanym właśnie przez NBP

Fascynujący świat pieniędzy...

W związku z tym, że kryzys grecko-hiszpańsko-włoski trochę mnie już nuży, zajmuje się ostatnio w wolnych chwilach głównie wertowaniem różnych długich dokumentów instytucji finansowych w poszukiwaniu czegoś ciekawego. W rocznym sprawozdaniu z działalności Narodowego Banku Polskiego, pełnym wielu interesujących spraw, najbardziej urzekło mnie to:



Jaka to wielka szkoda, że NBP w sprawozdaniu, które ma 188 stron, tej sprawie poświęca zaledwie pół strony. Naprawdę chciałbym się dowiedzieć w jakich okolicznościach namierzono stare monety przerobione na żetony do automatów wrzutowych. Jak je przerobiono ? Gdzie są te automaty wrzutowe ? Dlaczego ta liczba rośnie ??? ( w 2010 968 sztuk, a w 2011 już 969 ! ). No i do tego kto podrabia banknoty, które wyszły z obiegu 18 lat temu ? To chyba nawet ciekawsza historia. Ktoś je podrobił wtedy i dopiero teraz je ujawniono ? Co się z nimi działo przez cały ten czas ? A może teraz ktoś je ciągle podrabia do dzisiaj ? Kto to jest ? Czy podrabia również bony towarowe z Pewexu i kartki na mięso ? Jedno sprawozdanie NBP i tyle pytań bez odpowiedzi...

Duża zmiana na rynku kredytów hipotecznych


Polska  gospodarka być może przeszła właśnie przez bardzo istotny punkt zwrotny. No chyba, że to jednorazowe odchylenie od obowiązującej dotychczas normy. Otóż wg NBP w pierwszym kwartale 2012 pierwszy raz spadła w Polsce wartość zadłużenia gospodarstw domowych z tytułu kredytów hipotecznych.

Złoty zyskuje, bo NBP podniesie stopy procentowe ?

Złoty dziś miał najlepszy dzień od dwóch i pół miesiąca. Euro potaniało o 6 groszy, dolary o 8 groszy, a franki o 4 grosze. Przyczyn może być wiele, ale mi się najbardziej podoba hipoteza o nadchodzącej podwyżce stóp procentowych.

6 mld EUR dla MFW a niezależność banku centralnego

Od chyba kilkunastu już dni bawi mnie hałas wokół polskiej pożyczki dla MFW. Głosy o tym, że Polski nie stać na 6 mld EUR dla MFW i o tym, że za chwile stanie się coś złego, świadczą moim zdaniem o kompletnym niezrozumieniu sytuacji. Jest jednak w całej tej sprawie jedna kwestia, która mnie akurat dość mocno niepokoi, a o której chyba nikt nie mówi.

Większość nie ma racji

Jest takie powiedzenie giełdowe "większość nie ma racji". Najlepiej zarabiają ci, którzy potrafią coś dostrzec pierwsi i są skłonni zaryzykować ( nie znaczy to, że wszyscy wśród nich zarabiają, ale ci którzy zarabiają najczęściej wywodzą się z tej własnie grupy ). Ci, którzy dostrzegają to samo później też mogą zarobić, chociaż najczęściej mniej. Ciągle jednak chodzi o dość wąską grupe osób zorientowanych, które wkładają sporo pracy w to, żeby być zorientowanym. Na końcu do gry wchodzi tłum, który się o czymś dowiedział, bo wszyscy o tym mówią. Ten tłum, czyli większość, zwykle wchodzi za późno, przez co traci. Dlatego większość nie ma racji. Okazuje się, że te twierdzenie można uzasadnić także historią kredytów mieszkaniowych we franku szwajcarskim

NBP sprzedał trochę złota ?

Polskie rezerwy walutowe w listopadzie wzrosły do 74,3 mld EUR z 73,3 mld miesiąc wcześniej. Co ciekawe jednocześnie wśród tych rezerw ubyło trochę złota. Z pobieżnych wyliczeń wynika, że jest go obecnie najmniej od 13 lat.

Już wiem, dlaczego NBP nie interweniuje :)

NBP musiał wiedzieć ( banki centralne mogą wiedzieć więcej i szybciej niż inni ), że nie musi wydawać swoich dolarów na obronę złotego, bo będzie to robił za nas bank centralny Meksyku !

Niecałe dwie godziny temu bank centralny Meksyku poinformował, że będzie wydawać 400 mln USD dziennie każdego dnia, w którym ich peso będzie tracić na wartości więcej niż 2% w stosunku do dnia poprzedniego. To bardzo jasne postawienie sprawy, czyli stanowisko całkowicie przeciwne do tego zajmowanego przez NBP ( możemy interweniować, ale nie musimy, nie powiemy gdzie i kiedy oraz dlaczego, to się zawsze może zdarzyć, nie znacie dnia ani godziny ). Skoro to dwie przeciwstawne strategie, to jedna z nich powinna być skuteczna. Jeśli okaże się nią być strategia NBP, to sprawa jest prosta - PLN się umocni. Jeśli skuteczna okaże się strategia meksykańska, to umocni się meksykańskie peso. A meksykańskie peso jest historycznie dość mocno skorelowane z polskim złotym:


Jeśli więc to w Meksyku mają rację, a w Warszawie przy Świętokrzyskiej jej nie mają, to Meksykanie umacniając swoją walutę siłą rzeczy pośrednio powinni tez wpływać na umocnienie złotego :)  ( no chyba, że ten rozjazd pomiędzy dwiema walutami widoczny na samym końcu wykresu będzie narastał, ale po co kreslić czarne scenariusze :) )

Euro najdroższe od czerwca 2009


Nigdy nie zrozumiem, dlaczego NBP nie interweniował na rynku ani wczoraj ani dzisiaj. Moim zdaniem miał spore szanse na sukces. No ale trudno. Może nie chciał utwierdzać rynku w przekonaniu że broni ciągle tego samego poziomu 4,50 PLN. Tak czy inaczej teraz już sytuacja wygląda inaczej, czyli gorzej. Złoty przełamał wszystko co było do przełamania i ma otwartą drogę w stronę szczytu z 2009, czyli 4,93.



Pochód w stronę 4,93 oczywiście z pewnością nie będzie łatwy i jednostajny. Możliwe też, że wcale tam nie dotrzemy, a tendencja osłabiania złotego zatrzyma się wcześniej. Jest jeszcze na to szansa na parze USD/PLN. Tutaj mamy do przebicie jeszcze szczyt z czerwca 2010 – na poziomie 3,52. Być może tam złoty „zaparkuje” na nieco dłużej



Bardzo ważne będzie też to, co będzie się dziać na rynkach międzynarodowych, głównie na parze EUR/USD. Spadki tej pary sprzyjają osłabianiu się złotego. Gdyby udało się powstrzymać ruch w dół na EUR/USD wtedy łatwiej wygasłby też trend osłabiania się PLN. EUR/USD ostatnio szedł wyraźnie w dół i zbliżył się do paru ciekawych wsparć:


Po pierwsze linia wsparcia przebiegająca przez dołki ze stycznia i z października jest w okolicach 1,3190, po drugie wsparciem jest sam październikowy dołek 1,3150, po trzecie na 1,3046 jest zniesienie Fibonacciego ( 61,8% fali wzrostowej czerwiec 2010 – maj 2011 ). Chociaż jak widać na tym wykresie akurat Fibonacci na EUR/USD nie ma zbyt dużego wpływu, wcześniejsze zniesienia nie powstrzymywały ruchu na tej parze na dłużej niż kilka dni. Mimo to, jest parę szans na powstrzymanie spadku EUR/USD i tym samym słabnącego złotego. Oczywiście także NBP może wkroczyć do akcji w każdej chwili.