Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 55%PKB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 55%PKB. Pokaż wszystkie posty

W nowelizacji budżetu chodzi o 2014, a nie o 2013

Nie daje mi spokoju nowelizacja budżetu. Nowelizacja moim zdaniem zbędna, bo stan finansów publicznych wcale nie odbiega od założeń aż tak drastycznie, żeby trzeba było zmieniać budżet i to aż o kilkadziesiąt mld PLN. Jeszcze bardziej się zadziwiłem, kiedy w depeszy Reutersa zobaczyłem takie zestawienie:



Absolutnie nie wierzę w to, że Ministerstwo Finansów naprawdę zakłada w tym roku tylko 113 mld PLN z VAT. Nie wierzę w to, ponieważ już teraz, po danych z lipca, wpływy za ostatnie 12 miesięcy przekraczają 116 mld PLN.


Jak widać założenie z pierwotnej wersji budżetu o 126 mld PLN z VAT jest całkowicie nieosiągalne, ale 113 mld też wygląda dziwnie. Od dwóch miesięcy wpływy z VAT dośc wyraźnie rosną, a z ostatnich wypowiedzi kierownictwa MF wynika, że sierpnie też "idzie dobrze". Nic nie wskazuje na to, aby wpływy z VAT w ujęciu rocznym znów miały zacząć spadać. Myśle, że na koniec roku będzie tego między 115, a 120 mld PLN.

Jeśli MF pisze w nowelizacji, że z VAT w tym roku będzie tylko 113 mld PLN to można na to znaleźć trzy wytłumaczenia. Ale tylko jedno z nich jest moim zdaniem prawdziwe.

Po pierwsze: MF zakłada, że drugie półrocze będzie gorsze niż pierwsze i wpływy z VAT będą dalej spadać. Ale to scenariusz bardzo mało prawdopodobny, bo już teraz wszystkie schodzące na bieżąco dane pokazują, że gospodarka się podnosi i wygląda coraz lepiej (także wpływy z VAT w ostatnich miesiącach wyglądają znacznie lepiej niż na początku roku)

Po drugie: MF specjalnie robi nowelizację z kolosalną dziurą, aby uzyskać efekt medialny. MF tak naprawdę doskonale wie, że na koniec roku deficyt będzie znacznie mniejszy niż ten założony w nowelizacji, a kiedy to się okaże, będzie wielka konfa z przekazem "ale świetnie sobie poradziliśmy w trudnych czasach, zagrożenie minęło, głosujcie na nas". Taki scenariusz uważam za możliwy, ale nie sądze, żeby MF kierował się w swoich działaniach aż takimi duperelami. Są bowiem sprawy poważniejsze.

Po trzecie: wpływy z VAT będą lepsze niż założenia w nowelizacji i cały deficyt też mógłby być wyraźnie mniejszy, ale nie będzie. Będzie taki jak w nowelizacji. Podpompuje się go na koniec roku wydatkami, których dzięki temu nie trzeba będzie robić w 2014. Czyli inaczej mówiąc MF robi sobie nowelizacją miejsce na przeniesienie części deficytu z 2014 na 2013. Po co ? Zakładając, że 2014 będzie już wyraźnie lepszy niż 2013 (a takie założenie wygląda obecnie na uzasadnione) w ten sposób być może uda się uniknąć przekroczenia progu 55% długu publicznego do PKB na koniec 2014. Czyli np. zamiast mieć 54,1% w 2013 i 55,9% w 2014, MF celuje bardziej w 54,9% w 2013 i 54,9% w 2014. Dodatkowo wyraźniejsze zejście z deficytem w dół w 2014 (dzięki wysokiej bazie porównawczej sztucznie podpompowanej w 2013) może zrobić wrażenie na rynkach (niższe rentowności obligacji) i na Komisji Europejskiej (zdjęcie procedury nadmiernego deficytu). Słaby punkt: pompując deficyt w 2013 ryzykuje się wpadnięcie w 55% długu do PKB już na koniec 2013. Tak, ale od długu odejmuje się środki zgromadzone na obsługę zadłużenia w roku przyszłym. Wystarczy więc, że MF zrobi w czwartym kwartale nieco więcej emisji obligacji "na zapas", a dzięki temu powinno zmieścić się poniżej 55%. A rok później powinno być już znacznie łatwiej.

Moim zdaniem nowelizacja budżetu 2013 to tak naprawdę pierwszy rozdział budżetu na 2014.

Im słabszy złoty, tym ważniejszy kurs średnioroczny

Im złoty słabszy tym lepiej widać, jakim cwanym pomysłem było wprowadzenie możliwości przeliczania zagranicznej części długu publicznego po kursie średniorocznym, a nie po kursie z 31 grudnia. Oczywiście dziś nikt nie wie jaki kurs EURPLN będzie 31 grudnia, ale już dzisiaj - prawie w połowie roku - kurs średnioroczny bardzo wyraźnie różni się od bieżącego i jest to różnica na korzyść Ministerstwa Finansów:



Średni kurs euro w NBP dzisiaj to 4,2555, tymczasem kurs średnioroczny jak do tej pory to 4,1641. Czyli różnica wynosi ponad 9 groszy. Zadłużenie Polski denominowane w walutach obcych na koniec pierwszego kwartału wynosiło 253 mld PLN.



Upraszczając, że całe zadłużenie zagraniczne jest w euro i przeliczając tę sumę przez kurs euro z 31 marca wychodzi nam kwota 60,564 mld EUR.

Te 60,564 mld EUR wg kursu dzisiejszego z NBP to 257,73 mld PLN, a wg kursu średniorocznego to 252,19 mld PLN. Na dzisiaj więc korzyść (na razie tylko teoretyczna, bo praktyczna będzie dopiero 31 grudnia) wynosi 257,73 - 252,19 = 5,54 mld PLN.

Dług publiczny na koniec I kwartału był na poziomie 869,94 mld PLN, czyli 54,27% PKB. Do progu 55% PKB zabrakło 11,69 mld PLN. "Zaoszczędzona" dzięki kursowi średniorocznemu kwota 5,54 mld PLN to blisko połowa dystansu między obecnym poziomem długu, a barierą 55% PKB. Czyli moim zdaniem to kwota istotna.

Kurs średnioroczny ma to do siebie, że im bliżej końca roku tym mniej będzie się zmieniać. Dość silny złoty z pierwszych kilku miesięcy roku powoduje, że nawet gdyby od dziś do końca roku kurs euro codziennie był na poziomie dzisiejszym, czyli 4,25, to kurs średnioroczny 31 grudnia i tak nie przekroczy 4,22. Jeśli do końca roku nie pojawi się jakieś ożywienie, albo chociaż inflacja zwiekszająca nominalnie wpływy z VAT, to być może na koniec roku przed przekroczeniem bariery 55% PKB uratuje nas możliwość przeliczenia długu publicznego wg kursu średniorocznego.

Niebezpieczne związki: deflacja i dług publiczny



Wraca polski problem z długiem publicznym. PKB rośnie tak wolno, że relacja długu do PKB znów może przez to podejść pod 55%.

Wg GUS PKB urósł w I kwartale o 0,5% rok do roku. Urósł o tyle realnie. Nominalnie wynosi teraz 1602 mld PLN. Na koniec 2012 PKB wynosił 1595 mld PLN. Czyli w pierwszym kwartale roczny PKB nominalnie wzrósł o 7 mld PLN. Zaledwie o 7 mld. To oznacza, że znów będzie nam rosła relacja długu publicznego do PKB. Ta relacja to równoległy wyścig zadłużenia i PKB nominalnego właśnie. W czwartym kwartale 2012 PKB urosło nominalnie tylko o 9 mld PLN, a dług urósł wtedy o niecałe 5 mld PLN, więc wszystko było okej. Teraz wszystko wskazuje na to, że dług znów rośnie znacznie szybciej niż nominalne PKB.



Oficjalnych danych o długu publicznym na koniec I kwartału jeszcze nie ma, ale są już dane o zadłużeniu Skarbu Państwa, a to jakieś 95%-96% całego długu publicznego. Dług Skarbu Państwa urósł w pierwszym kwartale o 31,9 mld PLN. Samorządy miały pierwszy kwartał z nadwyżką, ale MF owyraźniejszym spadku zadłużenia w samorządach nie pisze nic, więc zakładam, że tam się nic nie zmienia. Jeśli założymy, że dług publiczny urósł w Q1 o tyle samo, co dług Skarbu Państwa, to wyjdzie nam, że wynosi on już 872,4 mld PLN. A to daje 54,4% PKB. To spory wzrost z poziomu 52,7% notowanego na koniec 2012.

Ale proszę nie panikować, są okoliczności łagodzące


Faktycznie PKB i w 2009 i w 2010 nominalnie rósł najsłabiej w pierwszych kwartałach, potem już było lepiej. W 2011 tylko Q3 był minimalnie słabszy od Q1. Natomiast dług publiczny w 2009 i 2011 w pierwszych kwartałach przyrastał zdecydowanie najszybciej. Ale w 2010 i 2012 wyglądało to inaczej. Tutaj reguła sezonowości jest więc mniej oczywista, ale trzeba pamiętać o tym, że MF w pierwszym kwartale tego roku sfinansowało ponad połowę całorocznym potrzeb finansowych (a do końca maja 80%), można więc zakładać, że przyrost długu w kolejnych kwartałach będzie mniejszy, a może nawet nie będzie go wcale.

To w czym problem ? Bardziej w tempie wzrostu nominalnego PKB. Jeśli zupełnie przestanie rosnąć , albo wręcz zacznie trochę spadać, to nawet przy stabilnym poziomie długu relacja dług/PKB będzie nadal rosnąć. Czy nominalny PKB może przestać rosnąć, jeśli wszyscy zapowiadają wzrost całoroczny o mniej więcej 1% ? Może. 1% PKB ma rosnąć realnie. Wystarczy 2% deflacji i będzie to oznaczać spadek nominalnego PKB o 1%. Czy 2% deflacji jest do pomyślenia ? Moim zdaniem jest, bo w przypadku PKB nie chodzi tylko o ceny towarów konsumpcyjnych (tu 2% deflacji jest nie do pomyślenia). Do PKB wchodzą też ceny w inwestycjach, w eksporcie, imporcie, a tu już może być różnie.

Weźmy chociażby dzisiejsze dane GUS o PKB za pierwszy kwartał. Inwestycje spadły o 2%. To ujęcie realne. Jeśli przeliczymy wartości nominalne, to wychodzi, że inwestycje spadły o 3,6%. Tu więc deflacja przekracza już 1,5%.



Obstawiam, że tym razem ponownie, tak samo jak w 2011, uda się pozostać z długiem poniżej 55% PKB, ale byłbym tego pewien znacznie bardziej, gdyby w końcu pojawiła się w gospodarce jakaś inflacja. Przy deflacji utrzymanie długu publicznego na obecnym poziomie będzie trudne.  

Gospodarka na 2 z plusem



Tak szybkiego hamowania polskiej gospodarki nie mieliśmy od czasów bankructwa Lehman Brothers i światowego kryzysu finansowego z przełomu lat 2008/2009. Jeszcze w czwartym kwartale 2011 mieliśmy wzrost o 4,4%, w drugim kwartale 2012 mamy już tylko 2,4%. Przed nami łatwiejszy i tańszy dostęp do kredytów, ale także zapewne więcej bezrobotnych, a możliwe, że również kolejne cięcia w OFE.

Żegnajcie, progi ostrożnościowe

W  1981 roku w Europie niewypłacalność ogłosiły dwa państwa: Polska i Rumunia. W latach 1981 – 1989 oba państwa przyjęły różne strategie finansowe. Polska kombinowała, wymyślała jakieś pseudoreformy gospodarcze,  przelewała z pustego w próżne, aż w końcu, kiedy już Reagan zadusił ZSRR niską ceną ropy, postanowiła zmienić system na normalny. Rumunia za to postanowiła już nigdy więcej nie zadłużać się u zachodnich kapitalistów i zredukować dług do zera. W efekcie obywatele rumuńscy mieli np. prąd co drugi dzień i całą masę różnych innych „udogodnień”. Ale faktycznie Rumunia dług sobie zlikwidowała. Koszt tego posunięcia był taki, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, w 1989 naród przywódce Rumunii zastrzelił. Mniej radykalny finansowo przywódca Polski został tymczasem prezydentem. Nauczka z tego taka: przesadna walka z długiem może cię zabić.

PKB rośnie szybciej niż dług publiczny

Kolejne dane o polskiej gospodarce i kolejna pozytywna niespodzianka. PKB w trzecim kwartale urosło o 4,2% - wyraźnie powyżej oczekiwań ( oczekiwano wzrostu o 4% ). Co ciekawe tym razem taki wzrost udało się osiągnąć bez dodatkowego wsparcia ze strony wydatków rządowych. Przekrój przez strukturę PKB zrobiony przez GUS pokazuje, że tak zwane spożycie zbiorowe, czyli wydatki instytucji rządowych i samorządowych spada. Ale oczywiście pamiętamy, że polskie perpetuum mobile ma kilka silników i tym razem ten rządowy mógł sobie odpocząć, bo pozostałe działały świetnie




Najważniejsza znów była nasza prywatna konsumpcja, ale jej wkład (1,8%) był najsłabszy od początku 2010 roku. Ale to nic, bo jak to zwykle u nas bywa w sytuacji słabnięcia jednego motoru natychmiast uruchamiają się inne. Inwestycje dały aż 1,6%, czyli najwięcej od końca 2008. Do tego widać, że coraz ważniejszy znów staje się eksport netto ( różnica między zmianą eksportu a zmianą importu ). 1% z tej strony to najwięcej od końca 2009. To oczywiście efekt słabego złotego. Ten sam kryzys, który obniża nam nieco nastroje przez konsumpcja rośnie wolniej, jednocześnie podkręca nam eksport, korzystający ze słabego złotego ( jak wspaniale mieć walutę inną niż euro :) )

 Rządowe wydatki na minusie też są bardzo ciekawe. To pierwszy taki przypadek w ciągu ostatnich czterech lat. To oczywiście efekt ruchów oszczędnościowych, które jak widać w tych danych zaczynają przynosić efekty. Widać to też w relacji długu publicznego do PKB.

Polskie roczne PKB po trzecim kwartale wynosi  1491,128 mld PLN. Po drugim kwartale to było 1466,351 mld PLN, czyli roczny PKB wzrósł o 24,78 mld PLN. Dług publiczny w tym samym czasie wzrósł tylko o 10,29 mld PLN. Kiedy dług rośnie wolniej niż PKB, to relacja dług publiczny / PKB spada : po drugim kwartale to było 53,73%, po trzecim kwartale jest 53,53%. 


Co ciekawe relacja długu do PKB spada już drugi kwartał z rzędu, a takiej sytuacji w Polsce nie było od trzech lat. 

Już nie ma tematu 55% długu do PKB na koniec roku


Pewności nie będzie oczywiście do samego końca, ale myśle, że dziś z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że Polsce uda się uniknąć przekroczenia poziomu 55% PKB przez dług publiczny na koniec roku. Ja postanowiłem ostatecznie przestać się nad tym zastanawiać po tym jak wczoraj wieczorem przeczytałem tę informację o finansach samorządów lokalnych. We wszelkich wyliczeniach pokazujących możliwość przekroczenia przez dług poziomu 55% część samorządowa grała pewną rolę. Moje wyliczenia z sierpnia zakładały, że ten rok będzie od strony samorządów wyglądał podobnie do poprzednich.Tymczasem wygląda zdecydowanie lepiej. Jeśli okazuje się, że samorządy mają zamiast deficytu 3,2 mld PLN nadwyżki, to zakładam, że na koniec roku deficyt w tym sektorze nie przekroczy kilku miliardów. A to w skali całego długu niewiele.

Oczywiście przejście przez 55% jest możliwe także bez „udziału” samorządów, ale do tego potrzebne byłoby wyraźne osłabienie złotego. Wewrześniu wyliczałem, że przy „neutralnych” samorządach kurs graniczny to 4,86 PLN.Ale o poziom złotego też już się nie obawiam. Można by się obawiać, gdyby PLN już dziś był w trendzie spadkowym, a nie jest.Od dwóch miesięcy mamy raczej stabilizację


W nagły atak spekulantów na koniec grudnia nigdy nie wierzyłem i nadal nie wierzę. Nawet jeśli jacyś spekulanci się nad tym zastanawiali, to po wczorajszym wywiadzie wiceministra Radziwiłła dla Reutera zapewne się rozmyślili

 
Wiceminister dał bowiem wyraźnie do zrozumienia, że rząd może przed końcem roku wymienić na rynku 2 miliardy dolarów z ostatniej emisji obligacji. Czyli od strony rynku walutowego po prostu sprzeda 2 mld USD i kupi za to złote. Analityk Nomury napisał dziś rano w swojej notce, że rząd na ewentualne interwencje kończące rok ma jeszcze więcej pieniędzy. Jakieś 7,5 mld EUR, a to daje siłę rażenia 215 mln EUR dziennie.


A to tylko arsenał rządowy. Do tego dochodzi NBP ze swoimi rezerwami 102 mld USD. Można się bronić i bronić i bronić. Znacznie dłużej niż do końca roku. Zapewniam więc, że nikt do tych gości na rynku nie wyskoczy. Są okazje zdecydowanie ciekawsze do zarabiania pieniędzy na rynku walutowym niż akurat gra na osłabienie złotego pod koniec roku.

Zakładam więc, że temat 55% długu do PKB na koniec roku przestał istnieć. 

Im droższe euro, tym większy problem w 2012


To przy jakim kursie euro dług publiczny przekracza 55% jest moim zdaniem dzisiaj po pierwsze trudne do przewidzenia ( bo w równaniu jest bardzo wiele niewiadomych) a do tego nie jest to istotne, bo kluczowy jest kurs 31 grudnia, który dziś jest nie do przewidzenia. Ale problem istnieje i to duży. W 2012 rząd musi wykupić albo zrolować obligacje za prawie 120 mld PLN i do tego sfinansować deficyt finansów publicznych pewnie gdzieś w okolicach 50 mld PLN. To razem 170 mld PLN. Średnio 3,27 mld PLN tygodniowo. Trochę gęsto. Dlatego ministerstwo finansów jak do tej pory bardzo rozsądnie zakładało, że zacznie zbierać te pieniądze na rynku już w tym roku, na zapas. Ale takie zbieranie oczywiście na bieżąco podnosi poziom długu. Przy obecnych kursach EUR i USD takie działanie byłoby więc bardzo brawurowe i ryzykowne. Możliwe więc, ze w tym roku uda się uniknąć długu na poziomie 55% PKB, ale wraz ze wzrostem kursów EUR i USD szybko rośnie prawdopodobieństwo problemów z finansowaniem budżetu w 2012.   

A teraz dla zainteresowanych wyliczenie ( w kilku wariantach ) kursu euro, przy którym wpadamy w 55% :)

Minister Rostowski powiedział ostatnio, że PKB Polski wzrośnie w tym roku o 8% nominalnie. Osobiście uważam to za bardzo wątpliwe, ale niech będzie. Po wzroście o 8% PKB na koniec roku sięgnie 1528,616 mld PLN ( na koniec 2010 wynosił 1415,385 mld PLN ). A 55% od tego to 840,74 mld PLN.


Dług publiczny poza Skarbem Państwa ( samorządy, NFZ, ZUS itd ) na koniec pierwszego kwartału wynosił 46 mld PLN. Przyjmijmy bardzo łagodne założenie, że to się nie zmieni do końca roku. To oznacza, że dług Skarbu Państwa na koniec roku nie może być większy niż 794,74 mld PLN ( 840,74 – 46 ).

Na te 749,69 mld PLN na koniec lipca 71,6% to dług w PLN,19,8% jest w EUR, 4,1% w USD, a 4,5% w innych walutach ( pewnie CHF i JPY ) 

Czyli na koniec lipca dług Skarbu Państwa w rozbiciu na waluty wynosi :
- 536,778 mld PLN w złotym
- 148,439 mld PLN w euro
- 30,737 mld PLN w dolarze
- 33,736 mld PLN w innych walutach

Waluty „inne” pomijam, bo nie wiem jakie to waluty. USD i EUR przeliczam po kursie średnim w NBP na koniec lipca ( 4,0125 za EUR i 2,8109 za USD ) Wychodzi nam taka struktura długu :
- 536,778 mld PLN
- 36,994 mld EUR
- 10,935 mld USD

Aby osiągnąć 55% PKB dług SP ma wzrosnąć do końca roku do 794,74 mld PLN, czyli o 45,05 mld PLN w stosunku do tego ile było na koniec lipca. Jeśli miałoby to się stać tylko przez osłabienie PLN to dług w walutach obcych powinien wzrosnąć o 21,16% i wyglądać tak:
- 179,847 mld PLN w EUR
- 37,241 mld PLN w USD
- 40,874 mld PLN w innych walutach.

Zakładając, ze do końca roku nie zmienia się poziom zadłużenia w walutach, 55% dług osiąga przy następujących kursach :

EUR:  179,847 / 36,994 = 4,86 PLN
USD: 37,241 / 10,935 = 3,41 PLN

Czyli do progu brakuje nam jeszcze osłabienia PLN o kolejne 7%. Ale to pod warunkiem, że do końca roku nie zmienia się ani zadłużenie samorządów, ani Skarbu Państwa.

Gdyby jednak przyjąć, ze dług samorządów wzrośnie do końca roku o 10 mld PLN ( uważam, ze to bardzo realne ), to kursy graniczne dla EUR i USD automatycznie schodzą w dół do 4,67 PLN za euro i 3,27 PLN za dolara.

A gdyby przyjąć, że dług samorządów wzrośnie o 10 mld a do tego minister Rostowski przesadza z tym 8% nominalnie i PKB nominalnie wzrośnie na przykład o 6,5%, to wtedy już poziom 55% obniża nam się do 829,06 mld PLN. A dopuszczalny poziom długu Skarbu Państwa spada do 773,06 mld PLN. Czyli w zapasie w stosunku do tego co było na koniec lipca pozostaje tylko 23,37 mld PLN. To oznacza, że przy tych założeniach poziomy graniczne to 4,45 PLN za euro i 3,12 PLN za dolara. Ojej, tyle to już było dzisiaj...


Optymizm ministra na ósemkę z plusem.


Minister Rostowski powiedział dziś, że PKB wzrośnie w Polsce w tym roku o 8% nominalnie.

To ciekawe, bo to by oznaczało, że czeka nas najlepsze półrocze od trzech lat. A wszyscy przecież mówią, że sytuacja jest trudna i że idzie spowolnienie. Wg danych GUS polski PKB o 8% nominalnie rósł ostatni raz w 2008 roku. W pierwszych dwóch kwartałach 2011 rósł nominalnie o 6,3% i 6,8%. A dośc duży wpływ miała na to wysoka inflacja ( po pierwszym kwartale 4,3%, po drugim 4,2% rdr ). 


Teraz wg absolutnie wszystkich prognoz zaczynając od NBP, przez prognozy wszystkich banków komercyjnych, a na MFW kończąc, tempo wzrostu ma hamować, inflacja też ma hamować, więc skąd nagle z 6,8% nominalnie w drugim kwartale ma się wziąć 8% na koniec roku ? Nie mam pojęcia. Najwyraźniej przed polską gospodarką doskonałe miesiące, a pesymiści się mylą.

Jeśli prognoza ministra Rostowskiego się sprawdzi, to oczywiście zupełnie znika problem progu ostrożnościowego dla długu publicznego na poziomie 55% PKB.

Jeśli PKB wzrośnie w tym roku nominalnie o 8%, to na koniec będzie mieć wartość 1528,6 mld PLN. 55% od tego to 840,74 mld PLN. A to znaczy, że dług publiczny, który w pierwszym półroczu urósł o jakieś 50 mld i doszedł do okolic 800 mld PLN może urosnąć jeszcze prawie o drugie tyle. A tego nie przewidują nawet najwięksi pesymiści, bo na koniec sierpnia potrzeby pożyczkowe państwa na ten rok były zaspokojone w około 90%. Do końca roku emisji nowych obligacji będzie już niewiele. Czyli jednym słowem luksus. Oczywiście pod warunkiem, że te 8% nominalnie faktycznie się wydarzy.