Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ożywienie gospodarcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ożywienie gospodarcze. Pokaż wszystkie posty

Rynek obstawia podwyżkę stóp na wiosnę 2014.

W sytuacji oczywistego już ożywienia gospodarczego warto spojrzeć w przyszłość i sprawdzić czy widać już gdzieś tam jakieś podwyżki stóp procentowych. Stopy mamy na razie na poziomie najniższym w historii, a w Radzie Polityki Pieniężnej jest widoczne porozumienie (niesamowita sprawa swoją drogą) o tym, że do końca roku tych stóp nie ruszamy. A niektórzy członkowie RPP chcieliby nawet, żeby nie ruszać ich dłużej. Ale to już życzenie tylko niektórych, nie wszystkich. A tymczasem rynek obstawia, że do pierwszej podwyżki dojdzie już za jakieś 9 miesięcy, czyli na wiosnę 2014


To plansza z dziennego biuletynu BRE. Dla niewtajemniczonych: stawki FRA to forward rate agreements, czyli skracając i upraszczając instrumenty finansowe polegające na zakładzie o to, jaki będzie WIBOR za jakiś czas: 1X4 - za miesiąc, 3X6 - za 3 miesiące, 6X9 za 6 miesięcy, 9X12 za 9 miesięcy. Chodzi o WIBOR trzymiesięczny, ten najpopularniejszy w umowach kredytowych. Dziś wynosi on 2,71%. Jak widać, z transakcji zawieranych pomiędzy bankami wynika, że obecnie obstawiają oni WIBOR3M za 9 miesięcy na poziomie 2,96%. Czyli o 25 punktów bazowych wyżej. Za 9 miesięcy będzie koniec maja 2014. WIBOR zwykle nieco wyprzedza ruchy Rady Polityki Pieniężnej. Czyżby więc pierwsza podwyżka czekała nas na początku czerwca 2014 ?

I co ważniejsze, co tę podwyżkę wywoła ? Nasze krajowe ożywienie gospodarcze, które pociągnie za sobą wzrost inflacji i tym nieco Radę wystraszy ? A może raczej ograniczanie skupu obligacji przez FED, które przełoży się na generalny wzrost stóp procentowych na świecie, co już solidnie dotyka  emerging markets w Azji ? Polska na razie jest oazą spokoju, bo dzięki nadwyżce w wymianie zagranicznej na razie kapitał od nas się nie wycofuje tak jak np. z Indii, czy Indonezji. Ale może za kilka miesięcy, przy większym ożywieniu, znów pojawi nam się deficyt na rachunku obrotów bieżących, a to z kolei doprowadzi nas do sytuacji w której obecnie jest Azja Południowo Wschodnia ? I stopy trzeba będzie podnosić, aby powstrzymać odpływ kapitału ? Ciekawe, który scenariusz wycenia rynek FRA.

Ożywienie gospodarcze w czterech odsłonach

Po pierwsze: nastroje w gospodarce są coraz lepsze. Wskaźniki liczone przez GUS, a oparte na prognozach dotyczących sytuacji gospodarczej w poszczególnych branżach wyglądają dość jednoznacznie



Nastroje w przemyśle (dane wyrównane sezonowo) są najlepsze od października 2011, w transporcie najlepsze od lipca 2011, w handlu od lipca 2012, a w budownictwie od marca 2012 (choć akurat w tej ostatniej branży nadal są to nastroje wyraźnie złe, ale tempo w jakim się poprawiają jest wysokie)

Po drugie: produkcja stali. Możliwe, że to jakieś wydarzenie jednorazowe, jakiś przypadek, ale w danych statystycznych za lipiec produkcja stali surowej wygląda najładniej



Gdyby w kolejnych miesiącach potwierdził się wzrost produkcji stali, to można by oczekiwać większego ożywienia w przemyśle motoryzacyjnym i w budownictwie (odbiorcy), a z drugiej strony w górnictwie (dostawcy)

Po trzecie: energia elektryczna. Zmiana łącznego zużycia za ostatnie 12 miesięcy za chwilę zapewne wróci nad kreskę. Tu też widać wyraźne odbicie od dołka, który wypadł kilka miesięcy temu



Swoją drogą sumując dane o energii kwartałami widać dość dużą korelację ze zmianami PKB. W trzecim kwartale znamy na razie dane tylko z lipca, ale gdyby sierpień i wrzesień były podobne, to zmiana w zużyciu energii byłaby mniej więcej taka sama jak w trzecim kwartale 2012, a wtedy PKB rósł o 1,3%.



Nie zdziwię się, jeśli w tym roku trzeci kwartał też zakończymy ze wzrostem PKB o 1,3%-1,5%.

Po czwarte: sprzedaż detaliczna. Urosła w lipcu o 4,3%, czyli najbardziej od sierpnia 2012, ale warto zwrócić uwagę też na to, że w tym roku lipcowa sprzedaż detaliczna wygląda zdecydowanie lepiej niż w poprzednich latach jeśli ją porównamy do sprzedaży z dwóch tradycyjnych sprzedażowych szczytów: z grudnia poprzedniego roku (Boże Narodzenie) i z marca, ewentualnie kwietnia (Wielkanoc)



Sprzedaż lipcowa była w tym roku o 4,15% lepsza od sprzedaży w miesiącu wielkanocnym, a to osiągnięcie najlepsze od 2010. Z kolei w porównaniu do grudnia mamy sprzedaż gorszą o 5,9%, co jest wynikiem najlepszym od 2009.

Ładne te ożywienie. Wszystkie dane pochodzą z opublikowanego dziś sierpniowego Biuletynu Statystycznego

Najlepszy tydzień na giełdzie w tym roku i cztery tego przyczyny



WIG20 w tym tygodniu urósł o 4,8%, WIG o 4,5% - w obydwu przypadkach to najlepsze osiągnięcia od października 2011. WIG odrobił właśnie wszystkie straty wywołane w czerwcu zapowiedzią powolnej śmierci OFE. WIG20 całości strat nie odrobił głównie dlatego, że w międzyczasie od kursów akcji kilku dużych spółek odcięto dywidendy. W dodatku mWIG40 jest dziś najwyżej od czerwca 2008, a sWIG80 najwyżej od lipca 2011. Co się stało ? Oto cztery główne przyczyny, które poprawiły nam koniunkturę na giełdzie

1.       Wyniki banków

Bezpośrednią przyczyną stoją za ostatnimi wzrostami są świetne wyniki polskich banków. W minionym tygodniu akcje BRE poszły w górę o 8,7%, BZ WBK o 6,7%, Banku Handlowego o 11,6%, PKO BP o 7,7%, Millennium o 9,2%, Getin Noble aż o 17,2%, Getin Holdingu o 16,2%. Wyniki za drugi kwartał opublikowane przez Bank Millennium, BZ WBK i BRE były zaskakująco dobre i pokazały, że polskie banki potrafią sporo zarobić nawet w czasach rekordowo niskich stóp procentowych (co teoretycznie powinno być dla nich niekorzystne). To dopiero początek sezonu publikacji wyników, przed nami jeszcze PKO BP, Pekao SA, Handlowy, Getin, ING itd.

2.       FED i ograniczanie skupu obligacji

Zostawmy na boku to, czy to racjonalne, czy nie (zwłaszcza, że to nie jest racjonalne) ale rynek od pewnego czasu na każda sugestię ograniczenia skupu obligacji przez FED reaguje odwrotem od aktywów ryzykownych, czyli także od akcji na rynkach rozwijających się, czyli także od akcji polskich. Widać to było dobrze w czerwcu. W lipcu Ben Bernanke usilnie starał się skorygować obawy rynków przekonując kilkukrotnie, że skup nawet jeśli zostanie ograniczony nadal będzie skupem, a do podwyżek stóp procentowych w USA jest jeszcze naprawdę bardzo daleko. Bardzo możliwe, że rynki po miesiącu grania pod obawy związane z przykręcaniem śrubki w końcu się oswoiły z tą perspektywą i dotarło do nich, że to nie będzie koniec świata, a bilans FED nadal będzie systematycznie rósł bijąc kolejne rekordy. Proces rozstawania się rynków z przekonaniem, że skup papierów przez FED będzie trwał wiecznie chyba już się zakończył. Tym samym gorący pieniądz znów łaskawszym okiem patrzy na takie rynki jak polski.

3.       OFE i Bronisław Komorowski

Początkowo rynek chyba nie przyłożył do tego dużej wagi, ale dziś widać, że obawy związane z likwidacją OFE tak jakby zmalały. Możliwe, że rynek po gwałtownej reakcji w czerwcu po prostu to przełknął i już nie będzie do tego wracać (dopóki nie pojawią się jakieś już naprawdę ostateczne konkrety), a możliwe, że sytuację nieco zmienił prezydent dając do zrozumienia, że to co proponuje rząd jemu się nie za bardzo podoba. W tym momencie wycenianie likwidacji OFE jako czegoś pewnego przestało być racjonalne. Wypowiedź prezydenta o OFE pojawiła się 9 lipca, WIG20 swój ostatni wyraźniejszy dołek miał 10 lipca i od tamtej pory urósł o ponad 9%.

4.       Ożywienie gospodarcze

Jesteśmy po całej serii danych makroekonomicznych pokazujących, że sytuacja polskiej gospodarki dość szybko się poprawia – lepsza produkcja przemysłowa, nastroje konsumentów, wpływy podatkowe, bilans handlowy, delikatna poprawa stopy bezrobocia, ostatnie wyjście wskaźnika PMI powyżej 50 pkt. Przed nami sierpniowa publikacja o wzroście gospodarczym w drugim kwartale, gdzie moim zdaniem też będziemy mieć pozytywną niespodziankę i wzrost o 0,8%-0,9%. Rynek chyba zaczął dyskontować to, że przemysł w drugim półroczu i w 2014 będzie radził sobie wyraźnie lepiej niż sądzono jeszcze parę miesięcy temu. Obok banków w ostatnim tygodniu świetnie radzili sobie producenci prądu i gazu, czyli firmy w dużym stopniu uzależnione od tego co się dzieje w polskim przemyśle: Akcje Tauronu poszły w górę o 6,8%, PGE o 5,9%, PGNiG o 5,4%, Enei o 4,2%

Na koniec jeszcze wykresy trzech spółek z kluczowym wpływem na WIG20. Już dawno nie wyglądały jednocześnie tak ciekawie, chociaż z drugiej strony w dwóch przypadkach już jesteśmy blisko oporów, co może oznaczać, że kolejny tydzień może być korekcyjny. Oto PKO BP, PZU i KGHM: 




Ożywienie gospodarcze na razie bez nowych zatrudnionych

Dzisiejsze dane PMI o poziomie aktywności gospodarczej w przemyśle wyglądają cudownie, ale też z drugiej strony sa całkowicie zgodne z tym, w co od paru miesięcy głęboko wierzę - pokazują, że czasy recesyjne minęły i własnie rozpoczynamy okres kolejnego ożywienia gospodarczego. Wykres PMI wygląda naprawdę imponująco, bo tak wyraźne skoki w górę, jak w tym miesiącu nie zdarzają się często:



Nie popadałbym jednak w euforię, bo komunikat dotyczący PMI zawiera dwie bardzo ciekawe łyżki dziegciu



Czyli PMI pięknie rośnie dzięki wielkiej ilości nowych zamówień, które pozwalają na wzrost produkcji, ale:

- po pierwsze zatrudnienie nadal spada. coraz wolniej, ale spada, a nie rośnie. Optymizm w firmach i wykorzystanie posiadanych mocy produkcyjnych na razie nie są aż tak wielkie, aby decydować się na zatrudnianie nowych ludzi
- po drugie zapasy materiałów i gotowych produktów nadal spadają, a nie rosną. A to też zjawisko charakterystyczne dla czasów trudnych i niepewnych. Kiedy firmy wierzą w lepszą przyszłość, zaczynają gromadzić zapasy, oczekując rychłego wzrostu popytu. Tego też na razie nie widać.

Czyli jest znacznie lepiej niż pół roku temu, ale nadal jesteśmy ostrożni.

Nastroje konsumentów są najlepsze od ponad półtora roku

Jest kolejny argument za ożywieniem gospodarczym w drugim półroczu. GUS w piątek opublikował wyniki badań nastrojów konsumentów i wyglądają one dobrze. Badanie składa się z oceny tego jak jest teraz i jak będzie w niedalekiej przyszłości. Te drugie badanie jest moim zdaniem ważniejsze, bo konsumenci podejmują decyzje o tym co robić z pieniędzmi (wydawać, czy chomikować na czarną godzinę) bardziej w oparciu o to, czego oczekują w przyszłości. Okazuje się, że ten wskaźnik wygląda najlepiej od blisko dwóch lat:



Kształt tego wykresu przypomina mocno wykres polskiego PKB - dobre wyniki do połowy 2008, potem krach światowy i dołek kryzysu na wiosnę 2009, następnie odbicie i zupełnie niezły 2010, ciągle nienajgorszy 2011 i degrengolada roku 2012 sprowadzająca nas na początku 2013 z powrotem do rekordowo niskich poziomów z 2009. Ale od kilku miesięcy sytuacja stopniowo się poprawia. Polscy konsumenci nie byli tak optymistyczni jak obecnie od listopada 2011. Oczywiście można tu mówić tylko o optymiźmie względnym, bo wskaźnik przez cały czas jest poniżej zera, co oznacza, że ciągle mamy więcej pesymistów niż optymistów. Ale proporcje zaczynają się zmieniać na lepsze - a to w przeszłości wystarczyło, żeby rozruszać konsumpcję i co za tym idzie całą gospodarkę.

Lepsze nastroje możemy dodać do coraz lepszych ostatnio odczytów produkcji przemysłowej, lepszego PMI, coraz wolniej spadającego zatrudnienia i wolniej rosnącego bezrobocia (rok do roku), coraz mniejszego deficytu na rachunku obrotów bieżących, nadwyżki handlowej, odbijających w górę wpływów podatkowych do budżetu i dostajemy obraz gospodarki, która coraz ładniej wychodzi z dołka.

Konsumpcja na kredyt budzi się z letargu

Dług na kartach kredytowych rośnie nam drugi miesiąc z rzędu. Warto to zauważyć, bo zdarza się to pierwszy raz od lipca 2010, czyli od trzech lat



Polscy konsumenci, podobnie jak cała gospodarka światowa, w ciągu ostatnich lat się delewarowali, czyli zamiast inwestować, czy wydawać coraz więcej na konsumpcję, skupiali się bardziej na ograniczaniu zadłużenia. Oczywiście spłacanie przed terminem kredytów hipotecznych, czy choćby i ratalnych byłoby dość drastycznym przejawem walki z długiem, inaczej za to ma się sprawa z kartami kredytowymi. Tutaj stan zadłużenia możemy regulować dowolnie i codziennie. Do tego jest to dług najwyżej oprocentowany, racjonalny konsument szukający oszczędności powinien więc zacząć ścinanie debetów właśnie od kart kredytowych.

Ostatnie trzy lata to nieustanne schodzenie w dół z zadłużeniem na kartach, tylko z paroma jednomiesięcznymi przerwami. Dwóch miesięcy wzrostu z rzędu nie mieliśmy od dawna. Co ważne, zmniejsza się też odsetek niespłaconych w terminie kart kredytowych - na koniec 2011 było to 18,7%, na koniec 2012 16,8%, a na koniec maja 2013 16,4%.

Ostatnie dwa miesiące to również pewne ożywienie w całej kategorii kredytów konsumpcyjnych (karty+samochodowe+ratalne+gotówkowe). Tutaj dwa kolejne miesiące wzrostu zdarzyły się ostatnio w sierpniu i wrześniu 2011



Wszyscy zakładają, że polski wzrost gospodarczy w drugim półroczu będzie wyglądać lepiej niż w pierwszym głównie dzięki eksportowi. Po konsumpcji nikt się nie spodziewa niczego dobrego. Tymczasem to konsumpcja moim zdaniem może w najbliższych miesiącach sprawić największą pozytywną niespodziankę.

Konsumenci kupują więcej, a nastroje w przemyśle najlepsze od roku

Ciekawą rzecz opisują w dzisiejszym newsletterze ekonomiści z banku BRE. Otóż sprzedaż detaliczna, która w kwietniu nieco spadła (GUS podał to w piątek, a spora część rynku interpretowała to jako potwierdzenie spowolnienia), wcale nie spadła tylko wzrosła, jeśli nie liczyć żywności i paliw:

Wzrost o 5,5% realny to naprawdę imponujące osiągnięcie. Sami ekonomiści BRE podchodzą do tego baaaardzo ostrożnie i piszą, że trzeba to dalej obserwować, ale jednocześnie piszą, że jeśli w kolejnych miesiącach będzie to wyglądać podobnie, to będzie można otwarcie mówić o poprawie optymizmu konsumentów, czyli tak naprawdę o ożywieniu. Nie uwzględnianie żywności i paliw wygląda na sztuczkę, ale moim zdaniem ma dużo sensu, bo wydatki na żywność w marcu/kwietniu bardzo zależą od tego kiedy jest Wielkanoc, a na paliwa wydajemy mniej, bo akurat cena paliw jest wyraźnie niższa niż przed rokiem. Czyli spadek wydatków na paliwa nie musi wcale oznaczać mniejszych zakupów paliw.

Czyli sprzedaż detaliczna niby spadła, ale tak naprawdę, jak się w to głębiej wczytać, to wygląda dość optymistycznie.

Jeszcze bardziej optymistycznie wyglądają wskaźniki koniunktury, co z kolei wyłapał główny ekonomista Nordea Banku:


GUS od lat co miesiąc pyta firmy o ich ocenę sytuacji w kwestii sytuacji ogólnej, poziomu zamówień, poziomu produkcji, sytuacji finansowej i tego, czy będą zwalniać, czy zatrudniać. Pytania są o sytuacje bieżącą i o prognozy. Tak wyglądają prognozy w firmach przemysłowych:



Tak natomiast wyglądają prognozy w firmach budowlanych


Widać, że kryzys w budowlance jest znacznie głębszy niż w przemyśle, ale nawet w sektorze budowlanym ten dołek już się nie pogłębia. W przemyśle niektóre parametry nawet wyszły ponad zero, a te ciągle poniżej zera są najwyżej od blisko roku. To są prognozy. Ocena sytuacji bieżącej w tych samych badaniach GUS wypada gorzej. To znaczy, że przedsiębiorcy pomimo trudnej bieżącej sytuacji uważają, że za kilka miesięcy będzie lepiej, co jest nowością, bo do tej pory uważali, że jest źle i będzie jeszcze gorzej. Przekonanie co do tego, że za kilka miesięcy będzie lepiej to pierwszy warunek, który musi być spełniony, aby firmy zaczęły ponownie inwestować. Jeśli faktycznie jest on w tej chwili spełniany i jeśli faktycznie konsumenci nie są tak bardzo przestraszeni jak to wygląda na pierwszy rzut oka, to za kilka miesięcy możemy mieć faktyczne ożywienie gospodarcze. Nie takie ze wzrostem PKB o 6%, bardziej o 2%-3%. Ale zawsze to lepsze niż wzrost o 0,7%.