23 listopada 2011


Kontrakt na S&P500 wczoraj o 17:30 miał wartość 1182,45. Teraz jest na poziomie 1172,15, co oznacza spadek o 0,87%. W ciągu ostatnich minut kontrakt lekko się podnosi, skala spadku się zmniejsza.

Kontrakt dziś w nocy przebił się przez broniony przez dwa dni poziom 1180. Kolejne wsparcie to 1153 ( zniesienie 61,8% Fibonacciego ), potem już będzie otwarta droga do dołków z sierpnia i października poniżej 1100.

Sam indeks S&P500 jeszcze zdołał się utrzymać powyżej wsparcia w okolicach 1180 ( przełamanie na kontrakcie nastąpiło już po zakończeniu sesji w USA ), ale jeśli kontrakt nie podniesie się wyraźnie do 15:30, to też jest skazany na zejście niżej. Kolejne wsparcie jest na 1158, wsparcie na 1183 broni się już chyba tylko dlatego, że sesja startuje dopiero o 15:30

Rynek amerykański może w najbliższych godzinach schodzić w stronę 61,8% zniesienia Fibonacciego ostatniej fali wzrostowej, a rynek polski do tego zniesienia dotarł już 2 dni temu. Od tamtej pory trwa walka o utrzymanie tego poziomu. Dla WIG20 to 2177, dla kontraktu na WIG20 to 2180

Przyczyny pogorszenia koniunktury w nocy są dwie. Dexia i Chiny. W sprawie belgijskiej Dexii, która już w październiku znalazła się na skraju bankructwa okazuje się, że Belgia i Francja które miały wspólnie ratować bank, mogą tego nie zrobić. Belgijska prasa pisze, że rentowności obligacji Belgii wzrosły od października tak bardzo, że Belgia chętnie przekazałaby więcej odpowiedzialności za Dexię Francji. Francja nie chce na Dexie wydawać więcej, bo boi się o to, że straci swój rating AAA. Co dalej z Dexią, nie wiadomo, a jak czegoś nie wiadomo, to rynek idzie w dół.

Z Chin nadeszła informacja o wskaźniku aktywności gospodarczej PMI, który spadł do poziomu najniższego od marca 2009 Odczyt wskaźnika na poziomie 48, poniżej 50 punktów oznacza, że wg menedżerów z branży przemysłowej Chiny rozwijają się coraz wolniej. Taka informacja o gospodarce, która ma ocalić świat przed zapaścią musiała wywołać reakcje negatywne.

Po tych dwóch newsach w dół poszedł EUR/USD, dochodząc do 1,3446. Dołek sprzed kilku dni to 1,3422. Zejście niżej może wywołać dalsze przeceny na giełdach, a przy okazji także presję na dalsze osłabienie PLN.

Apropos złotego, szef NBP, Marek Belka powiedział w wywiadzie dla Obserwatora Finansowego, że „Dobry projekt budżetu na przyszły rok, jego dobra implementacja, na pewno zwiększa prawdopodobieństwo obniżek stóp”

Wcześniej euro nieco zyskiwało po informacji o tym, że MFW tworzy nowy fundusz pomocowy dla państw w kłopotach. Teraz chyba jest to już informacja nieco drugoplanowa.

Dziś wydarzeniem dnia może być dolarowy przetarg organizowany przez ECB. Każdy bank strefy euro będzie mógł pożyczyć tyle USD ile potrzebuje. Tydzień temu da banki pożyczyły 552 mln USD. Jeśli dziś kwota wzrośnie to i nerwy mogą być większe. Jeśli spadnie, być może rynek się uspokoi.

Poza tym dziś seria publikacji wskaźników PMI o aktywności gospodarek w Europie. Uwagę będą przykuwać głównie Niemcy, Francja i publikowany o 10:00 wskaźnik dla całej strefy euro. Wszędzie ma być poniżej 50 punktów, czyli mają to być odczyty wskazujące na możliwość recesji.  W USA o 14:30 będą zamówienia na dobra trwałe i dane o wydatkach Amerykanów w październiku, a także cotygodniowe dane z rynku pracy o nowych bezrobotnych. Sesja w USA dziś może być nieco inna niż zwykle, bo jutro w USA Święto Dziękczynienia, a w piątek z kolei sesja krótsza, w środku ich długiego weekendu. Możliwe, że dziś część inwestorów będzie przed tym weekendem wychodzić z rynku.

UE nic nie może, EFSF też, to chociaż MFW jakoś próbuje


Niedługo minie miesiąc od unijnego szczytu, który miał zaowocować precyzyjnymi receptami na to jak rozwiązać wszystkie finansowe problemy strefy euro. Miesiąc temu miało się zacząć załatwianie spraw z listy spraw do zrobienia w Europie. Od tamtej pory nie rozwiązano ani pół żadnej sprawy, jedynym trwałym efektem szczytu jest utrata przez inwestorów zaufania do CDSów ( które w przypadku Grecji okazują się nic nie warte ) i spowodowana tą utratą zaufania wyprzedaż obligacji państw strefy euro, która ciągle trwa. Tym samym problem „ jak uchronić inne państwa przed rozlaniem się problemu greckiego” przestał istnieć, bo problem zdążył się rozlać i na Włochy i na Hiszpanię a powoli zalewa też Belgię. Następne w kolejce są Austria i Francja. Nadal nie wiadomo jak się zakończą rozmowy z bankami w sprawie redukcji długu Grecji, jednocześnie nie osiągnięto niczego w sprawie zwiększenia siły funduszu ratunkowego EFSF. Nadal nie wiadomo skąd mają pochodzić pieniądze na ratowanie państw i banków. Jedynym pomysłem jest Europejski Bank Centralny, ale ten pomysł jest ciągle skutecznie blokowany przez Niemców.

I w takim momencie na scene wchodzi Christine Lagarde i Międzynarodowy Fundusz Walutowy ze swoim nowym pomysłem. To precautionery and liquidity line” czyli nowa linia kredytowa MFW, która ma zastąpić dotychczasową „elastyczną linię kredytową”, z której do tej pory mogły korzystać tylko wybrane państwa w dobrej kondycji ( m.in. Polska ). Nowa linia też niby będzie tylko dla zdrowych gospodarek ( np. w strefie euro oczywiście wszystkie są zdrowe, tylko na niektóre uwzięli się źli spekulanci ) , ale w sytuacjach podbramkowych będzie mogło ją dostać państwo, które ma problem z płynnością, czyli takie któremu własnie skończyły się pieniądze na obsługę długu.


Z tych zapisów wynika, że państwo w kłopotach będzie mogło dostać pięciokrotność swojego wkładu do MFW na pół roku, albo dziesięciokrotność nawet na dwa lata. Oczywiście wkład każdego państwa do MFW jest inny. Jest też liczony w SDRach, które można przeliczyć na waluty państw. 1 SDR to wg dzisiejszego kursu średniego w NBP 5,1523 PLN. Czyli to 1,1592 EUR. Te państwa, które nas najbardziej interesują, ich wkłady do MFW i wynikająca z nich możliwa pomoc finansowa wyglądają tak :




Czy to załatwia sprawę ? Oczywiście, że nie. 12,8 mld EUR dla Grecji to niewiele więcej, niż wartość transzy o którą teraz spierają się władze Grecji z UE ( lada chwila UE ma im wypłacić 8 mld EUR, ale ciągle stawia nowe warunki ), 91 mld EUR dla Włoch to tylko niewielka część wartości długu jaki muszą wykupić z rynku ( albo zrolować ) w 2012. W przypadku Polski wygląda to już lepiej bo dla nas 19,6 mld EUR, czyli 87 mld PLN, to ponad połowa długu, który trzeba wykupić w 2012. Ale dla nas z kolei to żadna nowość, bo Polska już wcześniej miała przywilej korzystania z elastycznej linii kredytowej, do którego na szczęście nigdy nie trzeba było się uciekać. Pod tamtą linią mieliśmy nawet więcej, bo równowartość 98,7 mld PLN. Czyli Polska na nowym pomyśle MFW straci około 11 mld PLN zabezpieczenia na czarną godzinę. Za to pogrążone w kryzysie państwa strefy euro może coś na tym zyskają ( chociaż rynki finansowe na razie w zachwyt nie wpadły )

A skąd MFW weźmie pieniądze na te wszystkie linie kredytowe, gdyby się okazało, że potrzebuje ich w tym samym momencie kilka państw strefy euro ? Mówi się, że MFW je pożyczy. Z Europejskiego Banku Centralnego. Niemcy twardo blokują interwencje EBC na rynkach obligacji, ale pożyczka EBC dla MFW to przecież co innego. Nawet jeśli w efekcie te pieniądze i tak pójdą na to samo.

22 listopada 2011


Kontrakt na S&P500 wczoraj o 17:30 miał wartość 1185,45, teraz jest na poziomie 1194,45, co oznacza wzrost o 0,76%.

Kontrakt na S&P500 po przełamaniu wsparcia na 1204 w ciągu jednej sesji dotarł w pobliże kolejnego wsparcia - 50% zniesienia Fibonacciego na 1179. Wczoraj kontrakt dotarł do 1181, można więc uznać, że dotarł do tego poziom, po czym się od niego odbił.  

Podobnie wygląda sytuacja samego indeksu S&P500 - po przełamaniu wsparcia na 1209 w ciągu jednej sesji dotarł do kolejnego na poziomie 1183 ( 50% zniesienie Fibonacciego fali wzrostowej od 4 do 27 października ) i nieco się od niego odbił.

WIG20 wczoraj gładko przeszedł przez wsparcia na 2226 i 2222 ( 50% zniesienie Fibonaccieg i dołek z 20 października ) i dotarł do kolejnej linii wsparcia – 61,8% zniesienia Fibonacciego fali wzrostowej od 23 września do 27 października. To poziom 2177. Wprawdzie w trakcie sesji indeks był już nawet na 2170, ale potem troche strat odrobił i zakończył sesję na 2182, czyli 5 punktów ponad wsparciem. Gdyby to wsparcie pękło na trwałe, to droga do wrześniowych dołków poniżej 2050 będzie otwarta.

Podobnie jak w USA, kontrakt na indeks wygląda bardzo podobnie jak sam indeks. Wczoraj pękło wsparcie na 2234 i kontrakt od razu dotarł do kolejnego wsparcia na 2180, ( dochodząc z rozpędu do 2177, ale kończąc sesję na 2190 ).

Bardzo słabo swoją sesję zakończył wczoraj złoty, dochodząc na parze EURPLN nawet w okolice 4,48. Dziś od rana odrabia straty schodząc do 4,46, ale gdyby presja na osłabienie złotego nie zniknała, to można oczekiwać interwencji ze strony BGK, albo NBP.

W Ameryce nie dogadali się w superkomisji w sprawie sposobów cięcia deficytu. Zgodnie z porozumieniem z sierpnia oznacza to, że od 2013 wejdą w życie cięcia automatyczne, które mogą troche sparaliżować funkcjonowanie państwa. Dla rynków ważniejsze jest to, w pierwszych komentarzach agencje ratingowe S&P i Moody’s zapewniły, że na razie nie ma mowy o obniżce ratingu USA – to powód do wzrostów.

Hiszpanie dziś sprzedają bony skarbowe za 3 mld EUR. Wyniki aukcji około 10:40.  

Premier Włoch Mario Monti spotyka się dziś z van Rompyem, a premier Grecji Papademos spotyka się z J.C.Junkcerem. Natomiast na kongresie niemieckich pracodawców przemawiać będą Angela Merkel i Olli Rehn.

Niemiecki Bundestag ma dziś debatę nad budżetem na 2012.

Narodowy Bank Hiszpanii przejął wczoraj kontrolę nad miałym Banco de Valencia ratując go przed upadkiem.  W europejskim systemie bankowym nadal w każdej chwili może coś gdzieś wybuchnąć.

Dziś o 14:00 będzie inflacja bazowa w Polsce, która ma wzrosnąć z 2,6% do 2,7%. O 14:30 PKB za trzeci kwartał w USA. Wstępny odczyt miesiąc temu pokazał wzrost o 2,5%, teraz ma być tak samo.

CDSy na polskie obligacje drożeją

Nie wiem, czy to po expose, czy nie, może to zupełny przypadek, ale firma CMAVision monitorująca rynek CDSów, czyli ubezpieczeń od ryzyka bankructwa donosi, że CDSy na Polskę są dziś wśród tych które drożeją najbardziej:


Ubezpieczenie dla posiadaczy polskich obligacji od ryzyka niewypłacalności Polski kosztuje dziś 303,5 punkty bazowe, czyli 3,035% wartości inwestycji w obligacje ( to działa dokładnie tak samo, jak składka AC liczona jako procent od wartości samochodu ). Ta składka, czyli CDS urosła dziś o 17,09 punktów bazowych ( czyli w piątek wynosiła 286,4 ). CMA Vision podaje takie zestawienia codziennie i Polska znajduje się z nich rzadko ( co oznacza, że rzadko notuje większe ruchy CDSów ). Dziś akurat jesteśmy zaraz za Egiptem, w którym znów się strzelają i za Norwegią i Szwecją ( nie mam pojęcia dlaczego ).

Taki jednodniowy ruch to oczywiście nic wielkiego i nic groźnego, ale po pozytywnych opiniach agencji ratignowych na temat piątkowego expose można było mieć nadzieje raczej na poprawę notowań, a nie pogorszenie. Tymczasem polskie obligacje dziś stoją w miejscu ( rentowność 10letnich ciągle w okolicach 5,80% ), waluta lekko słabnie ( euro jest tuż pod 4,45 ), no a CDSy rozczarowują najbardziej. Lekko nie będzie

21 listopada 2011

Europa powinna rozpocząć od spadków. Kontrakt na S&P500 w piątek o 17:30 był na poziomie 1217,15. Teraz ma 1204,45, co oznacza spadek o 1,04%.

Kontrakt na S&P500 broni się przed zejściem poniżej poziomu 1204. Tuż powyżej są istotne wsparcia – dołek z 1 listopada 1209, dołek z 17 listopada 1206,7 i 38,2% zniesienie Fibonacciego fali wzrostowej od 4 do 27 października – 1204,78. Poziomy te działają jako jedno duże wsparcie 1204-1209. Niżej jest 50% zniesienie Fibonacciego na 1179.

Dla indeksu S&P500 kluczowe wsparcie to 1209. 38,2% zniesienie Fibonacciego fali wzrostowej od 4 do 27 października jest dokładnie na 1209,43. Ostatni dołek z czwartku to dokładnie 1209,43. Co do jednej setnej punktu. W piątek przecenę powstrzymano 2 punkty wyżej na 1211. Niżej jest 50% zniesienie Fibonacciego na 1183.

WIG20 w piątek z hukiem przełamał wsparcia w okolicach 2265-2275 i spadł o 2,3%. Koljne wsparcia to : 2226 ( 50% zniesienie Fibonacciego fali wzrostowej od 23 września do 27 października ) i 2222 ( dołek z 20 października ). Do poziomów tych indeksowi brakuje już tylko jakieś 0,7%.

Kontrakt na indeks WIG20 jest w identycznej sytuacji jak sam indeks. W piątek padły wsparcia w okolicach 2270, ale są już następne. 50% zniesienie Fibo to poziom 2231, dołek z 20 października to 2234. Tutaj do wsparć brakuje około 1,3%.

Rynki walutowe i obligacji dziś właśnie mogą reagować na expose Donalda Tuska. Inwestorzy mieli już czas zapoznać się z tym, co powiedział premier, dostaną też w porannych newsletterach  rekomendacje od swoich doradców, jeśli ma być w ogóle jakakolwiek reakcja, to może być widoczna dzisiaj.

Fitch Ratings wstępnie w piątek powiedział, że „działania rządu są krokiem odpowiadającym na obawy związane z sytuacją fiskalną Polski” ale jest za wcześnie, aby uznać, czy to uzasadnia zmianę ratingu.

Jak zwykle ostatnio bardzo ważne będą notowania obligacji : Włoch, Hiszpanii i Francji i informacje o tym, czy ECB interweniuje, czy nie. W piątek interwencja ECB sprowadziła rentowności Włoch i Hiszpanii dość wyraźnie w dół.

Oczywiście jesteśmy dzień po wyborach w Hiszpanii, ale nie sądze, aby łatwe do przewidzenia od tygodni bezapelacyjne zwycięstwo prawicy zaskoczyło kogokolwiek na rynku, nie sądze więc, aby reakcja na to wydarzenie była wyraźna i długotrwała. Chyba, że kandydat na nowego premiera zapowie coś extra, czego nikt wcześniej się nie spodziewał.

Coraz większe znaczenie dla rynków będą miały doniesienia z USA o tym jak przebiegają rozmowy budżetowe w ramach tak zwanej superkomisji. Czas na kompromis jest do 23 listopada, potem mają nastąpić automatyczne cięcia budżetowe, czyli coś, czego nikt nie chce.

Dziś pierwsza wizyta w Brukseli nowego premiera Grecji, Lucasa Papademosa.  
Standard & Poors zapowiada rewizje ratingów dla 30 największych banków świata w ciągu trzech tygodni 

Dziś o 14:00 dane o produkcji przemysłowej w Polsce, a o 16:00 dane o sprzedaży domów w USA na rynku wtórnym.

Główna nagroda expose : 105,79 tys. PLN

Trzymając kciuki za ruchy KNF sprawdzające, czy ktoś mógł wykorzystać wiedze o treści expose premiera, w celu osiągnięcia korzyści materialnych, polecam do wglądu tę stronę z rejestrem transakcji krótkiej sprzedaży na akcjach KGHM, a zwłaszcza transakcję numer 497


Ktoś na godzinę i 20 minut przed expose premiera sprzedał na krótko ( czyli pozyczył i sprzedał po to, aby potem odkupić taniej, oddać pożyczone akcje i zarobić na różnicy między transakcją sprzedaży a odkupu ) 4990 akcji po kursie 165,10 PLN. Transakcja zdecydowanie wyróżnia się swoją wielkością. Na koniec sesji akcje KGHM kosztowały 143,90 PLN. Jeśli ten ktoś zdążył odkupić akcje na zamknięciu, to zarobił w kilka godzin 21,20 PLN na jednej akcji. Czyli na całym pakiecie 4990 akcji zysk wynosi 105,79 tys. PLN. Minus prowizja.

Nie wiem czy ktoś miał dużo szczęścia, czy wiedział wcześniej. Tak czy inaczej expose premiera musiało mu się podobać.


( za linka do strony z danymi o krótkiej sprzedaży i kawałek porządnej roboty śledczej, widocznej w komentarzach pod wcześniejszym wpisem, dziękuje niejakiemu EX )

Nomura przyjęła expose życzliwie

Expose premiera było ewidentnie skrojone pod oczekiwania rynków, inwestorów i agencji ratingowych. Pojawiają się już pierwsze komentarze po stronie adresatów. Oto co pisze japoński bank Nomura:

- troche narzekają na podwyżkę składki rentowej, bo to pogorszy sytuację na rynku pracy:


- mają wątpliwości co do zapowiedzianego zejścia z długiem publicznym do 52% PKB:

ale jak widać i tak są zadowoleni i nawet zejście z długiem do 53,5% uznają za "zdrowe". Generalnie Nomura przyjmuje expose życzliwie, uważa, że nawet przy wzroście PKB tylko o 2,8% w 2012 jest szansa na zejście z deficytem sektora finansów publicznych do 3,3%. Są też przekonani, że Polska uniknie obniżki ratingów.


Oczywiście warto też zauważyć, że Polska uniknie obniżki ratingu pod warunkiem, że zapowiedzi z expose zostaną wdrożone w życie. Jutro zapewne kolejne komentarze. Nie sądze, żeby znacząco odbiegały od tego co napisali goście z Nomury.

W sprawie KGHM powinno się sprawdzić nie akcje, tylko kontrakty terminowe

Premier mówi, że z KGHM było wszystko w porządku, bo sprawdziły to dla niego władze giełdy. Kilka uwag mam:

- mówienie, że poziom obrotów przed ogłoszeniem newsa był taki jak zwykle nie ma nic do rzeczy, KGHM to najbardziej płynny papier na polskiej giełdzie, nawet ktoś, kto inwestuje w te akcje miliony nie jest w stanie w ten sposób wpłynąć na ogólny poziom obrotów na tych akcjach, bo to idzie w setki milionów dziennie. Ta uwaga jest więc bezsensowna

- ale jeśli ktoś chciałby na newsie o nowym podatku zarobić, to raczej nie na akcjach ( bo należało założyć, że te pójdą w dół, a nie do góry ), ale na kontraktach terminowych na akcje. Na kontraktach można zarabiać także na spadkach. Jeśli już więc coś sprawdzać, to prędzej to co działo się z kontraktami, a nie z akcjami. No chyba, że ten ktoś, kto się dowiedział miał akurat akcje KGHM już wcześniej, wtedy mógł je sprzedać przed wszystkimi i uniknąć strat ( ewentualnie potem sobie odkupić taniej ). Ale głównym podejrzanym powinien być rynek kontraktów terminowych.

- giełda ( prywatna spółka ) nie jest dobrym adresatem prośby o sprawdzenie, bo nie ma wszystkich potrzebnych do tego informacji. Odpowiednim adresatem prośby jest Komisja Nadzoru Finansowego ( której szefa mianuje sam premier ) - organ państwowy powołany do tego, żeby takich spraw pilnować. Jestem zresztą przekonany, że KNF to sprawdza nawet i bez prośby premiera, bo to ich codzienny obowiązek.

Kontrakt terminowy na KGHM wczoraj przed expose premiera zachowywał się spokojnie i normalnie, nie było na nim żadnych większych transakcji.


W dolnej części wykresu słupki pokazują poziom obrotów minuta po minucie. Widać, że przed expose były bardzo niewielkie w porównaniu z tym, co się zaczęło dziać potem. Ta niebieska linia pokazuje liczbę otwartych pozycji na kontraktach. Kontrakty tym się róznią od akcji, że liczba akcji danej spółki jest stała, zapisana w statucie spółki. Kontrakty się otwiera i zamyka w trakcie sesji, dokładnie tak samo jak zakłady u bukmachera. Gdyby ktoś chciał zarobić na podatku od KGHM, to powinien wejść na rynek kontraktów na akcje KGHM i pootwierać na nim jak najwięcej kontraktów na spadek. Tymczasem liczba otwartych kontraktów od początku sesji do początku expose spadała. Dzień wcześniej też spadała. Co ciekawe, już po ogłoszeniu nowego podatku spadała nawet szybciej. To oznacza, że na rynku dominowali ci, którzy wcześniej mieli pootwierane kontrakty na wzrost ceny i postanowili uciec z rynku, nie widać natomiast, żeby ktoś otwierał nowe pozycje próbując zarobić na spadku.

Analizując tylko obroty na akcjach i otwarte pozycje na kontraktach terminowych nie widać absolutnie żadnych sugestii, że ktoś mógł wiedząc wcześniej pod to zagrać i zarobić. Ale to oczywiście nie oznacza, że na pewno tak się nie stało. Komisja Nadzoru Finansowego ma instrumenty i ma prawo sprawdzić precyzyjnie z jakich rachunków pochodziły zlecenia i na akcjach i na kontraktach, może też sprawdzić, czy właściciele tych rachunków mogli znać treść expose wcześniej, albo czy może są spokrewnieni z tymi, którzy mogli je znać.

A propos tego, co mówił poseł Macierewicz o jakimś zabezpieczeniu kontrwywiadowczym, istnieje w polskim prawie przepis zabraniający wykorzystywania informacji poufnych na giełdzie. Jeśli ktoś wie, że premier ogłosi nowy podatek w expose, to ten ktoś nie może robić żadnych ruchów na akcjach KGHM, aż do momentu w którym dowie się o tym cały rynek, czyli informacja przestanie być poufna. Inaczej dopuszcza się złamania prawa i podlega karze. Proste. Nie potrzeba do tego żadnych służb specjalnych.

Zupełnie inną kwestią jest to, że premier faktycznie mógłby udostępnić listę osób, które wiedziały o treści expose wcześniej. Udostępnić publicznie, albo co najmniej udostępnić do wglądu w KNF.

Przesunięcie wieku emerytalnego to wyższe emerytury


W jaki sposób podniesienie wieku emerytalnego przekłada się na wyższe miesięczne emerytury ?

Wyliczenie jest oczywiście hipotetyczne, ale zasady które nim rządzą będą obowiązujące dla wszystkich i będą wynikać ze wspaniałych cech procentu składanego. Zakładam, że ktoś idzie do pracy w wieku 25 lat. Odkłada na emeryturę 250 PLN miesięcznie, czyli 3000 PLN rocznie. To, co odłożył rośnie każdego roku o 5%. Myśle, że 5% rocznie to nie jest wygórowane założenie przy założeniu, że żyjemy w państwie które będzie się rozwijać i nie będą mu się zdarzać kataklizmy typu wojna ( jeśli będą się zdarzać, to generalnie będziemy mieć na głowie inne problemy niż emerytury ). Uwzględniając te założenia, kwota odłożona na emeryturę rośnie w ten sposób :




Tu widać pierwszą kolosalną korzyść. Kobieta w 60 roku życia ma tylko 288 tysięcy, ale 7 lat później ma już 429 tysięcy. Przez ostatnie 7 lat jej oszczędności rosną o tyle samo, co w okresie od 25 do 49 roku życia ! To jest właśnie procent składany, czyli efekt kuli śnieżnej. Każdego roku te same 5%, ale każdego roku od większej kwoty. Kobieta przechodząc na emeryturę 7 lat później ma do dyspozycji o 49% pieniędzy więcej. Mężczyźni tylko 11,8% więcej, bo tu przesunięcie jest tylko dwuletnie – z 65 do 67. Ale tu też jest to wyraźna różnica na plus.

Efekt drugi jest finansowo bardzo ładny, chociaż z drugiej strony też nieco przygnębiający. No ale żadna reforma raczej nie zlikwiduje nam ostatecznego obowiązku śmierci. Ubolewając nad tą smutną perspektywą proszę zauważyć, że po przesunięciu wieku emerytalnego będzie więcej pieniędzy do wydania i jednocześnie mniej czasu na to, żeby je wydać. Zakładając, że średni czas życia się nie zmienia, każdy będzie emerytem pare lat krócej. A to znaczy, że wartość miesięcznej emerytury będzie mogła wzrosnąć



Mężczyźni wg obecnych statystyk będą na emeryturze średnio tylko 4 lata, ale to oznacza, że ich comiesięczna wypłata rośnie o 68%. Kobietom czas bycia na emeryturze skraca się z 19 do 12 lat. A emerytura rośnie o 136%.

Jeszcze raz podkreślam, że wyliczenia są hipotetyczne, a kwoty wzięte z sufitu, sam się zdziwiłem na końcu emeryturą w wysokości 8937 PLN. To na pewno nie będzie dokładnie 5% rocznie, może będzie 3%, może 5,2%, a może 1,5%. Chodzi wyłącznie o pokazanie mechanizmu zgodnie z którym przesunięcie wieku emerytalnego oznacza wyższe emerytury. Jest to niezależne od tego jak szybko rośnie wartość pieniędzy, które odkładamy. 

Jest też cała masa innych problemów typu umowy śmieciowe, szara strefa, ryzyko bezrobocia tuż przed emeryturą, jakość służby zdrowia, które w efekcie też będą mieć wpływ na poziom życia na emeryturze. Jest też kwestia wiarygodności państwa, które zabrało nam część pieniędzy z OFE i obiecuje, że nam odda z odsetkami. Jest też problem inflacji, która część tych przyrostów nam pochłonie. Ale to już zupełnie inne historie. Samo przesunięcie wieku emerytalnego działa pozytywnie. 

A tak przy okazji te wyliczenia pokazują też jak ważne jest jak najszybsze zaczynanie pracy. Jeden rok wcześniej na początku przekłada się na kilkadziesiąt tysięcy złotych więcej w ostatnim roku przed emeryturą.