Kolastyna

Kolastyna, która zapowiada w 2010 20% marży EBITDA w drugim kwartale miała tę marżę wyraźnie powyżej 20%. Spółka generuje obecnie z działalności bieżącej na tyle duży cashflow, że nie będzie mieć problemów ze spłatą obligacji we wrześniu. A do tego może uda się w tym roku sprzedać dwie nieruchomości w Łodzi i Niepołomicach łącznie za ponad 20 mln PLN. Pieniądze poszłyby na spłatę zadłużenia. Tego jednak prognoza spółki nie uwzględnia, więc nawet jak sie nieruchomości nie sprzeda to i tak powinno być dobrze. Tak przynajmniej twierdzi pani prezes. Wyniki za drugi kwartał mogą być naprawdę ciekawe. A w tle gdzieś tam płynie sobie postępowanie układowe, które chyba w niczym nie przeszkadza. Zgromadzenie Wierzycieli zapewne dopiero w styczniu. Zakładając z grubsza, że dług spółki do końca roku spadnie z 52 mln na koniec Q1 do 40 mln i przy prognozie 7,47 mln PLN zysku EBITDA, wskaźnik EV/EBITDA przy obecnej cenie akcji na koniec roku wyniósłby 10,9. Czyli niezbyt wysoko.




Intersport

Prezes otwarcie przyznaje, że w drugim kwartale spółka miała stratę, ale uspokaja, że tak jest co roku sezonowo, a strata tegoroczna powinna być mniej więcej podobna do ubiegłorocznej ( -0,72 mln PLN ). Pamiętając o tym że kwartał pierwszy wyszedł spółce koncertowo, prognozy zakładające osiągnięcie 3,8 mln PLN zysku netto w całym 2010 pozostają aktualne ( P/E przy tym poziomie zysku to obecnie 16,5 ), chociaż wszystko rozstrzygnie się dopiero w kwartale czwartym. W tym roku spółka nie będzie otwierać nowych salonów, nie będzie więc dodatkowych kosztów, a pozytywnie na wyniki wpływa mocniejszy niż rok temu złoty i nowa baza logistyczna, która pozwala zmniejszać koszty związane z utrzymywaniem zapasów. Drugi kwartał wypadł więc słabo, ale lipiec zdaniem prezesa jak do tej pory wygląda lepiej niż rok temu.

Intersport

aktywa 153 mln PLN / kapitał 44 mln PLN / przychody 229 mln PLN / zysk netto 1 mln PLN

EV/EBITDA 10,1 P/E 63 P/BV 1,4 ROE 2,3% ROA 0,6%

marża EBITDA
2008 6,0% 2009 3,9%
Q1'09 6,2% Q2'09 2,5%
Q1'10 6,8%

Mostostal Warszawa


Prezes dziś wyraźnie studził oczekiwania jeśli chodzi o wyniki za Q2 i cały 2010. Mostostal w 2009 miał doskonały drugi kwartał, który bardzo trudno byłoby pobić i prezes nie wysłał ani pół sygnału, że tak się stało. Zwrócił natomiast uwagę, że po słabszym Q1 kiedy pracę wstrzymywał duży mróz, teraz zdarza się, że prace wstrzymuje duży upał. Ponadto konkurencja na rynku ciągle jest tak duża, że marże przy pozyskiwanych obecnie kontraktach nie są zbyt wysokie, dlatego Mostostal nie pali się do tego, aby zdobywać akurat teraz jak najwięcej nowych kontraktów i czeka aż marże zaczną rosnąć. Portfel zamówień na 2011 jest wypełniony w 80%.

Mostostal Warszawa :

aktywa 1,4 mld PLN / kapitał 503 mln PLN / przychody 2,7 mld PLN / zysk netto 109,1 mln PLN

EV/EBITDA 6,2 P/E 12,3 P/BV 2,7 ROE 31,1% ROA 7,8%

marża EBITDA :
- 2008 6,5% 2009 7,7%
- Q1'09 10,9% Q2'09 9,3%
- Q1'10 6,1%

deficyty a bezrobocie

Dlaczego mniejszy dług państwa może przełożyć się na mniejsze bezrobocie w państwie ?

Na pierwszy rzut oka może sie wydawać, że większy dług jest lepszy, bo jak więcej pożyczymy, to więcej mamy, a wtedy jesteśmy bogatsi. Większość z nas woli być zadłużona i mieć mieszkanie na kredyt niż nie mieć ani kredytu ani mieszkania. Sęk w tym, że państwo jest w o tyle gorszej sytuacji, że pożyczać musi bez przerwy, więc nieustannie jest narażone na zmiane warunków kredytu. Z drugiej strony ludzie pracują nie w państwie, a w firmach, a w warunkach deficytu państwo staje sie dla firm groźnym konkurentem.

W sytuacji deficytu budżetowego państwo, aby finansować ustanowione ustawami wydatki budżetowe, musi pożyczać pieniądze w sposób ciągły. Robi się to na przetargach, pare razy w miesiącu, sprzedając obligacje, albo bony skarbowe. Z drugiej strony kupują je różnego rodzaju fundusze inwestycyjne, emerytalne, inwestorzy zagraniczni, ale głównie kupują je banki. Dla banku kupno obligacji rządowych to doskonały interes. Ludzie zanoszą pieniądze do banku na lokatę np. 5% rocznie, bank za te pieniądze kupuje rządową obligację na 6% i zarabia na czysto 1%. Ryzyko, że państwo nie odkupi obligacji, czyli nie spłaci swojego długu bankowi jest minimalne. Bankom opłaca się to tym bardziej, im wyżej oprocentowane są obligacje. Wyższe oprocentowanie można na rządzie wymusić wtedy, kiedy wszyscy wiedzą, że rząd absolutnie nie ma wyjścia i musi natychmiast pożyczyć pieniądze. Czyli wtedy kiedy dziura w budżecie jest wyjątkowo duża i rosnąca.

Czyli im większy deficyt, tym większy zysk dla banków finansujących rząd, poprzez kupno obligacji. To jednocześnie oznacza, że im większy deficyt, tym większą część pieniędzy z depozytów banki będą skłonne lokować w finansowanie rządu, a to z kolei przekłada się na stosunkowo mniejsze finansowanie firm. Z punktu widzenia banku firmy zatrudniające ludzi i rząd występują jako konkurenci. Jeśli rząd przebija swoją ofertą firmy, wtedy firmy zostają bez kredytów. Albo dostają je, ale drożej ( bo muszą przebić te 6, czy 7% które płaci bankom rząd ). To powoduje, że w firmach rosną koszty odsetek od tych kredytów i wtedy firma, jeśli chce nadal przynosić takie zyski jak dotychczas, musi ciąć koszty gdzieś indziej. I wtedy dośc często pojawiają się tak zwane zwolnienia grupowe. Tnie się koszty wynagrodzeń, czyli zwalnia ludzi.

Ale w drugą stronę to też działa. Jeśli nagle rząd mniej wydaje z budżetu i zmniejsza mu się dziura, to jego pozycja wobec banków staje się mniej rozpaczliwa i błagalna, wtedy to rząd może podyktować swoje warunki, wtedy to banki zaczynają konkurować między sobą o to, kto może kupić te fajne, bezpieczne, rządowe obligacje. W efekcie ich oprocentowanie maleje, w efekcie więcej banków więcej kasy przerzuca na finansowanie firm ( bo coś z tą kasą trzeba w banku robić ). Wtedy kredyt nagle staje się łatwiej dostępny i tańszy. W firmach po pierwsze maleją koszty odsetek, a po drugie mogą pojawić się inwestycje w rozwój, co często pociąga za sobą potrzebę zatrudnienia nowych pracowników. Na przykład można wybudować sobie za kredyt nową halę fabryczną, wyposażyć ją w linie produkcyjne i zatrudnić do ich obsługi 50 osób. Wcześniej tę halę też ktoś będzie musiał budować.

Oczywiście wypełnianie się takiej zależności trwa długo, często wiele miesięcy, a ponadto zarówno na poziom stóp procentowych, jak i deficytu budżetu, czy poziomu bezrobocia ma wpływ wiele różnych innych czynników, często z zagranicy, zupełnie niezależnych od rządu, czy też banków. Ale to tylko oznacza, że tym bardziej na wszelki wypadek warto mieć mały deficyt, albo nie mieć go wcale, żeby dodatkowo nie psuć sytuacji w firmach i na rynku pracy. To się zawsze opłaca.

W Polsce po 1989 nie było ani jednego roku, w którym deficytu budżetu i całego sektora publicznego by nie było.

Obama napędził stracha

VIX to amerykański "indeks strachu". Obliczany na podstawie ruchów cen opcji na indeksy giełdowe i akcje pokazuje jak bardzo rynek jest zmienny, czyli inaczej mówiąc "rozdygotany". Taki wzrost zmienności pokazuje, że na rynku rośnie niepewność, a to z kolei zwiększa ryzyko jakiegoś większego załamania. Jak widać na wykresie w momencie krachu ( po upadku Lehman Brothers ) w październiku 2009 VIX był na poziomie rekordowo wysokim, do którego teraz sporo nam brakuje. Ale tez widać, że takiego skoku w górę jak w tym tygodniu nie było właśnie od momentu udpadku Lehman Brothers. To pokazuje jak bardzo propozycja Obamy, aby ograniczyć działalność amerykańskich banków ( wprawdzie on mówi o ograniczeniu ryzyka, ale to się sprowadza do ograniczenia działalności ) poruszyła i zdenerwowała rynek. Jak bardzo pomysł, aby odgórnie i ręcznie ograniczyć ryzyko, to ryzyko zwiększa.

Amerykańskie indeksy mają za sobą najgłębszy trzydniowy spadek od lutego 2009. W najlepszym wypadku to wygląda na początek korekty spadkowej. Jeśli natomiast załozyć, że propozycje Obamy wejdą w życie, to czytałem opinie, że spowoduje to ( ze względu na wzrost niepewności ) spore ograniczenie aktywności banków, co pociągnie za sobą istotne ograniczenie płynności na rynkach finansowych, konieczność zawiązywania rezerw w bilansach banków na instrumenty, które przez to straciły płynność, czyli jednym słowem dojdziemy do kolejnego kryzysu w amerykańskim sektorze bankowym. To oczywiście, tak jak ostatnio, przełoży się na gospodarkę realną, gorszy i drozszy dostęp do kredytu, znaczny spadek nastrojów wśród przedsiębiorców i w efekcie recesję. I znowu zapewne trzeba będzie za pieniądze podatnika ratować banki przed upadkiem. I jak już zostaną uratowane, niewykluczone, że usłyszymy, że to wszystko wina banków. I że trzeba zakazać ryzyka i inne głupstwa. Dla rynków może to jednak przede wszystkim oznaczać, że giełdy porzucą teorię o odbiciu w kształcie V i powrócą do teorii o recesji w kształcie W. A to moze oznaczać, ze to nie jest korekta, tylko powrót do bessy. to jeszcze nie jest scenariusz bazowy, ale VIX pokazuje, ze na rynku chyba są juz tacy, którzy zaczęli sie znowu nad tym powaznie zastanawiać.

obligacje pokazują, że w finansach jest lepiej


rentowność polskich obligacji osiągnęła swoje ostatnie minimum na początku sierpnia, kiedy w kraju nowelizowano budżet na 2009 i wszyscy prześcigali się w ponurych prognoz dotyczących wielkości deficytu sektora publicznego i stosunku długu publicznego do PKB. Deficyt sektora rzeczywiście w 2009 był bardzo duży, ale jak widać obecnie rynek chyba zaczyna zakładać że w 2010 będzie lepiej. Od początku roku rentowność obligacji wyraźnie spada ( czyli cena obligacji rośnie, czyli popyt musi być spory ). Wczoraj rządowi udało się sprzedać na rynku euroobligacje az za 3 mld EUR, chociaz początkowo planowano pozyczyć w ten sposób tylko 1 mld EUR. Spory popyt na euroobligacje i spadająca rentowność tych "zwykłych" obligacji denominowanych w PLN mozna to interpretować jako wyraz zaufania do państwa ze strony międzynarodowych rynków finansowych.

finanse WOŚP

z powodów dośc oczywistych, akurat dzisiaj, tknęła mnie ciekawość i postanowiłem znaleźć odpowiedź na pytanie " ile pieniędzy w WOŚP idzie na "samo dobro" a ile na oprawę tego fenomenu ? Czyli jak dam dzieciakowi z serduszkami stówkę do puszki, to ile z tej stówki będzie na pompy insulinowe, defibrylatory itd, a ile na czynsz w biurze, łącza satelitarne przy produkcji telewizyjnej itd. Odpaliłem ostatnie dostępne sprawozdanie roczne WOŚP i podliczyłem :

- przychody to 41,817 mln PLN ( tylko 33,7 mln z orkiestry, reszta z innych źródeł )

Kosztów nie związanych z "samym dobrem" jest kilka i wiąża się głównie z działalnością promocyjną :

- koszt akcji "1% podatku" to 0,294 mln zł
- koszt organizacji finału zbiórki Orkiestry to 1,717 mln zł
- koszt organizacji Przystanku Woodstock to 1,933 mln zł
- koszt finansowy - strata na wykupionych jednostkach uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych to 1,612 mln zł

Razem koszty funkcjonowania tej maszyny to 5,556 mln zł. Czyli inaczej mówiąc 13,29% przychodów.

Czyli dając stówkę do skarbonki daję 86,71 zł na rewelacyjną akcję zaopatrywania polskiej służby zdrowia w potrzebny sprzęt medyczny. Jednocześnie też J.Owsiak z mojej stówki zabiera sobie 4,11 zł na organizację finału ze światełkiem do nieba i setką wejść do telewizji. Dodatkowo pobiera 4,62 zł na organizację festiwalu rockowego Woodstock.

Myslę że warto to wiedzieć. Większość na pewno uzna, że warto poświęcić tych 8,73 zł po to aby móc dać 86,71 zł na sprzęt medyczny. Ale żeby mogła tak uznać, najpierw powinna być o tym poinformowana.

Większość, która wspiera WOŚP powinna też wiedzieć, że ich pieniądze są inwestowane na giełdzie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. To już moim zdaniem jest problem. W sprawozdaniu wyraźnie jest napisane, że fundacja WOŚP w 2008 straciła w funduszach inwestycyjnych 1,6 mln zł. Czyli jak daję stówkę do skarbonki, to potem 3,85 zł z tego przepada na rynku kapitałowym. Rozumiem, że w dużych fundacjach istnieje problem zarządzania gotówką, nie wydaje się wszystkiego naraz, w związku z czym trzeba coś robić z pieniędzmi, które wyda się później. Ale nie sądze, żeby pomysł, aby wsadzić je do funduszu akcji, albo zrównoważonego ( bo na obligacyjnym tyle by chyba nie stracili ) był pomysłem najlepszym. Wolne środki trzyma się albo na lokatach, albo ewentualnie w obligacjach rządowych. Fundacja nonprofit chyba raczej powinna wystrzegac się ryzyka związanego z inwestowaniem w akcje. A jeśli chce zaryzykować, powinna o tym poinformować tych, od których ma pieniądze. Czyli większość dającą stówkę na samo dobro. Jakoś sobie nie przypominam żadnej informacji ze stony WOŚP o tym, że lokują pieniądze w funduszach inwestycyjnych.

I jeszcze jedna rzecz.

WoŚP jest najlepiej kojarzącą się marką w Polsce. Jedną z najbardziej znienawidzonych marek w kraju jest NFZ. WOŚP szybko i sprawnie zbiera dużo pieniędzy na potrzebne rzeczy, czego nie robi NFZ, bo to marnotrawiąca środki biurokracja, przez którą chorzy głównie cierpią. Takie mniej więcej jest postrzeganie rzeczywistości przez ogół.

Fundacja WOŚP na cele niezwiązane bezpośrednio z ochroną zdrowia wydała w 2008 13,29% swoich przychodów.

NFZ na cele niezwiązane bezpośrednio z ochroną zdrowia wydał w 2009 1,5% swoich przychodów. Jeśli to miara efektywności działania, to znienawidzony NFZ jest prawie 9 razy bardziej efektywny od uwielbianego WOŚP. Oczywiście NFZ nie musi prowadzić kosztownych akcji promocyjnych, bo jest państwowym monopolem, który dostaje pieniądze ze składek. Ale z drugiej strony w WOŚP pracują głównie wolontariusze, którym nie trzeba płacić. Więc różnica blisko dziewięciokrotna chyba jednak mogłaby być mniejsza. Nie wiem czy finał orkiestry musi kosztować 1,7 mln zł, a festiwal Woodstock prawie 2 mln. Może nie musi. Wiem na pewno, że 1,6 mln zł straty w funduszach jest do uniknięcia.

PKO BP kluczem do 2600, a potem w dół


To, co w najbliższych tygodniach będzie się dziać na GPW zależy obecnie od zachowania się kursu PKO BP. Trwa walka o wybicie ponad szczyty z ostatnich miesięcy. Jeśli to się uda, wzrost notowań PKO BP moim zdaniem bardzo ułatwi rynkowi szybkie dojście do poziomu 2600. Z kolei niepowodzenie i zejście poniżej linii przechodzącej w okolicach kolejnych, wyższych dołków, może być sygnałem do kapitulacji i wejścia rynku w korektę.

Od lipca uważam, że WIG20 powinien dojść w okolice 2600-2700, po czym powróci trend spadkowy. Wyjście PKO BP ponad ostatnie szczyty moim zdaniem sprawi, że ostatni fala wzrostowa osiągnie swój szczyt w lutym/marcu, czyli mniej więcej rok po jej rozpoczęciu. pewnie zbiegnie się to z danymi o kilkuastoprocentowym wzroście produkcji/prognozami wzrostu PKB w I/II kwartale o 4-5%/poprawą prognoz MFW dla świata/pierwszymi wypowiedziami nowej RPP o możliwych podwyżkach stóp procentowych/ podaniem konkretnej daty wprowadzenia na GPW krótkiej sprzedaży i ETFu naśladującego WIG20. To wszystko moim zdaniem będą powody do tego, żeby akcje sprzedawać, a nie kupować.

w piątek koniec hossy ?


W piątek okazało się, że stopa bezrobocia w USA nie wzrosła, tylko spadła. Od tego momentu rynek na dobre przestał bać się recesji, a zaczął obawiać się, że FED zacznie wkrótce wprowadzać w życie "exit strategy" czyli przestanie pompować w system tani pieniądz ( który od marca napędzał hossę ). Oczekiwany przez rynek termin pierwszej podwyżki stóp procentowych z obecnych 0-0,25% do 0,50% przesunął się z końca 2010 aż do sierpnia 2010.

Komentatorzy byli zgodni. To może być chwilowe wahnięcie, a czy tak jest przekonamy się obserwując reakcje rynku na trzy kolejne wydarzenia : przemówienie Bena Bernanke w poniedziałek ( już za nami ), oraz dane o sprzedaży detalicznej i wskaźnik Un. Michigan publikowane w piątek ( przed nami ). Wskazywano, żę jeśli Bernanke powie, że stopy w USA pozostaną na obecnym poziomie przez dłuższy okres ("extended period") to rynek zapomni o perspektywie podwyżek stóp i wrócimy do normy, czyli mocnego euro i słabego dolara.

Bernanke powiedział dokładnie to, co miał powiedzieć. Rynek zareagował tak jak miał zareagować, ale reakcja trwała niecałą godzinę. Potem dolar znowu zaczął się umacniać. Bernanke przegrał.

Dzisiaj wygląda to już bardzo wyraźnie na złamanie półrocznego trendu wzrostowego. Przed takimi wyłamaniami bronią się jeszcze kursy miedzi i ropy. Pozostaje jeszcze sprzedaż i Michigan w piątek. Jeśli reakcja będzie taka jak w przypadku mowy Bernanke, to zapewne i ropa i miedź też pękną. Bardzo trudno sobie wyobrazić dalsze wzrosty cen akcji przy umacniającym się dolarze i taniejących głównych surowcach. Koniec hossy znowu jest bliski.

PCC Intermodal

Przyznam szczerze, że takiej oferty to już dawno nie widziałem. Do teraz przecieram oczy ze zdumienia, że taka spółka w ogóle wybiera się na giełdę. No ale po kolei.

Akcje po 4 złote. Zapisy od 7 do 9 grudnia.

Plusy :
- ciekawy, rosnący rynek
Minusy :
- ogromne straty na poziomie netto, operacyjnym i brutto na sprzedaży
- trudna do modelowania struktura kosztów
- strategiczne centrum decyzyjne poza spółką - Intermodal to spółka zależna niemieckiej firmy PCC
- znikoma płynność akcji na rynku - po debiucie freefloat będzie obejmować 10% akcji za ok. 25 mln zł
- niedawne pojawienie się w akcjonariacie Deutsche Bahn - niepewność co do dalszych ruchów wobec Intermodal

1. Ciekawy rosnący rynek

PCC Intermodal z Gdyni świadczy usługi polegające na przewozie towarów w kontenerach - samochodami i koleją. To usługa door-to-door czyli wysyłający nie musi się o nic martwić. Intermodal przyjeżdza zabiera towar na tira, wiezie go do terminalu, tam pakuje na wagony, wiezie pociągiem gdzieś tam, wyładowuje na docelowem terminalu z powrotem na tira i samochodem dowozi pod wskazany adres. Najczęściej zdarza im sie wozić węgiel na trasie Śląsk - porty Trójmiasta. Brzmi sensownie, transport kolejowy robi się bardziej opłacalny od samochodowego na odcinkach powyżej 250 km, tutaj ten warunek jest spełniany. PCC Intermodal korzysta z czterech terminali przeładunkowych w głębi kraju : Gliwice, Brzeg Dolny, Krzewie i Sławków i wozi towar na trasach do portów w Trójmieście, w Szczecinie/Świnoujściu. Mogą też obsłużyć połączenie z portami niemieckimi, czy też z Rotterdamem.
Do 2008 rynek przewozów kontenerowych rósł w Polsce o 20% rocznie. Spółka za pieniądze z emisji - ponad 25 mln zł chce zbudować terminal przeładunkowy w Kutnie. A potem kilka kolejnych. Mają być lepsze i nowocześniejsze od tych, które istnieją w Polsce dzisiaj.

2. Ogromne straty

PCC Intermodal na tym co robi jeszcze nigdy nie zarobił ani grosza. Działalność w ich wykonaniu jest trwale i niezmiennie nierentowna już na poziomie wyniku brutto na sprzedaży. Zysk na tym poziomie ostatni raz mieli w 2006, czyli wtedy, kiedy tak naprawde dopiero startowali. Potem im wiekszy rozmach, tym wieksze straty. W pierwszym półroczu 2009 przy 35 mln przychodów mają 7,8 mln straty już tylko na sprzedaży. Po dodaniu kosztów zarządu strata operacyjna sięga blisko 11 mln zł, a netto blisko 10,5 mln zł. Spółka tłumaczy, że co kilka miesięcy otwierają nowe połączenie kolejowe ( co jest prawdą ) i dlatego wysokie jednorazowe koszty ponoszone na początku tak dołują wyniki. Ale po pierwsze takie koszty otwarcia nie mają raczej wpływu na wynik na sprzedaży, dopiero na operacyjny, jako koszty zarządu, albo pozostałe koszty operacyjne, a tymczasem oni już na sprzedaży są nonstop na sporym minusie od trzech lat. A poza tym skoro to koszty jednorazowe, to chyba powinni zacząć już zarabiać na połączeniach otwartych rok czy dwa lata temu. A tego nie widać. W pierwszym półroczu 2009 przychody rosną o 41%, a koszty o 78%. Jeśli Intermodal będzie tracić kasę w takim tempie jak ostatnio, to kapitał własny za 2 lata spadnie poniżej zera i spółka będzie bankrutem. Kapitał zdobyty od inwestorów w IPO przedłuży mu życie o rok. Intermodal jeszcze nigdy nie miał dodatnich przepływów operacyjnych. Od początku zajmują się wyłącznie topieniem kasy. Kolejne, zaplanowane już inwestycje też zapewne trzeba będzie finansować z zewnątrz.

3. Trudna struktura kosztów

Do prowadzenia biznesu PCC Intermodal musi mieć : samochody, terminale przeładunkowe, wagony, lokomotywy, tory kolejowe. Swoje mają tylko wagony. Samochodową część transportu robią dla nich zewnętrzne firmy przewozowe. Korzystają głównie z cudzych terminali przeładunkowych, tylko jeden z nich dzierżawią, za resztę muszą płacić. Lokomotywy dzierżawili od spółki z grupy i swojego akcjonariusza ( PCC Rail ), ale od lipca PCC Rail należy do Deutsche Bahn, więc raczej cen im nie obniży. Ceny za dostęp do torów PKP PLK i trakcji elektrycznej są ustalane urzędowo - tu też możliwość manewru jest zerowa. Spółka nie ma więc wpływu na zdecydowaną większość swoich kosztów.

4. Strategiczne centrum decyzyjne poza spółką

PCC Intermodal to firma w sumie niemiecka. Jest spółką zależną firmy PCC z Duisburga, która ma w niej ponad 70%. W 2007 43% przychodów pochodziło z obsługi podmiotów z grupy PCC. W 2008 i 2009 ten udział spadł do 15%, ale to dalej dużo. Koszty związane z innymi podmiotami z grupy PCC to aż 31% całości kosztów z 2007. Dla kolejnych lat tej struktury nie znalazłem. Do lipca blisko połowa majątku Intermodal to były obligacje wyemitowane przez PCC, czyli spółka matka czasem traktuje Intermodal jako wygodnego dostawcę kapitału. Moim zdaniem tak duże i długotrwałe straty PCC Intermodal to efekt tego, że Intermodal jest tylko spółką zależną w dużym organizmie PCC, którego te straty nie bolą. Zarabiają gdzie indziej, stać ich na to, żeby jedna z firm zależnych miała straty, skoro działa na potencjalnie rozwojowym rynku.

5. Znikoma płynność akcji na rynku

W wolnym obrocie będą zapewne tylko akcje, które spółka chce sprzedać w IPO. Reszta jest w rękach spółki matki ( 78%) i Deutsche Bahn (10%). Czyli free float to będzie jakieś 10% akcji o wartości ok. 25 - 30 mln zł.

6. Deutsche Bahn w akcjonariacie

Deutsche Bahn w lipcu kupił PCC Rail - trzeciego gracza na polskim rynku kolejowego cargo, a przy okazji właściciela ponad 10% pakietu akcji Intermodal. PCC Rail wynajmuje też Intermodalowi lokomotywy. Nie wiadomo dlaczego PCC sprzedał PCC Rail Deutsche Bahnowi. Nie wiadomo, czy to oznacza że postanowił odchudzić swoją grupę i na przykład za chwilę sprzeda Deutsche Bahnowi też 78% akcji w Intermodal. Nie wiadomo czy Deutsche Bahn będzie traktował Intermodal jako swojego konkurenta ( Intermodal przecież zaczyna oferować przewozy do Bremenhaven i Rotterdamu ) i na przykład podniesie mu stawkę za lokomotywy. Nie wiadomo czy Deutsche Bahn nie sprzeda 10% Intermodal komuś innemu, albo wręcz wyprzeda to na giełdzie zaraz po debiucie. W tym punkcie niepewności jest zdecydowanie najwięcej.



PCC Intermodal ma piękny plan, który jednak nie wiadomo kiedy się zrealizuje, a na razie istnieje ryzyko bankructwa za parę kwartałów. Moim zdaniem to wszystko sprawia, że to idealna spółka na New Connect, a nie na główny parkiet. A na teraz jedynym sposobem dla spółki na to, żeby być rentowną jest po prostu podniesienie cen za swoje usługi. Żeby chociaż brutto na sprzedaży wyjść na zero. Niewykluczone jednak, że Intermodal nie może tego zrobić ze względu na konkurencję. Pewnie będzie mógł to zrobić jak już zbuduje swoją wymarzoną sieć najnowoczesniejszych w kraju terminali i wtedy wszystkich na rynku zabije swoją jakością. Ale zanim to się stanie trzeba będzie w nią włożyć jeszcze sporo pieniędzy, a nad spółką będzie się unosić zagrożenie bankructwa. Może więc być ciężko. Trudno dostrzec powód dla którego część tego ciężaru akurat teraz powinni brać na siebie inwestorzy indywidualni.

blisko przełomu


Po ponad 8 miesiącach nieustannych wzrostów rynek zbliżył się do ściany na tyle blisko, że widzi ją już dość wyraźnie. A to widok nieoglądany półtora roku, od maja 2008. Wtedy ostatni raz indeks S&P500 zetknął się z opadającą linią trendu, czyli z linią bessy. Wtedy zresztą jeszcze nie było wiadomo, że to taka długa bessa, więc tak naprawdę można uznać, że teraz rynek świadomie spotyka się z tą linią po raz pierwszy. Takich oporów raczej nie przekracza się za pierwszym razem, bez wcześniejszego przegrupowania sił i środków. Nic dziwnego, że w ciągu ostatnich tygodniu pomimo bicia kolejnych rekordów ( stylem Siergieja Bubki, punkcik po punkciku ) nie widać wielkiego entuzjazmu. Ściana nieco onieśmiela. W tym tygodniu linia bessy jest w okolicach 1150. Opada w tempie ok. 3,2 pkt na tydzień. Rynkowi brakuje do niej wzrostu o 3,6%. Przełom jest blisko.

WIG20 - podsumowanie po III kwartale


przychody :
- 8 w górę / 12 w dół,
- najlepsi : pbg +29%, tvn +21%, polimex +16%
- najgorsi : orlen -19%, pekao sa -17%, agora -13%
EBITDA :
- 8 w górę / 11 w dół / 1 strata
- najlepsi : lotos +117%, pgnig +58%, pekao sa +50%
- najgorsi : gtc - strata (-124 mln ), getin -69%, bioton -33%
netto :
- 1 ze straty w zysk / 7 w górę / 9 w dół / 3 strata
- najlepsi : lotos ( z -238 mln na +579 mln ), orlen +4307%, tvn +1063%
- najgorsi : gtc -138 mln, bioton -11 mln, cersanit -7 mln

zysk na akcję:
- 5 w górę / 4 mniejszy minus / 8 w dół / 2 większy minus / 1 z plusa w minus
- najlepsi : tvn +25%, asseco +7%, bzwbk +3%
- najgorsi : gtc ( z 1,39 zł na -0,10 zł ), agora ( z -0,06 zł do -0,13 zł ), cersanit ( z -0,72 zł do -1,10 zł )
cena do wartości księgowej:
- 4 spółki poniżej wartości ks. : lotos (0,57), orlen (0,70), bioton (0,86), agora (0,96)
- 2 spółki powyżej 3 : pko bp (3,32) cyfrowy polsat (13,56)
cena do zysku :
- 7 spółek nie ma wskaźnika ( za ostatne 4 kwartały jest strata netto ) - Agora, Bioton, Cersanit, GTC, Lotos, PGNiG, Orlen
- tylko jedna spółka ma wskaźnik poniżej 10 ( CEZ - 9 )
- kolejne najlepsze : kghm 11, asseco 12, polimex 14, cyfrowy polsat 16, tvn 17, pbg 17
EV/EBITDA
- 3 spółki na minusie ( za ost. 4 kwartały jest ujemna EBITDA ) - Bioton, Lotos, Orlen
- 5 poniżej 10 : tpsa 5,2 cez 8,1 kghm 8,3 asseco 8,3 tvn 9,9
* przychody dla banku jako suma przychodów odsetkowych i prowizyjnych
* pko bp liczone razem z nową emisją akcji

WIG20 - klasyfikacja wszechczasów



Czekając na wejście PGE do WIG20 postanowiłem prześledzić jego losy od powstania w kwietniu 1994. Dzisiaj indeksem tym trzęsą dwa duże banki PKO BP i Pekao SA, a do tego Orlen, KGHM i TPSA, ale przecież przez kilka pierwszych lat żadnej z tych firm na GPW nie było. A WIG20 był. Z zupełnie innymi spółkami. Nie ma ani jednej takiej, która byłaby w tym indeksie od samego początku aż do dzisiaj bez przerwy. Nawet tej, która jest tam łącznie najdłużej - banku BRE - nie było w indeksie pomiędzy wrześniem 1998 a wrześniem 1999. A takie PKO BP będzie w WIG20 równie długo, co zapomniany już Elektrim dopiero za 4 lata. W ciągu całego swojego istnienia przez WIG20 przewinęło się 70 spółek. 22-ch z nich nie ma już na giełdzie. Zostały przejęte, upadły, połączyły się z innymi spółkami giełdowymi, albo po prostu ich właściciele uznali, że lepiej będzie się z giełdy wycofać. Prokom, Wedel, Universal, Exbud, Okocim, Stomil itd itd.

Oto klasyfikacja wszechczasów. Lista wszystkich spółek, które kiedykolwiek gościły w WIG20 uszeregowana wg czasu przebywania w indeksie liczonego kwartałami (bo skład indeksu zmienia się co kwartał). Na żółto zaznaczone są te, które są w indeksie teraz, czerwona czcionka to te, których już nie ma na giełdzie.


OFE vs. ZUS - efektywność zarządzania

Minister Fedak ma pomysł żeby przenieść część obligacyjną czyli sporą częśc naszych przyszłych emerytur z OFE do ZUS. Fundusze emerytalne za zarządzanie tą kasą biorą ogromne opłaty, a przecież obligacje same rosną - dajmy tę kasę do ZUSu i podnośmy jej wartość co roku administracyjnie o tyle ile średnio dają w ciągu roku zarobić obligacje. Zarobek dla emeryta będzie ten sam, a państwo zaoszczędzi na opłatach pobieranych przez OFE. Oczywiście pomysł sam w sobie jest intelektualnie wulgarny i mentalnie komunistyczny, rozwala z trudem budowany system, łamie obietnice dane ludziom 10 lat temu a przy okazji psuje pare innych rzeczy na przykład z trudem budowany rynek obligacji na GPW. Ale to wszystko pomijam, bo i tak nie wierze w realizację tych planów, zapewne gdzieś po drodze ktoś je uwali, jeśli nie Tusk na początku, to Kaczyński na końcu.

Sam temat sprowokował mnie do sprawdzenia ekonomicznego uzasadnienia całego pomysłu. Czy rzeczywiście OFE pomnażają pieniądze tak słabo, że teoretyczny model oparty na średnich rentownościach może je pobić ? Pójdźmy więc na całość. Skoro OFE do 60% kasy ładują w obligacje, a do 40% w akcje, to stwórzmy model w którym 60% naszego kapitału rośnie co roku o stopę równą rentowności obligacji np. 10letnich, a 40% kapitału rośnie o tyle, o ile w ciągu roku zmienił się WIG.



Okazuje się, że 10 złotych ulokowane na początku 2000 roku w OFE Commercial Union ( dzisiaj OFE Aviva ) jest dziś warte 20,99 zł. Te same 10 złotych w ING OFE urosło przez ten czas do 24,90 zł. A bezduszny model ZUSu pozbawiony kosztownego zarządzania pozwala w tym czasie zwiększyć wartość zainwestowanych 10 zł do 23,10 zł. Czyli troche gorzej niż ING, ale lepiej niż Aviva. Czyli mniej więcej tak samo. Czyli nie ma różnicy. Czyli rzeczywiście kosztowne OFE radzą sobie na rynku tak słabo, że mozna z nimi wygrac prostym, urzędniczym algorytmem.
Tylko czy to jest powód, żeby rozwalać system, oddawac emerytury jak za Gierka kontrolowanej przez rząd instytucji ? Efektywność zarządzania w OFE można poprawić dając im większą swobodę, o co zresztą dobijają się u polityków od lat. No ale zapewne prościej wszystko spacyfikować.

Nie zmienia to faktu, że jeśli chodzi o efektywność zarządzania min. Fedak obecnie ma niestety rację.