Szok roku 2012, czyli MFW zupełnie zmienia poglądy

Rok 2012 jest w światowej gospodarce bardzo dziwny. Najpierw strefa euro przestała słuchać się Niemców, potem amerykański bank centralny przestawił się z celu inflacyjnego na cel "bezrobociowy", ale moim zdaniem wszystko to przebija zwrot jaki właśnie wykonał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To wydarzenie szokujące, to mniej więcej tak jakby nagle kościół katolicki poparł eutanazję, albo aborcję.

40 tysięcy nowych milionerów w Polsce do 2017

W ciągu najbliższych 5 lat w Polsce przybędzie 40 tysięcy milionerów. Takich przeliczając na dolary. Tak twierdzi bank Credit Suisse

Expose 2.0, czyli rząd niczego nie poprawi, ale też nie pogorszy



Z tak zwanego expose 2.0 Donalda Tuska wynika, że rząd zmienił obowiązującą po 2008 filozofię polityki gospodarczej, ale na poziomie szczegółowych rozwiązań nie ma żadnej recepty na poprawę sytuacji w 2013.

Najważniejsze jest to, że rząd bardzo dobitnie podkreślił, że mając do wyboru wykluczające się nawzajem priorytety w postaci obniżania deficytu i walki z długiem publicznym z jednej strony i promowania wzrostu gospodarczej przez wspieranie inwestycji i rynku pracy z drugiej strony wybiera priorytet drugi. I to jest bardzo dobry wybór.

Wszyscy skrupulatnie podliczający obietnice wydatków inwestycyjnych, które dziś padły powinni pamiętać, zanim to skrytykują, co jest alternatywą. W obecnej sytuacji gospodarczej w Europie dalsze ścinanie deficytu kosztem ograniczania inwestycji ( tak jak w 2012 ) groziłoby recesją i znacznym wzrostem bezrobocia.

Z drugiej strony Polska nie ma też tego luksusu, że może nagle znacząc zwiększać wydatki inwestycyjne powiększając dług publiczny. Przyjęto drogę pośrodku, czyli nowych inwestycji jest niewiele, ale za to nie obcięto tych, które od dawna zapowiadano. Bo przecież te 60 mld na energetykę, 43 mld na drogi, czy 30 mld na kolej to nie jest nic nowego. To i tak miało zostać wydane. Natomiast była realna groźba, że ta kasa zostanie obcięta, żeby zmniejszać deficyt budżetowy. Z wystąpienia premiera wynika, że tych cięć nie będzie. To oznacza, że będzie albo większy deficyt, albo wyższe podatki. O podatkach nie było ani słowa, zakładam więc, że rząd akceptuje większy deficyt. Wydaje mi się, że rynek finansowy również ten scenariusz uważa za najlepszy w smutnej rzeczywistości roku 2013. Taki wariant daje największe szanse na dość sprawny powrót do wyższych dynamik wzrostu PKB po 2013.

W dobrą stronę idą pomysły ułatwień w VAT, przywrócenia elastycznego czasu pracy, czyli rozwiązania nadzwyczajnego z 2009 roku, ale to też raczej nie zwala z nóg. Kwestie związane z urlopami macierzyńskimi uważam za w ogóle nie związane z sytuacją gospodarczą Polski w 2013, czyli z tego punktu widzenia nieistotne (chociaż bardzo mi się podobają)

Stosunkowo najciekawszy jest pomysł stworzenia spółki Inwestycje Polskie, która miałaby być zasilona 40 miliardami z BGK, który to BGK ma te pieniądze stworzyć na bazie wartego 10 mld pakietu akcji spółek skarbu państwa. To fajny pomysł, bo wykorzystuje dźwignię banku, tego faktycznie w polskich rozwiązaniach rządowych do tej pory nie było. Ale tu niestety zdecydowanie brakuje szczegółów – nie wiadomo na przykład, czy rząd te akcje za 10 mld sprzeda bankowi, czy może podniesie kapitał w banku wnosząc te akcje aportem. Nie wiadomo też jak i kiedy bank te akcje miałby sprzedawać. A może ich nie sprzeda, tylko zastawi w zamian za gotówkę ? Tutaj szczegóły mogą zmieniać efekt końcowy.

No i najważniejsza niewiadoma. Na co te 40 mld ma pójść ? Moim zdaniem jeśli na dofinansowanie inwestycji prywatnych, to będzie to rozwiązanie pożyteczne, jeśli na inwestycje publiczne typu łupki itd. to będzie to raczej kasa zmarnowana i z całego rozwiązania pozostanie tylko ciekawa konstrukcja. Zwłaszcza, że jakość zarządu będzie zapewne niska, bo spółka zostanie wpisana w karuzelę z konfiturkami i obsadzona głównie kolesiami z PO / PSL, których potem zastąpią inni kolesie z SLD / PiS itd. Nie spodziewałbym się tam jakichś poważnych profesjonalistów.

Najbardziej w całym wystąpieniu premiera podoba mi się jednak ten skromny, słabo zauważony akapit:


Jeśli kodeks budowlany ma zawierać ułatwienie uzyskiwania pozwoleń na budowę, to nie mogę się doczekać. Jeśli to „centrum sądownictwa gospodarczego” sprawi, że poszkodowani przez Amber Gold będą czekać na kasę krócej niż 3 lata, a czas trwania innych tego typu spraw będzie liczony w tygodniach a nie latach, to będzie to pierwsza naprawdę duża reforma od lat. Za to trzymam kciuki mocno. Ale z drugiej strony w to nie wierzę. Jestem głęboko przekonany, że w polskiej polityce nie ma nikogo kto nie tylko chciałby zrobić jakąś reformę, ale też wiedziałby jak ją zrobić. Nikt w żadnej partii nie wie jak na przykład zinformatyzować sądy, czy służbę zdrowia, bo nikt nie wie, co powinno być w programie informatycznym, żeby był dobry i faktycznie te dziedziny życia usprawnił. Dlatego od lat tylko się o tym mówi, ale nikt tego nie robi i zapewne nie zrobi. Ten jeden akapit niczego tu nie zmieni. Z drugiej strony nawet jeśli się mylę, to te pożyteczne, rewolucyjne wręcz reformy usprawnią państwo, ale w długim terminie – nie w 2013. A to miało być wystąpienie o tym jak pobudzić wzrost gospodarczy w Polsce już teraz, bo własnie teraz gospodarka się sypie. Od tej strony wystąpienie Tuska nie przyniosło żadnego odważnego rozwiązania, które faktycznie mogłoby odwrócić spadającą dynamikę PKB. Żadne z zaproponowanych rozwiązań nie odsunie od nas spadku dynamiki PKB i wzrostu bezrobocia. No ale oczywiście mogło być znacznie gorzej. Rząd mógł się uprzeć przy ograniczaniu długu publicznego i zepchnąć gospodarkę w recesję. Skoro chociaż z tego zdał sobie sprawę, to zawsze jest to jakiś plus.

Zasadnicza różnica między Polską a Czechami wg MFW

Niby drobna rzecz, ale jednak budzi zastanowienie. W ostatnim raporcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego oprócz całej masy bardzo interesujących rzeczy, prognoz, analiz itp jest także taka plansza:



To, co ta plansza pokazuje jest akurat w tym momencie mniej istotne. Chodzi mi o podział zastosowany przez MFW: jedna linia to emerging market economies czyli kraje rozwijające się, a druga linia to advanced economies, czyli kraje rozwinięte. Zastanawia mnie to, jak MFW przyporządkował państwa do poszczególnych grup:


Nie rozumiem dlaczego Polska i Czechy są w różnych grupach. Czesi są w grupie gospodarek rozwiniętych, a Polska w grupie krajów rozwijających się. W czym Czechy są bardziej rozwinięte niż Polska ? Czy faktycznie ich gospodarka jest bardziej podobna do gospodarek USA, Wielkiej Brytanii, Australii niż do gospodarek Polski, Węgier, Meksyku, czy Turcji ? Z drugiej strony skoro Czesi są rozwinięci ( tak przy okazji, Słowacja jako element strefy euro też jest rozwinięta ), to może Polskę też możnaby do tej grupy wcisnąć ? Skoro minister spraw zagranicznych potrafi interweniować w sprawie braku polskich programów w telewizorze w jakimś tam zagranicznym hotelu, to w tej sprawie może też mógłby spróbować coś zdziałać. I wtedy będziemy już nie jak Bułgaria i Wenezuela, ale jak Szwajcaria i Kanada, a nawet jak Czechy i Słowacja.

Początek końca kryzysu w Europie ?

Kapitał wraca do Hiszpanii. Przestał uciekać do Niemiec. Tak wyglądała strefa euro we wrześniu, po przełomowych decyzjach Europejskiego Banku Centralnego. System Target2, monitorujący przelewy i transakcje w strefie euro we wrześniu pierwszy raz w tym roku zanotował odwrócenie dotychczasowych ról Hiszpanii i Niemiec. Oto miesięczne napływy/odpływy pieniędzy z sektorów bankowych w Hiszpanii i w Niemczech w ciągu ostatniego roku, w mld euro:


We wrześniu do Hiszpanii wróciło ponad 34 mld euro, w tym samym czasie z Niemiec wypłynęło prawie 56 mld euro. Kierunek przepływu się zmienił. To jak duża to zmiana i po jak długim okresie ruchu tylko w  jednym kierunku jeszcze lepiej widać na wykresie pokazującym przepływy w strefie euro w sposób skumulowany w ciągu ostatnich kilku lat:


Interpretacja wykresu jest dość łatwa - im bardziej rozwarte nożyce pomiędzy napływami do Niemiec, Holandii, Luksemburga, czyli państw bezpiecznych, a odpływami z Hiszpanii, Włoch, a wcześniej Irlandii, Grecji czy Portugalii, tym większy kryzys w strefie euro. Wrzesień na tym wykresie wygląda spektakularnie. Nie wiem czy to prawdziwy początek końca kryzysu, ale wiem, że początek końca kryzysu właśnie tak powinien wyglądać.

3651% w 10 lat w Reserved

Petrolinvest, tak jak podejrzewałem dzisiaj nie dał rady linii bessy, o której wspominałem wczoraj i spadł o ponad 10%. Dziś mój drugi ulubiony wykres giełdowy, czyli coś zupełnie przeciwnego do Petrolinvestu. Nieustająca hossa, czyli LPP:


LPP to polski gigant odzieżówki, przede wszystkim właściciel marki i sklepów Reserved, a do tego także Cropp, House i Mohito. Jeśli ktoś nie był nigdy w sklepie Reserved to znaczy, że prowadzi specyficzny tryb życia. LPP jest na giełdzie od ponad 10 lat. Dokładnie 10 lat temu - 9 października 2002 te akcje kosztowały 100,50 PLN. Dziś ustanowiły nowy rekord i kosztują 3770 PLN. Na polskiej giełdzie nigdy wcześniej nic tyle nie kosztowało. Najważniejsze jednak, że w ciągu 10 lat na tych akcjach można było zarobić 3651%. Czyli jak ktoś w nie zainwestował na przykład 10 tysięcy złotych, to dziś ma ponad 375 tysięcy. Nawet uwzględniając inflację wygląda to dość imponująco.

Petrolinvest w kluczowym momencie

Mój ulubiony wykres giełdowy znów wygląda pięknie:


Petrolinvest czwarty raz w swojej ponadpięcioletniej giełdowej karierze dochodzi do linii bessy. Tym razem na fali pogłosek o tym, że Francuzi z Totala, współpracującego z Petrolinvestem znaleźli w Kazachstanie ropę. Pogłoski wywindowały cenę akcji o blisko 100% w ciągu kilkunastu dni.

Oczywiście pogłoski, które powodowały testowanie linii bessy w maju 2008, marcu 2010 i czerwcu 2011 też były super. Między marcem 2010 a czerwcem upłynęło 15 miesięcy, a między czerwcem 2011 a październikiem 2012 16 miesięcy. Czyli jest w tym jakaś regularność, to kolejny raz Petrolinvest linię bessy powinien testować za 17 miesięcy, czyli w marcu 2014. No chyba, że tym razem tę linie przebije i rozpocznie nowy trend wzrostowy. Aby tak się stało, w to, że Petrolinvest faktycznie ma ropę w Kazachstanie musi uwierzyć jeszcze więcej inwestorów.

Polski przemysł się zatrzymał


GUS podał dziś całą paczkę danych o stanie polskiej gospodarki w sierpniu. Wszyscy koncentrują się głównie na sprzedaży detalicznej, która sobie ciągle rośnie i na bezrobociu, które też sobie ciągle rośnie. Zdecydowanie w cieniu pozostają dane o nowych zamówieniach w przemyśle, a to tu czai się prawdziwa groza.

Polimex - too big to fail

Państwowa Enea podpisała dziś z konsorcjum prywatncyh firm Hitachi i Polimex umowę o budowie bloku energetycznego w Elektrowni Kozienice za ponad 6 mld PLN. To prawdopodobnie największa umowa budowlana w Polsce w tym roku. Nic dziwnego, że na uroczystości podpisania umowy był minister skarbu, który potem wydał stosowne oświadczenie. To oświadczenie jest moim zdaniem najciekawszym od lat dokumentem, jaki wyprodukował polski rząd, dlatego pozwalam sobie zamieścić je w całości:



Oto polskie państwo postanawia uratować przed prawodpodobnym upadkiem zupełnie prywatną spółkę Polimex. Nie przypominam sobie podobnej sytuacji w Polsce w ostatnich latach. Państwową kasę wydawało się raczej na ratowanie państwowych nierentownych molochów, oddłużanie państwowych kopalń, szpitali itp. Prywatnych firm chyba jednak nikt nie ratował.

Z Polimexem będzie inaczej, a minister tłumaczy, że po pierwsze państwo na tym jeszcze zarobi ( bo teraz kupi nowe akcje Polimexu tanio, a kiedyś tam jak firma stanie na nogi sprzeda je drogo ), a po drugie mimo że firma jest prywatna, to jednak jest zbyt ważna dla kraju z powodów społecznych, a także ze względu na bezpieczeństwo ( wykonuje zbyt dużo ważnych dla państwa kontraktów). Innymi słowy mamy sytuacje zupełnie jak w USA w 2008, czyli mamy firmę, która jest "too big to fail". Trudno z tymi argumentami dyskutować, moim zdaniem one są prawdziwe. Z drugiej strony kończące komunikat słowa o "dylematach gospodarki rynkowej" pokazują, że ministerstwo ma świadomość, że to rozwiązanie niespecjalnie pasujące do państwa kapitalistycznego. Ale czasy mamy na świecie dziwne, dokładnie w ten sam sposób rząd amerykański niedawno ratował swoje spółki. Z drugiej strony mamy całą masę państw ( Rosja, Chiny, Korea Płd. Francja ), w których kapitalizm państwowy jest podstawą gospodarki. To, w którą stronie pójdzie Polska zależy od tego do czego będzie prowadzić przygoda państwa z Polimexem. Czy po amerykańsku, do możliwie szybkiego wyjścia ze spółki i zainkasowania zysku do budżetu ze sprzedaży akcji, czy może bardziej po rosyjsku do trwałego zainstalowania się aparatu państwowo-partyjnego w całkiem sporej przecież firmie i podłączenie jej na trwałe do systemu synekur i konfiturek. Dzisiejsze oświadczenie ministra skarbu oznacza początek bardzo ciekawego eksperymentu.


Moje wyobrażenie o Amber Gold



Dziś chyba ostatnia okazja, żeby napisac coś o Amber Gold. Sąd właśnie ogłosił upadłość likwidacyjną. A ja, pomimo tego, że sprawą zajmują się od tygodni prawie wszyscy, ciągle nie wiem najważniejszych i najciekawszych rzeczy.

Na razie to koniec wzrostu produkcji w Polsce


Okres nieprzerwanego wzrostu produkcji w Polsce trwał 34 miesiące. Ostatni miesiąc spadku produkcji po bankructwie Lehman Brothers mieliśmy w październiku 2009. Od listopada 2009 już tylko wzrosty. Aż do sierpnia 2012. Wrzesień 2012 będzie wg MG pierwszym od trzech lat miesiącem spadku produkcji:



W sierpniu produkcja jeszcze wzrosła rok do roku, ale już tylko o 0,5%. Ważniejsze jest to, że indeks produkcji, który śledze od wielu miesięcy tym razem już wyraźnie złamał trzyletni trend wzrostowy. We wrześniu zapewne ten wykres znów podskoczy, bo sezonowo wrzesień zawsze jest mocny, ale ubiegłorocznego szczytu nie przebije, można więc zacząć mówić o końcu trendu wzrostowego w polskim przemyśle



Bardzo sugestywnie wygląda też wykres zmian produkcji skumulowanej za ostatnie 12 miesięcy ( zmiana do tej samej wartości sprzed 12 miesięcy ). W związku z tym, że to wskaźnik dwunastomiesięczny, to zmiany w nim przebiegają wolniej, łagodniej, ale za to lepiej na nim widać nieuchronność długoterminowych trendów w gospodarce.



Warto tu dodać, że w ostatnich dniach pojawiły się też dane o zużyciu energii w sierpniu i o sierpniowych wpływach podatkowych. Oto wykresy, także w ujęciu skumulowanym, dwunastomiesięcznym, żeby ładniej było widać trend. Zużycie energii właśnie spadło nam pod kreskę:





Dodatkowy komentarz do tych wykresów chyba jest zbędny.

Rządowe Centrum Legislacji broni progów ostrożnościowych

Progi ostrożnościowe ciągle w Polsce istnieją i nie pozwalają rządowi zadłużać państwa ponad pewne poziomy ( w domyśle nie pozwalają zadłużać nadmiernie ). Ale od pewnego czasu istnieje pomysł, aby progi obejść. To znaczy zmienić na tyle sposób liczenia długu publiczego, aby progi stały się bezużyteczne. I to wcale nie jest moja opinia. To opinia Rządowego Centrum Legislacji:



W takiej sytuacji wypada wyrazić mi satysfakcję, że Rządowe Centrum Legislacji dostrzega to, co sam dostrzegłem ponad 2 miesiące temu i chyba mam prawo teraz napisać: a nie mówiłem ?

Grecki rekord świata w cięciu płac

Grecy chyba pobili rekord świata w zaciskaniu pasa. Jednostkowe koszty pracy, czyli tak naprawdę płace, spadły im w ciągu dwóch lat o 25% i w efekcie po wybujałym wzroście z lat 2000-2007 nie ma już ani śladu. A wykres, który zobaczyłem dziś w FT Alphaville wbija w fotel:



Od blisko dwóch lat mamy nieprzerwany, ostry spadek kosztów pracy w Grecji. Co ciekawe, mierząc wzrost jednostkowych kosztów pracy od wspólnego poziomu w 2000 Grecja wygląda teraz nawet lepiej niż Niemcy. Oczywiście nie przekłada się to niestety na poprawę koniunktury gospodarczej w Grecji, bo Grecja tnąc koszty według niemieckiego przepisu wpędziła się sama w potężną spiralę recesyjną, z której na razie nie widać wyjścia.

Ale wszyscy lubiący widzieć źródło greckiej zapaści w ich nieuzasadnionym rozpasaniu płacowym powinni odłożyć już ten argument na półkę. Stał się nieaktualny - Grecja zdewaluowała się wewnętrznie w rekordowym tempie. Jak oni to wytrzymują ?? Może są tacy dzielni, a może to kwestia tego, że nawet po tak drastycznym cięciu ich płace są nadal wyższe niż na przykład w Polsce, albo Słowacji.

Ceske kvantitativni uvolnovani ?

Wszyscy, którym wstrętne jest coś, co potocznie nazywa się "drukowaniem pieniądza" albo "pustego pieniądza" przez banki centralne, powinni wzmóc czujność. Oto bowiem ta przypadłość zbliża się do naszych granic. Niedługo może pojawić się w Czechach

Polska w budowie - wersja z Ostrołęki

Energa - czwarty największy w kraju producent energii elektrycznej zmienił dziś swój Wieloletni Plan Inwestycji Strategicznych. W nim między innymi mowa jest o bezpieczeństwie energetycznym kraju (w tym celu będzie modernizowana sieć), a jednocześnie zmienia się nacisk z budowy bloków opalanych węglem na bloki opalane gazem. Mam pewien problem z tym czy konieczność kupowania większej ilości gazu, a mniejszej węgla poprawia bezpieczeństwo energetyczne kraju, czy nie poprawia. ale nie to mnie rozłożyło na łopatki.

Najbardziej zasmucił mnie ten fragment:



Energa nie zbuduje w Elektrowni w Ostrołęce nowego bloku opalanego węglem ponieważ ma trudności z uzyskaniem finansowania, a także przez niekorzystną sytuację na rynku firm budowlanych.

Co do firm budowlanych, to ta branża uwalona i doprowadzona do katastrofy przez żałośnie amatorskie podejście do problemu finansowania inwestycji przed Euro 2012 przez GDDKiA i Ministerstwo Finansów, miała ratować się przed kompletną zagładą właśnie realizując nowe duże kontrakty w energetyce. Blok w Ostrołęce nie jest największą taką inwestycją w kraju, no ale małą też nie jest. Skoro nie można go zrealizować przez "niekorzystną sytuację na rynku firm budowlanych", to czy to oznacza, że żadna firma nie jest już w stanie tego zrobić ? Żaden bank nie da jakiemukolwiek budowlanemu konsorcjum gwarancji finansowych i nie udostępni linii kredytowych, aby finansować budowę ? Jeśli tak, to wypada trzymać kciuki za największe w kraju projekty dotyczące nowych bloków w elektrowniach w Opolu i Kozienicach.

No i powód drugi, czyli trudności z uzyskaniem finansowania przez samą Energę. Tutaj już ręce opadają. Wygląda na to, że mamy taką sytuację, w której czwarta największa firma energetyczna w kraju chce zbudować nowy, niemały blok na 1000 megawatów. Projekt ma już kilka lat, jest więc przemyślany, co więcej Energa już w 2010 podpisała wieloletnią umowę na dostawy węgla. Orientacyjna wartość umowy to 12,5 mld PLN. Popyt na energię z tego bloku jest pewny, ponieważ w okolicach 2015 trzeba zacząć wyłączać stare bloki energetyczne. W momencie oddawania bloku w Ostrołęce do użytku Polsce będzie groził nie nadmiar produkcji energii, ale niedobór z zagrożeniem blackoutami włącznie. Energa jest spółką państwową, a rząd popiera inwestycje w energetyce. W takiej oto sytuacji Energa ma "trudności z uzyskaniem finansowania". Czyli nikt jej nie chce na ten blok pożyczyć pieniędzy. No i do tego nie ma firm budowlanych zdolnych do budowy takiego bloku. Moim zdaniem to są jakieś jaja.