Żegnajcie, progi ostrożnościowe

W  1981 roku w Europie niewypłacalność ogłosiły dwa państwa: Polska i Rumunia. W latach 1981 – 1989 oba państwa przyjęły różne strategie finansowe. Polska kombinowała, wymyślała jakieś pseudoreformy gospodarcze,  przelewała z pustego w próżne, aż w końcu, kiedy już Reagan zadusił ZSRR niską ceną ropy, postanowiła zmienić system na normalny. Rumunia za to postanowiła już nigdy więcej nie zadłużać się u zachodnich kapitalistów i zredukować dług do zera. W efekcie obywatele rumuńscy mieli np. prąd co drugi dzień i całą masę różnych innych „udogodnień”. Ale faktycznie Rumunia dług sobie zlikwidowała. Koszt tego posunięcia był taki, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, w 1989 naród przywódce Rumunii zastrzelił. Mniej radykalny finansowo przywódca Polski został tymczasem prezydentem. Nauczka z tego taka: przesadna walka z długiem może cię zabić.


Dziś w Polsce  dług publiczny absolutnie nie może przekraczać 60% PKB, bo zabrania tego konstytucja, a dodatkowo zgodnie z ustawami jeśli dług przekroczy 55% PKB to też będzie koniec świata, bo nagle trzeba będzie mieć zrównoważony budżet, czyli rząd będzie musiał zrobić efektowne polityczne samobójstwo. Przekroczenie 55% w wypadku głębszej recesji w Europie nadal jest u nas niewykluczone, ministerstwo finansów postanowiło więc się zabezpieczyć. Skoro dług może za bardzo urosnąć, to trzeba zmienić sposób jego liczenia. Mamy więc projekt ustawy zmieniający zasady liczenia długu. A w nim jeden genialny pomysł:



Przeliczanie długu zagranicznego wg kursu średniorocznego zamiast kursu z 31 grudnia jest moim zdaniem mało istotną ciekawostką. Za to zmiana polegająca na odejmowaniu od wartości długu gotówki, którą ma na stanie rząd na koniec roku jest wg mnie rewolucją. Oto bowiem aby zredukować dług nie trzeba go będzie spłacać. To jest naprawdę rewolucja – zmniejszasz dług nie spłacając go. Wystarczyć będzie samo posiadanie gotówki w danym momencie. Trzeba będzie 31 grudnia przełożyć ją z jednego miejsca w drugie, a 2 stycznia będzie można ją odłożyć tam, gdzie leżała wcześniej. Od teraz walka z nadmiernym długiem będzie polegać nie na ograniczaniu zadłużenia, ale na poszukiwaniu jak największej gotówki na koniec roku. Można się domyślać, że rząd możliwości gromadzenia takiej gotówki ma bardzo duże.

Oczywiście w projekcie jest mowa o środkach „służących finansowaniu potrzeb pożyczkowych”  co może sugerować, że nie każdy pieniądz może zmniejszać dług, tylko ten który jest specjalnie „naznaczony” i leży w ministerstwie w odpowiedniej szufladce. Ale to w ogóle w niczym nie przeszkadza, bo po pierwsze ministerstwo na pewno potrafi żonglować swoimi szufladkami tak żeby wyszło dobrze, a po drugie i ważniejsze ministerstwo zawartość tej szufladki może dość łatwo powiększać w oparciu o zapis z ustawy o finansach publicznych



Łatwo się domyśleć, że druga połowa grudnia teraz będzie już zawsze wielką akcją przelewania wszystkiego co tylko się da na konta do MF, żeby depozyt był jak najobfitszy. A potem, 2 stycznia oczywiście to wszystko przeleje się z powrotem w drugą stronę. Ważny jest stan depozytu na 31 grudnia. Jeszcze ciekawiej prezentuje się możliwość oparta o inne przepisy tej samej ustawy o finansach publicznych



Ministerstwo finansów ma wolną ręke w korzystaniu z dobrodziejstw rynku finansowego na którym roi się od najrózniejszych instrumentów finansowych, a jak nie ma na nim instrumentu odpowiadającego potrzebom, to duży bank inwestycyjny zawsze może taki instrument stworzyć. Zrobienie instrumentu, który powiększa stan gotówki na kontach rządu na kilka dni i jednocześnie nie powiększa długu publicznego to naprawde nie jest nic nowego na świecie. Wiedzą coś na ten temat Grecy i Goldman Sachs :). Ustawa wręcz dosłownie wspomina o tym, że ministerstwo może swoje własne obligacje na przykład wypożyczyć komuś na kilka dni w zamian za gotówkę (operacja repo). Nie wiem czy repo wlicza się w dług publiczny czy nie i na jakich zasadach, ale tak czy inaczej moim zdaniem widać wyraźnie, że jest w czym wybierać. Dobry wiceminister finansów będzie mógł na koniec roku wyczarować dowolnie dużo miliardów złotych. Tyle ile będzie trzeba.

A skoro tak, to progi ostrożnościowe odchodzą w przeszłość. Co zresztą nie jest moim zdaniem złe, bo ustawa o finansach była tworzona przed upadkiem Lehman Brothers, kiedy świat był prostszy i wszyscy wiedzieli, że im mniejszy dług tym lepiej, a im większy tym gorzej. Dzisiaj wiadomo, że szybkie przymusowe ograniczanie długu (na przykład na skutek przekroczenia progu ostrożnościowego) jest jeszcze  gorsze niż samo zadłużenie. Jest na to wiele przykładów świeższych niż Rumunia z lat osiemdziesiątych.

23 komentarze:

Furterer pisze...

Czemu nie można tak z naszymi kredytami :( ?
Może wprowadzić to dla wszytskich ?

przemofree pisze...

"... Co zresztą nie jest moim zdaniem złe, bo ustawa o finansach była tworzona przed upadkiem Lehman Brothers, kiedy świat był prostszy"

Przepraszam ale co Pan paliłeś, zanim wyprodukowałeś to zdanie? Masz Pan dzieci? A wiesz Pan czym skończą się te zapisy?

To może krótko napiszę: będziemy drugą Białorusią ale za 5 lat zaczniemy pikowanie, zamiast za 2. Tyle, że zaczynając za dwa mielibyśmy szanse stać się drugą Łotwą.
W międzyczasie złotówka będzie leciała na pysk, ale stopniowo - w 2013 zaliczymy pierwszy raz 5 zł do Euro. Potem lekkie umocnienie. Potem kolejna fala i tak aż do 2017. Potem złotówka będzie śmieciową walutą republiki ziemniaczanej.

Jeszcze link:
http://mises.pl/blog/2012/07/06/bagus-ryzyko-dlugow-zagranicznych/

Rafał Hirsch pisze...

można nie lubić długu, ale niestety jest to od kilkudziesięciu lat najwazniejszy element wzrostu gospodarczego. takie czasy. w erze pieniądza papierowego dług także jest pieniądzem. nie ma w nim nic groźnego dopóki można go rolować, a nominalne PKB rośnie szybciej niż odsetki.

Unknown pisze...

Witam.
Zastanawiam się nad pokojowym aspektem wzrostu zadłużenia. Jednym z największych zobowiązań budżetu każdego Państwa są wydatki na zbrojenie oraz utrzymywanie zdolności obronnych. W sytuacji cięć budżetowych wydatki na zbrojenie chyba mają najmniejszy negatywny odzew społeczny.

Pozdrawiam
Jeronimo

GrzegorzS pisze...

Nie można zadłużać sie w nieskonczonosc. kiedys nas ten dlug przerośnie i nawet gigantyczne podatki nas z tego nie wyciągną. Tak jak w kazdym gospodarstwie, dlugi sie splaca a nie roluje w nieskonczonosc. Jesli polski rzad nie zacisnie pasa z wydatkami to wroze nam rychly koniec prosperity i cofke wiele lat wstecz.

przemofree pisze...

Ja akurat nie lubię długu. Ale nie w tym rzecz. Te zapisy, które dotychczas obowiązywały chroniły nas przed głupotą politruków, która musi w dystansie doprowadzić do katastrofy. Przykłady można mnożyć. To co od kilku lat uprawia ten głupek rostowski to zamiatanie pod dywan już 4% PKB długu. Schował je i tylko dzięki temu nie przebiliśmy 55%. Teraz żeby mógł nadal z ryżym trwonić naszą przyszłość i przyszłość naszych dzieci, wprowadzają kolejne zapisy, które doprowadzą nas do ruiny.
Czy Pan nie widzisz tego, że już za kilka lat oprocentowanie obligacji III RP będzie zbliżone do greckiego i portugalskiego?

Ekonomista pisze...

Kolego, siejesz sensację.

Tutaj chodzi o to, że jeśli w roku T zostaną sprzedane obligacje, żeby pozyskać w środki na finansowanie długu w roku T+1, to do obliczania długu w roku T należy wziąć całkowite zadłużenie w tym roku i odjąć właśnie te wolne środki.

Taki mechanizm jest uzasadniony. Emisja obligacji zwiększy dług w roku T ale tylko wirtualnie, ponieważ w rzeczywistości środki będą na koncie Ministerstwa Finansów i będą czekały aby finansować dług w roku T+1. Środki z takiej emisji będą zaliczone do długu dopiero w roku T+1.

Jak pewnie zauważyłeś jeśli tak śledzisz wydarzenia gospodarcze, w niepewnych czasach na rynku obligacji - dług finansuje się z dużym wyprzedzeniem - większym niż kiedyś. To znaczy że duża część środków na finansowanie długu w 2013 r. już została zapewniona. Gdyby tych pieniędzy nie odliczyć od długu to zwiększałyby nam dług w 2012 r. pomimo że fizycznie nadal mamy te pieniądze.

Brak takiego rozwiązania byłby hamulcem dla wcześniejszego pozyskiwania finansowania, czyli zapewniania bezpieczeństwa Polsce na wypadek niekorzystnego rozwoju sytuacji na rynkach finansowych. Ze względu na różne terminy zapadalności obligacji zdarza się że roczne potrzeby pożyczkowe (rollowanie obligacji) to nawet 10 proc. PKB. Przy dzisiejszych poziomach długu, brak mechanizmu który krytykujesz musiałby oznaczać zwiększenie długu o kilka proc. PKB w roku poprzedzającym rok o zwiększonych potrzebach pożyczkowych, co rodziłoby ryzyko przekroczenia progów ostrożnościowych tylko dlatego że w następnym roku potrzeby pożyczkowe podyktowane kalendarzem zapadalności obligacji będą większe.

przemofree pisze...

hehe Ekonomista...
Komentarz wskazuje, że jesteś ekonomem wprost po studiach lub jeszcze w trakcie. I niewiele ze sprawy rozumiesz.
Trochę pokory dla faktów proponuję. Pan Rafał dość dobrze zdefiniował zagrożenia. Przeczytaj je ponownie, poczytaj trochę blogów - np. blog Misesa, Gwiazdowskiego - cofnij się z wpisami do 2006 roku. Potem jak już poczytasz, przemyśl. Potem wróć i komentuj.

przemofree pisze...

Stronę Mises.pl miałem na myśli.
A co do Pana Rafała, to jedyne czego nie rozumiem, to to podejście lekkoducha do samego zadłużenia ponad miarę, które już obecnie ma miejsce...

Rafał Hirsch pisze...

@Ekonomista Wcześniej mieliśmy brak takiego rozwiązania i nigdy nie był on hamulcem do prefinansowania potrzeb przyszłorocznych. oczywiście, że dzięki temu łatwiej będzie prefinansować kolejny rok, ale nie o to mi chodziło, tylko o to, że jest wiele innych ciekawych mozliwości zmian pozycji gotówkowej na koniec roku. no i ja wcale nie krytykuje tego rozwiązania, nie jestem wielkim fanem progów ostrożnościowych.

Rafał Hirsch pisze...

@przemofree gdyby dług był zły, ludzie nie mieliby gdzie mieszkać :)

przemofree pisze...

"@przemofree gdyby dług był zły, ludzie nie mieliby gdzie mieszkać :)"

WOW! Co za SOFIZMAT!

A co Pan powie na oszczędności jako prawdziwy motor ludzkości?

Dług zaciągany przez Państwo jest z definicji idiotyczny, jako że Państwo nie potrafi efektywnie wykorzystać pieniędzy pochodzących z długu. A to jest jedyny warunek, żeby zadłużenie przyniosło jakąkolwiek korzyść.
A zadłużanie każdego z nas, naszych dzieci i wnuków, żeby utrzymać armię pasożytów urzędasów psujących nasz Kraj i trujących nam życie, uważam za zbrodnię przeciwko naszemu Narodowi, której sprawcy zawisną mam nadzieję na latarniach już za kilka lat. A jeśli zdecydują się wyemigrować, to dosięgnie ich długa ręka sprawiedliwości, podobnie jak Lwa Trockiego...

Ekonomista pisze...

Tylko że zmiana innych pozycji finansowych w taki sposób, aby na koniec roku pomniejszać dług byłaby bezsensowna. Żeby posiadać wolne środki na koniec roku trzeba wcześniej je pożyczyć. Pożyczanie to zwiększanie długu. Pożyczanie (zwiększanie długu) po to żeby mieć środki na zmniejszenie długu bilansowałoby się na zero.

Czyste przesuwanie środków które miały iść na inne cele nie wchodzi w grę, bo skoro w budżetach poszczególnych instytucji zostały im te środki zapisane, to znaczy że instytucje te potrzebują środków na finansowanie swojej bieżącej działalności i nie można im tych środków tak po prostu zabrać na koniec roku i dać w kolejnym.

W grę wchodzą jedynie drobne przesunięcia, które jednak były możliwe już dzisiaj (np. budżet policji w 2008 r. kiedy rozpoczął się kryzys). Zapis o którym mowa nie rodzi tu nowego pola do czysto księgowego przesuwania.

Brak odliczania środków zdobytych na zapewnienie potrzeb pożyczkowych w kolejnym roku nie był problemem, ponieważ wcześniej nie zapewniano wcześniejszego finansowania na taką skalę jak w tym i poprzednim roku. W dłuższym horyzoncie czasowym nawet jeśli było wcześniejsze finansowanie długu to nie było to problemem ponieważ byliśmy daleko od progów i takie czysto techniczne wahanie długu nie było problemem. Nie znam szczegółów dotyczących potrzeb pożyczkowych w kolejnych latach, ale podejrzewam że zapis jest podyktowany zbliżającymi się dużymi potrzebami pożyczkowymi - zapadają obligacje krótkoterminowe emitowane podczas kryzysu (długoterminowe miały zbyt duże rentowności) i jednocześnie długoterminowe emitowane przed kryzysem. Z tego powodu może nastąpić nagromadzenie obligacji do zrolowania i w związku z tym nagromadzenie potrzeb pożyczkowych. Takie nagromadzenie potrzeb pożyczkowych nie jest czymś szczególnym - potrzeby pożyczkowe podlegają silnym wahaniom. Przy obecnych poziomach długu i braku uwzględniania wcześniejszego finansowania w metodologii liczenia długu zapewnienie wcześniejszego finansowania dla długu nie byłoby jednak możliwe.

przemofree pisze...

@ Ekonomista

http://www.mf.gov.pl/_files_/kwartalna/kwartalna_maj_2012.pdf

Str. 20: PKB 1525 mld zł
Str. 25: Zadłużenie faktyczne: 859 mld zł

Wskaźnik realnego zadłużenia do PKB: 56,3%!

Dzięki rozmaitym sztuczkom księgowym raportowany przez kucharza roku wskaźnik to 53,5%.

W bieżącym roku w związku z mocnym spowolnieniem wskaźnik realny sięgnie ok. 57%, a na koniec 2013 roku 58,5%. Tego by się nie dało zamieść pod dywan. No więc co kucharz wymyślił? Zamiast prawdziwej reformy finansów publicznych, która jest niezbędna już od 15 lat, KOLEJNE ZWIĘKSZENIE KREATYWNEJ KSIĘGOWOŚCI!

I taki jest realny wymiar działań rostowskiego. To co piszesz to zasłona dymna. Powtarzam - zapoznaj się jeszcze raz z tym co napisał Pan Rafał. Potem przestudiuj blog Gwiazdowskiego i stronę Mises.pl. Będziesz wówczas ekonomistą :)

Ekonomista pisze...

@przemofree: warto nauczyć się podstawowych definicji ekonomicznych a dopiero później się wypowiadać.

56,3 proc. o których piszesz to dług sektora general government (instytucje rządowe i samorządowe) - czyli dług mierzony metodologią unijną, a progi odnoszą się do "państwowego długu publicznego".

W 2011 r. dług general government wynosił 56,3 proc. PKB, a państwowy dług publiczny wynosił 53,5 proc. Różnica pomiędzy nimi wyniosła więc 2,8 pkt proc. W 2010 r. różnica wynosiła 2 pkt proc. a w 2009 r. 1 pkt proc.

W latach 2001 - 2002 różnica była przeciwna - dług liczony metodologią unijną był ponad 1 pkt proc. większy niż krajowy. Od samego początku różnica z roku na rok się zmniejszała, aby w 2006 r. praktycznie zniknąć, a w 2007 r. pojawić się z przeciwnym znakiem (dług unijny większy niż krajowy) - str. 97 http://www.mf.gov.pl/_files_/dlug_publiczny/obligacje_hurtowe/raporty_roczne/raport_roczny_2011.pdf

Widać więc że tendencje do wzrostu długu unijnego bardziej niż krajowego utrzymuje się od ponad 10 lat i trudno zarzucać Rostowskiemu że to on za tym stoi. Przydałoby się więcej rzetelności ze strony niektórych komentatorów.

Skąd kolego wziąłeś dane o planowanym wzroście zadłużenia w kolejnych latach? Wg. mojej wiedzy zadłużenie ma zbliżać się do 50 proc. PKB a nie jak sugerujesz.

przemofree pisze...

@ Ekonomista

To o czym piszesz jest dla mnie oczywiste. Niemniej znam ponadto przyczyny tego nieprzypadkowego wzrostu wskaźnika liczonego metodą unijną. Nie są one związane ani z rządami Belki, ani Marcinkiewicza, ani Kaczyńskiego ale właśnie z rządami TUSKA. Więc nie opowiadaj tu o trendach i innych banialukach, tylko o m.in. funduszu drogowym, czy kupowaniu przez samorządy bonów skarbowych, co obniża dług liczony wg metodologii krajowej.
Powtarzam - wzrost zadłużenia liczonego bardziej poprawnie, a więc metodologią unijną do 58,5% na koniec 2013 spowodowałby niemożność ukrycia aż tylu kolejnych miliardów przez rostowskiego. No więc posuwają się dalej w KREATYWNEJ KSIĘGOWOŚCI - bo tak należy podsumować proponowane zmiany.

A skąd 58,5%? Dołóż sobie wzrost długu o 31 mld zł w 2012 do 859 na koniec 2011 przy wzroście PKB o 2,7% oraz kolejne 40 mld zł, przy wzroście PKB o 1,5% w 2013 i uzyskasz 930/1590 = 58,5%.
Oczywiście są to założenia dość optymistyczne, gdyż ja zakładam w 2013 raczej wzrost na poziomie 0,5%. W takim wypadku wpływy z podatków mogą bardzo rostowskiego zaskoczyć i skala kreatywnej księgowości będzie musiała być BARDZO DUŻA!!!

Rafał Hirsch pisze...

jedna uwaga do ciekawej dyskusji. Jak liczymy dług do PKB, to przyrosty PKB powinny być nominalne, a nie realne, czyli nie 2,7%, tylko bardziej około 6% - 7% i nie 1,5% tylko bardziej 4% - 5%. pzdr.

fanbloguhirscha pisze...

Daremne żale Panie Hirsch. Rostowski zrobi i tak co będzie chciał. Generalnie zgadzam się z Panem (oprócz tego że Jaruzelskiego nie zastrzelili bo był prąd, wiadomo że to luźna przenośnia, ale jeszcze jakiś nawiedzony czytelnik uwierzy)
Trzeba sobie zadać pytanie czy progi ostrożnościowe są cokolwiek warte. Zbankrutować można mając dług 1% do PKB, wszyscy wiemy że chodzi o wiarygodność i globalne kaprysy a nie o poziom długu.
Generalnie długi były są i będą chyba, że ktoś wymyśli coś lepszego niż kapitalizm.
A jeśli chodzi o Rostowskiego to wiadomo w budżecie niedługo nie będzie żadnych wydatków a dług będzie rósł :D Taka to kreatywna księgowość.

przemofree pisze...

@ R. Hirsz

Racja już się poprawiam:
Koniec 2011:
Dług wg metodologii UE: 859 mld
PKB: 1525
Wskaźnik: 56,3%

Koniec 2012:
Dług wg metodologii UE: 934 (całość deficytu 75 mld - jako, że nie jest to wyłącznie deficyt budżetowy)
PKB: 1627 (realny 2,7% + inflacja 4%)
Wskaźnik liczony metodą unijną: 57,4%

Koniec 2013:

Dług wg metodologii UE: 1014
PKB: 1708,5
Wskaźnik: 59,3%

I to wszystko jest policzone przy dość optymistycznych założeniach, bo wg mnie wpływy z podatków ZUS, PIT i VAT będą ostro spadać, a zasiłki będą miały tendencję zwyżkową hamowaną jedynie przez ograniczenia tuska + rostowskiego.

rostowski z tuskiem zaksięgują tak, że wyjdzie 54% w 2012 i 54,5% w 2013. Tyle, że "rynki finansowe" się na żartach nie znają, a ekonomia jest nieubłagana. Docieramy do sufitu zadłużenia, które mogliśmy pobrać. Cała reszta odbije się w dramatycznie słabnącej złotówce. Chcemy czy nie chcemy.

tsbuiosu pisze...

"Generalnie długi były są i będą chyba, że ktoś wymyśli coś lepszego niż kapitalizm."
Przecież nie mamy kapitalizmu :(. Normalnie długi nie powinny być tak duże i tak długotrwałe. Jak rozkręcam firmę to staram się tyle wziąć, żeby jak najszybciej wyjść z długu a nie mówić wierzycielowi "no, oddam ci przy okazji", a co jakiś czas w razie niepowodzenia mówić pracownikom "wiecie, dług rośnie ale tutaj tak zrobimy że tego nie będzie widać więc..." więc co? Taki pracodawca nie będzie miał z czego wypłacić wynagrodzeń bez kolejnego kredytu. W jakiejkolwiek firmie ktoś, kto tak podchodzi do finansów i nimi zarządza, zostałby wywalony na zbity pysk. To jest kapitalizm.

Mateusz Całka pisze...

Gdybyśmy mieli wolnorynkowy kapitalizm to słowa Roberta Townsenda przemieniłyby się w rzeczywistość: "Gdyby prezes lub księgowy prywatnej spółki tak zarządzał finansami firmy jak robią to ministrowie finansów krajów demokratycznych, to żaden z nich nie uniknąłby więzienia".
Gdyby uczony w Excelu (nazwa wymyślona przez prof. Rybińskiego) kuglarz Rostowski pracował w Enronie to zarabiałby krocie i pewnie opóźnił ogłoszenie bankructwa o kilka miesięcy. W Polsce rząd posunął się już nawet do kradzieży kasy z ZUS (nie chodzi mi o OFE, które skubnął wcześniej) i obeszło się nawet bez większej awantury i ludzi na ulicach, zatem dostali zielone światło dla większego złodziejstwa.
Sam fakt, że rządy muszą się tak napocić i nakombinować w wirtualnej gospodarce, żeby utrzymać się na powierzchni wraz z przyjemnymi dla oka niekumatego wyborcy statystykami, pokazuje tylko w jak chorym systemie żyjemy.
To niewolnictwo, gdzie mała grupa globalnych lichwiarzy pożycza każdemu wirtualną walutę bez pokrycia aż długi stają się niemożliwe do spłacenia. A sami lichwiarze żyją jak półbogowie z produkcji niczego... Zdaje się Alan Greenspan powiedział, że nie można utrzymać państwa opiekuńczego bez odebrania ludziom prawa gospodarowania swoim majątkiem oraz obrony przed państwem. Jak wiadomo bankierzy kochają wszelkie państwa opiekuńcze mniej lub bardziej totalitarne, chętnie pożyczali Hitlerowi i bolszewikom, jednocześnie chwaląc ich przed wojną w kontrolowanej przez siebie prasie.

I niech nikt nie próbuje wmawiać, że bez magicznego kredytu z powietrza nie mielibyśmy gdzie mieszkać. Jakim to jest absurdem to widać po historii USA i działaniom ojców założycieli tego niegdyś wielkiego i wolnego kraju przeciw bankowemu kartelowi (wtedy głównie Rotszyldów). Byli bardzo przeciwko bankom centralnym, a Franklin i Jefferson jasno wypowiadali się o niebezpieczeństwach zbyt dużej władzy prywatnych banków (Jefferson powiedział, że prywatny bank może być bardziej niebezpieczny od najsilniejszej armii). Prezydent Franklin doprowadził do likwidacji Pierwszego Banku Ameryki (znów rodzinka Rotszyldów), za co próbowano go zabić. To nie żadne teorie spiskowe tylko historia, której nikomu się nie chce uczyć. Dzisiejsze szkoły nie kształcą, tylko produkują posłusznych niewolników.

GrzegorzS pisze...

Oczywiście nie znam historii ani w ułamku, jak Pan Mateusz, natomiast komentarz bardzo mi się podoba. Moje zdanie w tej kwestii jest bardzo zbliżone. Bardzo dobry komentarz. Szkoda że nasi politycy mają tak niski poziom intelektualny i są tacy egoistyczni. Ale jakby dać im flagę narodową to będą z nią maszerowali na na czele. Banda łgarzy!

Cezary Wójcik pisze...

Panie Rafale,
Pragnę uspokoić wszystkich, co do długu publicznego powstałego z tytułu emisji obligacji rządu centralnego. Długi miast i emitentów lokalnych faktycznie pożyczkobiorcy muszą spłacać, ale nie rząd polski. :-) Polska jako emitent auwerennej waluty ma możliwość spłaty każdej wielkości długu denominowanego w polskich złotych. Proszę się nie martwić :-). Nie ma takiej potrzeby. Nikt nie musi spłacać długu rządu centralnego.

Co do długu zagranicznego NBP hedguje swoją ekspozycję na forexie. Nie znam szczegółów, ale wygląda na to, żę Polska ma rezerwy walutowe przekraczające dług zagraniczny o jakieś 30 mld PLN. Polska ma wystarczające (nieograniczone) zasoby finansowe własne, więc zadłużanie się zagranicą nie ma żadnego sensu ekonomicznego. Pozdrawiam.