2013 - 10 najważniejszych wydarzeń na świecie

1. NIERÓWNOŚĆ DOCHODOWA
1 proc. najbogatszych bogaci się bardzo szybko, cała reszta społeczeństwa nie bogaci się prawie wcale, a biedni stają się coraz biedniejsi. Kiedy parę lat temu krzyczał o tym ruch Occupy Wall Street świat tłumaczył sobie, że to socjalistyczny populizm. W 2013 r. świat finansów dostrzega jednak to samo, a do tego odkrywa, że zbyt duże rozwarstwienie dochodów jest złe dla gospodarki. Najbogatsi nie zwiększają konsumpcji (bo nie muszą), a swoje nadwyżki inwestują na rynkach finansowych bez korzyści dla realnej gospodarki, najbiedniejsi nie zwiększają konsumpcji, bo nie mają pieniędzy. W świecie, w którym kryzys bierze się z wywołanej strachem o przyszłość zmniejszonej konsumpcji takie rozwarstwienie dochodowe jest wyjątkowo niekorzystną okolicznością. Fakt, że w 2013 r. świat bankierów i ekonomistów sobie to uświadomił jest moim zdaniem wydarzeniem roku.
2. BITCOIN
Wirtualny instrument finansowy, przez niektórych nazywany walutą, niezależny od państw, rządów i banków centralnych. Na początku roku bitcoin kosztował 13 dolarów, na początku grudnia sięgnął 1240 dolarów (po tym jak Ben Bernanke powiedział, że w przyszłości waluty wirtualne mogą być pożyteczne). Rok kończy w okolicach 750 dol. (po tym jak Chińczycy dość kategorycznie odradzili swoim bankom spekulacje na bitcoinie). Nawet po grudniowym spadku, licząc od początku roku, bitcoin dał 5669 proc. zysku. Spekulacyjny strzał roku.

3. FED ROBI KROK W TYŁ

Krok w tył, w slangu rynkowym taper albo tapering, czyli początek odwrotu od prowadzonej przez cztery lata w USA polityki łatwego pieniądza. Majowa sugestia, że to nastąpi, wywołuje największe w tym roku wstrząsy na rynkach akcji i obligacji wielu państw, bo inwestorzy boją się, że kiedy w USA zaczną rosnąć stopy procentowe, kapitał z krajów rozwijających się ucieknie do Nowego Jorku. Przez kolejne pół roku FED tłumaczy, że do podwyżek stóp jest jeszcze bardzo daleko. Zapowiadany taper następuje w grudniu i żadnej katastrofy nie wywołuje. Majowa sugestia była ważniejsza, bo stanowiła większe zaskoczenie. Rozpowszechnione na początku 2013 założenie, że FED już nigdy nie wycofa się z prowadzonej przez siebie kontrowersyjnej polityki z ostatnich lat okazało się błędne.

4. WIDMO DEFLACJI

Rok 2013 kończymy z inflacją w Polsce na poziomie 0,6 proc., w strefie euro też grubo poniżej 1 proc., w USA tuż powyżej 1 proc. Do deflacji jest blisko, a państwa południa Europy mają ją już od wielu miesięcy. W Europie Środkowej Czechy i Ukraina są na progu deflacji, a inflacja na Węgrzech spadała w bardzo szybkim tempie. To niedobrze, bo deflacja zamraża aktywność gospodarczą – po co coś kupować teraz, skoro za chwilę będzie taniej, jeśli kupujących jest mniej, to po co inwestować i zwiększać produkcję, skoro nie ma potrzeby inwestowania, to po co zatrudniać ludzi w firmach. Brak inflacji to także często konieczność obniżenia stóp procentowych do zera, co z kolei powoduje, że oszczędzanie traci sens. Jeśli deflacja trwa długo, wartość pieniądza w czasie przestaje rosnąć. Dlatego widmo deflacji jest niebezpieczne.

5. CYPR
Na wiosnę pierwszy raz w historii strefa euro postanawia ratować bankrutujące państwo prywatnymi pieniędzmi ulokowanymi na bankowych depozytach. Aby depozyty nie uciekły banki zostają zamknięte, a swobodny przepływ kapitału zawieszony. Przez pewien czas Cypr teoretycznie jest częścią wspólnego obszaru walutowego, ale w praktyce jest z niego wyizolowany. Unia zapewnia, że to wyjątkowy przypadek, ale chyba nie wszyscy w to wierzą. 2013 pokazał, że w strefie euro można stracić pieniądze ulokowane w banku.

6. MANIPULACJE MAGAZYNAMI
W 2013 okazuje się, że tak naprawdę nie wiadomo, ile w światowych magazynach jest miedzi, aluminium itp. Handel surowcami na świecie odbywa się na kilku giełdach towarowych. Giełdy te korzystają z certyfikowanych, ogromnych magazynów. Większość tych magazynów należy do dużych amerykańskich banków. Banki, aby wywołać wzrost albo spadek cen surowców na giełdach (i zarobić na tym), oszukują podając błędne dane o tym ile danego towaru jest w magazynie, aby skomplikować dochodzenie, tony aluminium krążą codziennie pomiędzy magazynami, tworząc sztuczne wrażenie ruchu w interesie. Sprawa się wydała. Moim zdaniem to afera roku. Amerykański rząd niedawno nakazał bankom sprzedaż biznesu magazynowego.

7. SECULAR STAGNATION
Największa gospodarka świata – USA – od kilkunastu lat gaśnie, a okresy wzrostu zawdzięcza tylko bańkom spekulacyjnym (internetowej 15 lat temu, nieruchomościowej 10 lat temu). W listopadzie Larry Summers – były doradca ekonomiczny Obamy – szokuje świat swoją hipotezą (choć nie on ją wymyślił, inni pisali o tym wcześniej, ale on wrzucił ją do "ekonomicznego mainstreamu"). Przyczyny gaśnięcia to niekorzystna demografia i zahamowanie rozwoju technologicznego – internet wynaleziono jakieś 20 lat temu i potem już nic nowego. Jak to zmienić – nie wiadomo. No chyba, że pojawią się jakieś nowe wynalazki, w tym kontekście wymienia się najczęściej drukarki 3D i gaz łupkowy.

8. REKORDY I HOSSA
W 2013 indeksy giełd amerykańskich biją swoje rekordy wszech czasów wracając ponad poziomy z 2007 roku. Indeks S&P500 zyskuje blisko 30 proc., giełda niemiecka rośnie o 25 proc., brytyjska o 18 proc., a japońska aż o 57 proc. To wszystko w roku, w którym rynek ma do dyspozycji tylko nadzieję na wyjście głównych światowych gospodarek z kryzysu. Ale rynek dyskontuje przyszłość i faktycznie pod koniec 2013 sytuacja gospodarcza w USA, Japonii, Chinach, a nawet w Europie wygląda dużo lepiej niż pod koniec 2012. Kto się nie bał i zaryzykował, mógł dużo zarobić.

9. UKRAINA
W 2013 ukraińska polityka dotowania obywateli przez sztuczne obniżanie cen gazu i braku jakichkolwiek reform doprowadza państwo na skraj bankructwa. Kiedy rezerwy walutowe potrzebne do podtrzymywania kursu hrywny prawie się kończą, okazuje się, że państwo jest zależne od widzimisię głównego partnera handlowego, czyli Rosji. W efekcie Ukraina musi zrezygnować ze stowarzyszenia z Unią Europejską, bo takie jest oczekiwanie Moskwy wyrażone w finansowym szantażu. Po spełnieniu rosyjskich oczekiwań Ukraina dostaje z Moskwy pieniądze, dzięki którym uniknie bankructwa w 2014 r.

10. BEN BERNANKE I JANET YELLEN

Kadencja Bena Bernanke, jako szefa FED kończy się w styczniu 2014, ale tak naprawdę era Bernanke skończyła się w 2013 r. Od paru miesięcy wiadomo, że jego następczynią będzie Janet Yellen. Odchodzi kluczowa dla świata przez ostatnich 5 lat postać, która uratowała amerykański system finansowy przed zapaścią, dzięki czemu mieliśmy na świecie "tylko" zwykły kryzys, zamiast powtórki z lat 30. XX wieku. Janet Yellen będzie teraz starać się powoli wycofywać się z nadzwyczajnej polityki swojego poprzednika i "przywracać normalność". Pierwsze podwyżki stóp procentowych w USA są spodziewane gdzieś pod koniec 2015 r., może na początku 2016 r.



Ogłoszenie w sprawie nowej, świetnej koncepcji.



Panie i Panowie,

Niniejszym ogłaszam powrót mego jakże cennego memu sercu bloga do życia. Tej cudnej okoliczności towarzyszy jednakże niesamowite wręcz przeistoczenie. Otóż nowe y lepsze życie bloguś mój będzie wiódł pod zupełnie innym adresem zameldowania. Jawi nam się więc oto powrót z przeprowadzką.
Moja nowa wizytówka to: http://www.tvn24.pl/rafal-hirsch,87,m 
Najtęższe mózgi analityczne mogą zauważyć, że nowy adres należy do koncernu medialnego, który zresztą od blisko 10 lat mnie zatrudnia i dostarcza stałego przychodu. Faktycznie istnieje koncepcja, zgodnie z którą teraz już nie będę pisał bloga PO pracy, tylko będę go pisał W pracy. Zgodnie z tą jakże prześwietną koncepcją blog ma zyskać na regularności i nie stracić na jakości kontentu. To po prostu oczywiście niesamowite ! ;)  A obecny adres http://rafalhirsch.blogspot.com/  - no cóż. Niewykluczone, że zostanie przesunięty do ZUSu, a potem umorzony. Może nawet w ramach mechanizmu suwaka. W każdym razie nowych wpisów tutaj już nie będzie (mogę zmienić zdanie jeśli inflacja w strefie euro sięgnie 6,5%)

Łącze ukłony, Wasz Rafał Jan. ( tak mam na drugie imię) ( w sensie Rafał to pierwsze imię, drugim jest tylko Jan)

P.S.1
Ofkors pisanie bloga nie będzie moim jedynym obowiązkiem służbowym, nie, nie, aż tak genialna ta koncepcja nie jest. 

P.S.2
Szczęśliwego Nowego Roku!

OFE mają za dużo akcji. Będą musiały trochę sprzedać.




Wyobraź sobie, że jesteś zarządzającym w otwartym funduszu emerytalnym. Zostało ci dwa i pół miesiąca starej ery. 31 stycznia rozpocznie się nowa era. Do 31 stycznia musisz spełnić kilka warunków, których (wiele na to wskazuje) teraz jeszcze nie spełniasz.

Po pierwsze ,31 stycznia według projektu ustawy udział w portfelu funduszu obligacji skarbowych, drogowych i innych papierów gwarantowanych przez państwo nie może być mniejszy niż 3 września.



Tabela poniżej pokazuje jak zmienił się udział obligacji rządowych, drogowych i innych gwarantowanych przez państwo w ciągu września i października. Jeśli jesteś z Aviva OFE to nie masz problemu. Jeśli jesteś z każdego innego funduszu to masz, bo od września do końca października udział wymienionych aktywów w twoim portfelu znacznie spadł. Masz 2 i pół miesiąca na to, żeby ten udział znów podnieść.

Aby udział obligacji wrócił do poziomu z początku września musisz dokupić obligacji. Ale nawet jeśli je dokupisz, to cel osiągniesz tylko jeśli w tym samym czasie nie będziesz kupować akcji na giełdzie. Nie kupuj więc akcji. Nawet jeśli będą tanieć, przez te dwa i pół miesiąca raczej nie masz możliwości ich kupna, bo ich udział w portfelu masz za wysoki względem obligacji. Dlatego najlepiej jakby akcje potaniały – wtedy ich wartość w portfelu automatycznie spadły. Jeśli będą drożeć, niewykluczone, że będziesz musiał ich nawet trochę sprzedać (co swoją drogą samo w sobie powinno zahamować wzrosty).



Nie jesteś sam. Taka nierównowaga jest w prawie wszystkich OFE, a aby dojść do wymaganego udziału obligacji ich wartość łącznie we wszystkich funduszach wg danych na koniec października powinna być większa o 4,75 mld PLN. Tyle trzeba będzie przełożyć w obligacje z innych miejsc. No chyba, że akcje potanieją. To wtedy mniej.

Po drugie, jak już osiągniesz odpowiednią strukturę aktywów na 31 stycznia, to po chwili zabiorą ci 51,5% tych aktywów. Akcji nie ruszą, zabiorą tylko obligacje, a jak ich nie wystarczy to w drugiej kolejność wezmą też papiery bankowe, względnie gotówkę, a może nawet obligacje komunalne. Ale akcji na pewno nie ruszą, chcą ci je zostawić. Po tej operacji to co ci zostanie musi być zainwestowane w akcje w co najmniej 75%, ale jednocześnie udział akcji w twoim portfelu nie może przekraczać 90%.



Dodatkowo będziesz codziennie poddawany pomiarowi i porównywany z nowym benchmarkiem (jest już projekt rozporządzenia MF o benchmarku), w którym udział WIG, czyli udział akcji wynosi 80%



Czyli najlepiej gdybyś po 31 stycznia miał w akcjach 80% portfela. Wygląda na to, że według stanu na 31 października akcji masz zdecydowanie za dużo. To chyba musisz trochę sprzedać. Albo liczyć na to, że będą spadki i ich wartość spadnie. Łącznie udział akcji w portfelach OFE po operacji przeniesienia 51,5% aktywów do ZUS wg stanu na koniec października wynosiłby 89,1%. Jest prawie pewne, że wiele funduszy na koniec stycznia będzie chciało mieć w portfelu mniejszy udział akcji.


Najgorsza sytuacja z możliwych jest taka, że jesteś z Pekao OFE (93,2% w akcjach), ING (91,6% w akcjach), albo PZU (92,1% w akcjach), a akcje dalej drożeją. Wtedy nie masz wyjścia i akcje musisz sprzedawać, bo w lutym przekroczysz dopuszczalny ustawowo limit.

Nie da się ukryć, że w takiej sytuacji najlepiej zacząć sprzedawać akcje już jakiś czas przed 31 stycznia. (wg danych na koniec października ING ma akcji „za dużo” o 583 mln PLN, PZU o 411 mln PLN, a Pekao o 71 mln PLN. Łącznie te trzy fundusze powinny do końca stycznia sprzedać akcje za 1065 mln PLN, chyba, że zaczną się spadki i akcje zaczną tracić na wartości). Najfajniej byłoby sprzedawać na rosnącym rynku, z dużą liczbą kupujących z drugiej strony. Niestety wiele wskazuje na to, że nie będzie tam twoich kolegów z innych OFE. Będą po tej samej stronie co ty i też będą sprzedawać akcje. Podobni jak ty, mają na to 2 i pół miesiąca.



Jeśli wszyscy na koniec stycznia będą chcieli mieć w akcjach tylko 80% portfela, to wg stanu na koniec października musieliby sprzedać akcje za 13,4 mld PLN. Całkiem niezła podaż, jak na polski rynek.

OFE kontra wpływowe grupy nacisku

Wydawać by się mogło, że w debacie o zmianach w OFE padły już wszystkie możliwe argumenty za i przeciw. Tymczasem w bardzo ciekawym opracowaniu PKO BP na ten temat jest jeden ciekawy wątek, o którym wcześniej nigdzie nie słyszałem i sam tez na to nie wpadłem. Otóż jedną z korzyści wynikających z istnienia OFE było to, że jak rząd wydawał pieniądze pokrywając koszty funkcjonowania tego systemu (to  główny zarzut przeciwników OFE - system zbyt dużo kosztuje), to nie mógł już tych pieniędzy wydać na coś innego, a w domyśle, nie mógł ich zmarnować.



W takim kontekście na istnieniu OFE traciły najbardziej różne "wpływowe grupy nacisku", które mogłyby wytargować od rządu jeszcze więcej pieniędzy, gdyby rząd nie był przyciśnięty do finansowej ściany faktem istnienia OFE. Ciekawy punkt widzenia.

Fiskalizm w Polsce

Wygląda na to, że Polska ma jednej z najniższych podatków w Unii Europejskiej, a stopień aktywności państwa w gospodarce, mierzony wydatkami państwa w stosunku do PKB, też jest dość skromny na tle innych. Dane potrzebne do wyciągnięcia takich wniosków opublikował wczoraj Eurostat. 

Oto z lewej strony lista państw wg udziału dochodów państwa (czyli głównie podatków i składek ubezpieczeniowych) w PKB,  a z prawej strony lista państw wg udziału wydatków państwa w PKB ( dane za 2012)



Polska jest na ósmym miejscu wśród 28-u państw Unii jeśli chodzi o dochody państwa, czyli inaczej mówiąc jeśli chodzi o stopień fiskalizmu. Nawet wyżej, bo na siódmym miejscu jesteśmy pod względem państwowych wydatków. To chyba trochę w poprzek przekonań większości Polaków.

W całej Unii zdecydowanie najmniej fiskalizmu mamy na Litwie. Bułgaria, Słowacja, Łotwa i Rumunia są niedaleko z tyłu. Z drugiej strony listy mamy Skandynawię - w Danii, Finlandii i Szwecji zarówno wydatki, jak i dochody państwa przekraczają 50% PKB. Podobnie wygląda Francja i Belgia.

Nie widać natomiast żadnej korelacji pomiędzy poziomem fiskalizmu, a podatnością na kryzys w ostatnich latach. Grecja i Włochy to kraje raczej bliżej Danii niż Litwy, ale na przykład Irlandia, a nawet Hiszpania wygląda zdecydowanie bardziej "liberalnie". A Portugalia tak jakoś pośrodku. Czyli może ten stopień fiskalizmu w ogóle nie jest aż taki ważny ? :)

Rząd vs.inwestorzy: 28,6 mld PLN w jedną stronę, 12 mld PLN w drugą (czyli ciekawy tydzień)



Rozpoczyna się bardzo ciekawy tydzień dla ministra finansów. Do piątku minister wykupi z rynku obligacje za 19,6 mld PLN. Dodatkowo w tym tygodniu minister wypłaci posiadaczom obligacji roczne odsetki w wysokości 8,77 mld PLN ( plus 79 mln USD z trzech serii obligacji dolarowych). Z drugiej strony we wtorek minister organizuje przetarg na którym chce sprzedać nowe obligacje. Chce ich sprzedać za 12 mld PLN. Te 12 mld to absolutny rekord Polski.

Dotychczasowy rekord to 10 mld PLN podaży na przetargu w kwietniu tego roku. Na tym samym kwietniowym przetargu padł też rekord Polski jeśli chodzi o popyt na obligacje. Chętni byli wtedy gotowi kupić polskie papiery skarbowe za 25,5 mld PLN. Potem jednak z popytem na polski dług było coraz gorzej, a na ostatnim przetargu stosunek popytu do podaży był najniższy od wielu lat



Z drugiej strony te duże przetargi, organizowane w momencie, w którym rząd wykupuje z rynku jakąś dużą serię obligacji, zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem – banki i fundusze, które właśnie dostały gotówkę od rządu natychmiast chciały ją zainwestować w kolejne obligacje. Popyt na wtorkowej aukcji powie nam dużo o tym jak rynek widzi polski dług i czy zamieszanie wokół OFE, a zwłaszcza kontrowersje z planowanym umorzeniem obligacji za ponad 120 mld PLN zaszkodziły nam, czy nie. Swoją drogą, ciekawe czy same OFE będą chciały kupić nowe obligacje rządowe (na razie ciągle jeszcze mogą to robić).

Ciekawe też, co banki i inni inwestorzy zrobią z resztą gotówki, którą dostaną z tytułu wykupu jednej serii obligacji i odsetek od kilku innych serii. Nowa emisja obligacji to maksymalnie 12 mld PLN, a rynek w tym tygodniu dostanie od rządu łącznie 28,6 mld PLN. Czyli nawet zakładając sukces aukcji (to moim zdaniem scenariusz bazowy), po wejściu 12 mld w nowe obligacje, na rynku zostaje 16,6 mld PLN. Dokąd popłyną ? Zapewne pojawią się na rachunkach banków w NBP, albo odnajdziemy je w zwiększonym popycie na tygodniowe bony pieniężnej emitowane przez bank centralny. Ale dla sektora prywatnego to może być dobra okazja na znalezienie finansowania dla swoich inwestycji. Na przykład poprzez emisje obligacji korporacyjnych, kierowanych w stronę banków. I chyba nawet wiedzą to w Kompanii Węglowej, w PKP PLK, w PKP Energetyka, czy w JSW.  
Można zakładać, że im mniejszy będzie popyt na obligacje rządowe we wtorek, tym większa jest ochota w bankach i wśród innych inwestorów na zwiększenia w swoich portfelach udziału obligacji korporacyjnych kosztem obligacji rządowych.

Najciekawszy ekonomiczny Nobel od lat



Tegoroczne Noble z ekonomii są moim zdaniem niesamowite. Nie słyszałem do tej pory, żeby ktoś gdzieś na świecie wręczył nagrodę dwóm osobom (trzeciego Hansena pomijam, bo jest niekontrowersyjny), które nie dość, że razem nie współpracowały, to jeszcze doszły w danym temacie do zupełnie różnych wniosków, z których ten późniejszy w dużej części obalał ten wcześniejszy.

Eugene Fama w latach sześćdziesiątych opracował teorię rynku efektywnego. To jeden z filarów działania giełd. Do dziś często mówimy, że „rynek coś zdyskontował”, że coś „jest już w cenach”. To codzienne przejawy działania właśnie tej teorii, która mówi, że na wycenę aktywów na rynku wpływają wszystkie informacje, które tych aktywów fundamentalnie dotyczą. Czyli mówiąc inaczej rynek bardzo szybko „wycenia” wszystko, co dotyczy danych akcji, walut, czy surowców. W związku z tym inwestor nie ma szans „wygrać” z rynkiem. To z kolei oznacza, że wszelkie aktywne fundusze inwestycyjne pobierające wysokie prowizje i obiecujące, że zarobią więcej niż średnia na rynku też nie mają sensu. Fama w ten sposób dał podwaliny pod rynek funduszy pasywnych, które po prostu odwzorowują strukturę rynku bez aktywnego inwestowania i, co kluczowe, bez związanych z tym prowizji za zarządzanie. W funduszach pasywnych jest dziś na świecie ulokowanych 7 bilionów dolarów i to na pewno jest zasługa Famy. Tyle, że Fama doszedł też do wniosku, że skoro rynek dyskontuje wszystkie informacje, a inwestor na tym rynku posiadający te informacje zachowuje się racjonalnie, to nie do pomyślenia są bańki spekulacyjne, bo to przecież nieracjonalne.

Jak oczywiście wiemy bańki spekulacyjne na giełdach się zdarzają, są nawet przyczynami kryzysów finansowych. To w tym kontekście Shiller już w latach 80-tych „poprawił” teorię Famy. Shiller był zwolennikiem podejścia behawioralnego, mówiącego o tym, że inwestor podejmuje decyzje także pod wpływem emocji, a więc często są one nieracjonalne. Właśnie taka rynkowa nieracjonalność prowadzi do sporych wahań i do baniek spekulacyjnych na rynkach akcji czy też nieruchomości.

I Shiller i Fama są aktywnymi komentatorami rzeczywistości do dzisiaj i często ze sobą się nie zgadzają. Mają zupełnie inne poglądy na przykład na politykę Obamy, czy amerykańskiego FEDu. Teraz dostali wspólną nagrodę.

Lubię myśleć o tegorocznych Noblach ekonomicznych jak o podkreśleniu faktu, że nauka dotycząca ludzi i ich zachowań musi ewoluować tak samo, jak zmieniają się ludzkie zachowania. Fama w 1965 miał rację, a w 1981 w pewnej części już jej nie miał, bo zmieniła się rzeczywistość. Ale inne elementy tego, co napisał w 1965 nadal są niepodważalnym fundamentem myślenia o rynkach.  Wskazanie błędów w czyimś rozumowaniu sprzed lat nie oznacza odrzucenia całości obowiązującej do tej pory teorii, a raczej jej uzupełnianie o nowe fakty, potwierdzone nowymi badaniami w nowych warunkach. Dotyczy to też całej masy innych sporów, które są dziś toczone w ekonomii. O to, czy bank centralny powinien „drukować” pieniądze, czy nie powinien ? Czy w ogóle jest w stanie w ten sposób na cokolwiek wpłynąć i co to dokładnie oznacza ? Czy dług publiczny jest szkodliwy, czy w niczym nie przeszkadza ? Czy jeśli jest szkodliwy, to od jakiego poziomu i czy zawsze jest tak samo szkodliwy niezależnie od innych warunków ? Czy wysokie i progresywne podatki służą gospodarce, czy jej szkodzą ? Czy płaca minimalna zwiększa bezrobocie, czy jednak w specyficznych warunkach potrafi je zmniejszać ? We wszystkich tych sporach ich strony często atakują się w sposób zajadły i dość ślepy, trzymając się kurczowo swoich ideologii i dogmatów i nie patrząc na ogólnodostępne dane empiryczne. Może Nobel dla Shillera i Famy to wskazówka, że nic nie jest czarno-białe, żadna teoria ekonomiczna nie jest jedynie słuszna od początku do końca i wszystkie podlegają stopniowym przekształceniom, a dyskusja ekonomiczna nie powinna polegać na wzajemnym przekrzykiwaniu się zwolenników chociażby Keynesa i Hayeka (tak jak to ma obecnie miejsce w USA w przypadku Demokratów i Tea Party). Może chodzi o to, żeby się aż tak nie kłócić, bo nadmiar kłótni jest nieracjonalny, zwiększa koszty i zmniejsza efektywność :)

Okej, rozmarzyłem się. Oni dostali tego Nobla po prostu za „empiryczną analizę cen aktywów”.