USAA+ dzień pierwszy


Wczoraj oczekiwałem trzech interwencji, doczekaliśmy się dwóch.

ECB zaczął skup obligacji włoskich i hiszpańskich. Wg szacunków wydał na to 8 – 9 mld EUR. Interwencja była udana, bo rentowności spadły. Hiszpańskie z 6,02% do 5,12%, włoskie 6,08% do 5,27%. Krótkoterminowo więc problem wypadnięcia Włoch i Hiszpanii z rynku został przesunięty na drugi plan. Pozostaje kwestia wypłacalności Grecji, której pod koniec sierpnia skończą się pieniądze które dostała w czerwcu. Docelowego rozwiązania, czyli europejskiego funduszu ratunkowego EFSF ciągle nie ma, politycy ciągle się kłócą w jakie pieniądze go wyposażyć. Wg Royal Bank of Scotland poniżej 3,5 bln EUR nie będzie to miało sensu : 

LONDON, Aug 08 (Reuters) - In order to dispel fears of contagion, Europe's bailout fund, the EFSF, should be expanded to around 3,5 trillion euros, including lending and buying capacity as well as guarantees, according to RBS.

Tymczasem pod koniec sierpnia trzeba będzie kombinować dla Grecji kolejną prowizorkę za kilkanaście miliardów EUR na miesiąc – dwa.

Druga interwencja, dotycząca CHF była słowna, ze strony szwajcarskiego rządu i nastąpiła po 18, kiedy kurs EUR/CHF zszedł poniżej 1,0650. Dwie godziny później byliśmy powyżej 1,0750 i tyle. Bo słowne interwencje to teraz już za mało.

Myślałem, że jakiś uspokajający ruch wykona też FED. Nic takiego nie nastąpiło i może po części dlatego amerykańskie indeksy pospadały tak koszmarnie. S&P500 zleciał o 6,7%. Najbardziej – o 20% - spadł Bank of America, od którego AIG chce 10 mld USD. Nie da się ukryć, że w takich czasach tyle pieniędzy może ten bank zabić, albo co najmniej poważnie osłabić.

Nowym tematem dyżurnym powoli stają się rozważania, które kraje europejskie dostaną niższy rating w ślad za USA. Na topie są Francja i Wielka Brytania. Co do tej drugiej jest plotka, że jeśli w środę Bank of England obniży prognozę wzrostu gospodarczego ( bo ma przedstawiać takie prognozy ) to przesądzi to o obniżce ratingu. Bank of France już dziś pokazywał gorsze prognozy dla Francji. Kraj ten notował dziś rekordowo wysokie notowania swoich CDS, a różnica w rentownościach między obligacjami Francji i Niemiec sięgnęła ostatnio nie widzianych 87 punktów bazowych ( choć oczywiście rentowność francuskich obligacji na poziomie 3,13% to ciągle zupełnie coś innego niż obligacje włoskie czy hiszpańskie )    

Dzięki kryzysowi rosną szanse na tańsze paliwo. Ropa Brent potaniała dziś o ponad 6 USD do 103,30 USD, jest więc najtańsza od lutego. Przeliczając na złotówki baryłka na koniec czerwca kosztowała 308 PLN, na koniec lipca 328 PLN,  a wg cen dzisiejszych już tylko 292 PLN. O 11% mniej niż 7 sesji temu.

Jutro wieczorem posiedzenie FED i rynek obstawia, że dowiemy się o tym, że FED będzie podtrzymywał swoją dotychczasową politykę jeszcze przez bardzo „extended period”. Rosną apetyty na rynku, aby FED coś wspomniał o ewentualności QE3, ale nie ma gwarancji że stanie się to już jutro.Są tacy, którzy twierdzą, że jeśli jutro nie będzie QE3, to będziemy mieć największy punktowy spadek indeksu Dow Jones na jednej sesji.


Płonący Londyn oczywiście też nastrojów na giełdach nie poprawi.

Jutro powinniśmy mieć trzy interwencje banków centralnych

Szykuje nam się bardzo ciekawy poniedziałek. Na pewno najciekawszy od października 2008, kiedy cały świat ratował walący się po bankructwie Lehman Brothers system finansowy. Moim zdaniem jutro też czeka nas skoordynowana akcja na skalę światową. Wyobrażam ją sobie tak :

- interwencja płynnościowa na rynku bankowym USA, tak na wszelki wypadek ( gdyby się okazało, że część uczestników rynku nie uważa już obligacji USA za odpowiednio dobrą gwarancję spłaty pożyczonych pieniędzy i żąda zwrotu gotówki, albo podniesienia oprocentowania ) wszyscy którzy w efekcie nagle będą potrzebować gotówki natychmiast dostaną ją od FED, żeby tylko cały system pracował dalej ( FT pisał o tym bardzo ciekawe rzeczy już miesiąc temu )
- interwencja walutowa Szwajcarii i Japonii ( na miejscu Szwajcarów poczekałbym do 1,05 na EUR/CHF i dopiero wtedy atakował )
- interwencja ECB na obligacjach Włoch i Hiszpanii ( bez żadnych oficjalnych informacji, żeby zwiększyć niepewność na rynku )
- konsensus polityczny w Unii w sprawie znacznego powiększenia funduszy EFSF

Pierwsze trzy rzeczy są moim zdaniem bardzo prawdopodobne. I mogą wystarczyć aby opanować spadki. Ostatnia w świetle ostatnich wypowiedzi niemieckich parlamentarzystów jest nieprawdopodobna. Dlatego kiedy opadnie kurz po jutrzejszej zwale ( bo to że się zwali rano jest chyba nieuniknione ) główna obawa rynku będzie dotyczyć możliwości obronnych strefy euro.

Aby obronić Włochy i Hiszpanię fundusz EFSF powinien mieć nie tak jak teraz kilkaset miliardów euro, ale co najmniej kilka bilionów euro. Już wcześniej główni sponsorzy Unii czyli Niemcy byli bardzo niechętni wykładaniu na ten cel kolejnych pieniędzy podatników. Teraz dochodzi kwestia ratingu. Skoro USA mają AA+, to można zacząć oczekiwać, że rating na przykład Francji, a może nawet i Niemiec też zostanie skorygowany. Przecież USA nie są w gorszej sytuacji niż Europa. Szanse na to, że najbogatsze państwa Europy, zagrożone obniżką ratingu będą pilnować Włoch maleją więc bardzo wyraźnie. One teraz już muszą same się pilnować. I to moim zdaniem będzie główny, długoterminowo negatywny efekt decyzji agencji Standard & Poors.

Ewentualnie można doszukiwać się w decyzji S&P też czegoś pozytywnego. Ale to nic pewnego, zwłaszcza że jest to związane z Chinami.

Chińczycy mają tyle amerykańskich obligacji w efekcie swoich nieustannych interwencji na rynku walutowym. Kurs chińskiego juana jest sztucznie osłabiany ( aby eksport z Chin był ciągle atrakcyjny cenowo ). Osłabianie polega na sprzedawaniu juana i kupowaniu dolarów. Jak już się ma te dolary, to trzeba je jakoś lokować. Więc Chiny od lat na potęge kupują amerykańskie obligacje. Ostatnio coraz częściej ostrzegali, że przestaną kupować obligacje USA i zdywersyfikują sobie portfel dorzucając do niego coś z Europy. Europie to pasuje jak ulał, bo każdy zainteresowany obligacjami Grecji, Portugalii czy Włoch ratuje te państwa przed bankructwem. Po obniżce ratingu USA Chiny mogą w końcu to zrobić i większą część swoich pieniędzy skierować właśnie na Europę, co z punktu widzenia strefy euro może być czymś bardzo pozytywnym.  

Oczywiście pozostaje kwestią bardzo dyskusyjną czy z punktu widzenia Europy lepiej być w amerykańskiej czy w chińskiej strefie wpływów. Zmiana głównego sponsora i opiekuna to przecież de facto zmiana geopolityczna. 

A póki co, pierwsze prognozy na jutro wspominają o możliwości kolejnych wzrostów na CHF.


Włoskie obligacje są ważniejsze niż rating USA


Jest kilka powodów dla których w poniedziałek w związku z niższym ratingiem USA na giełdach może…nic się nie wydarzyć.

Obniżka ratingu dla USA jest wydarzeniem, którego można było się spodziewać, zwłaszcza po 14 lipca, kiedy S&P zapowiedziała, że umieszcza rating USA na „credit watch negative”. Indeksy amerykańskie od 14 lipca do wczoraj spadły o ponad 10%. Moim zdaniem obniżka ratingu może być już przynajmniej częściowo zdyskontowana.

Zmiany w ratingach zawsze bardziej dotykają obligacji, a zwłaszcza takich, które już i tak mają problemy ( np. portugalskich albo irlandzkich). Obligacje USA nie mają na rynku żadnych problemów, wręcz przeciwnie są rekordowo drogie. Nawet jeśli teraz ich rentowność wzrośnie, to zapewne do poziomów sprzed miesiąca – 3 miesięcy, czyli zupełnie normalnych dla gospodarki USA

Szereg instytucji finansowych na świecie ma w statutach zapis, że mogą inwestować tylko w obligacje z ratingiem AAA. Istnieje ryzyko, że te instytucje teraz urządzą przymusową wyprzedaż amerykańskich obligacji. Faktycznie istnieje, ale moim zdaniem łatwiej i rozsądniej dla nich będzie zmienić zapisy statutów niż zacząć wyprzedaż zapewne podstawy swoich portfeli. Na co oni te obligacje zamienią ? Na obligacje Wielkiej Brytanii, czy Australii, bo tam jest AAA ? Skoro USA ma niższy rating, to Australia, czy Wielka Brytania też może mieć za chwilę niższy rating. Moim zdaniem więc wyprzedaż nie nastąpi.

Istniało wcześniej ryzyko, że po obniżce ratingu amerykańskie banki będą musiały sobie przeszacować wartość obligacji, które posiadają, co wywoła wielkie straty w tych bankach. FED natychmiast po obniżce ratingu ogłosił, że banki nie muszą tego robić. Więc ten problem nie występuje.
 

Racjonalnie więc rzecz ujmując nie ma powodu do giełdowej paniki. Ale oczywiście rynek jest emocjonalny i może wpaść w panikę w poniedziałek. Ale trzeba pamiętać, że po pierwsze ECB zapowiedział, że od poniedziałku skupuje obligacje hiszpańskie i włoskie, po drugie Berlusconi i Sarkozy coś w piątek wspominali o rychłym posiedzeniu G7, więc rynek może też czekać na jakąś skoordynowaną światową akcję, a po trzecie we wtorek jest posiedzenie FED i wszyscy będą czekać na komunikat po posiedzeniu. Możliwe więc, że poniedziałkowe emocje mogą być nieco studzone innymi ważnymi wydarzeniami.

Generalnie dla rynków teraz znacznie ważniejsze są obligacje włoskie i hiszpańskie, a nie amerykańskie i Europa, a nie USA.  

Główne zagrożenia dla rynków :

- nie wyjdzie jakaś aukcja obligacji USA (wtedy będzie widać, że rynek się zmienił po obniżce ratingu co może wywołać panikę )
- FED we wtorek nic nie zasugeruje w sprawie QE3 ( rynek ostatnio tak się na to napalił, że teraz brak jakiegokolwiek sygnału naprawde może być rozczarowaniem )
- narasta spór między Niemcami, a resztą Unii w sprawie powiększenia europejskiego funduszu ratunkowego przez co nie wyjdzie interwencja ECB i rentowności obligacji hiszpańskich i włoskich urosną do 7%, co w panującej obecnie, zgodnej opinii na rynku będzie oznaczać koniec strefy euro.

Za chwilę znowu w dół ?

Łatwiejsza część odrabiana strat już za nami :

Teraz dalej iść w górę będzie już znacznie trudniej.

Europejski Bank Centralny rządzi


Rynki spadają od trzech miesięcy, ale dopiero w środę nagle nabrały w spadkach przyspieszenia. Dlaczego ? Do wyboru jest cała masa przyczyn, były na przykład gorsze dane o amerykańskiej gospodarce, albo o chińskiej, ale dziś wydaje mi się, że kluczowy był Barroso. A dokładnie to co powiedział w środę właśnie. Barroso wtedy zaapelował o szybkie wdrożenie w życie funduszu europejskiego EFSF : "należy "w trybie pilnym" wdrożyć środki uzgodnione 21 lipca na szczycie przywódców państw i rządów strefy euro, tak by wysłać jednoznaczny sygnał pokazujący, że strefa euro rozwiązuje kryzys zadłużenia podejmując środki, jakich wymaga waga sytuacji".

Okej, pewnie, że należy, tylko że szef Komisji Europejskiej pisząc te słowa w swoim liście wyraźnie zasugerował wszystkim, że obecnie tak nie jest. Obecnie środki uzgodnione przez przywódców na szczycie nie są najwyraźniej wdrażane. Co więcej, można domniemywać, że europejscy politycy są tak ślamazarni w swoich działaniach, że Barroso aż się wściekł i doszedł do wniosku że publicznie ich zruga. 
Ale politycy europejscy są nieważni. Ważne jest to, że ze słow Barroso wynika, że obecnie nikt nie broni na rynku obligacji włoskich i hiszpańskich. Fundusz EFSF który miał to robić jeszcze nie działa. Ze słów Barroso wynika, że nic się nie robi, aby zaczął działać wkrótce. Czyli można na rynku poszaleć. 

Żeby było jeszcze śmieszniej dzień później, kiedy zwała już trwa minister finansów Włóch mówi takie coś :

14:29 04Aug11 RTRS-ITALY ECONOMY MINISTER TREMONTI SAYS ASIAN PARTNERS HAVE SAID "IF ECB IS NOT BUYING YOUR BONDS WHY SHOULD WE?"

Nigdy nie zrozumiem, po co ten Włoch mówił to publicznie. Ale to przecież europejski polityk. Ważne jest to, że w czwartek rynek wie, że obligacji włoskich nie bronią także Chińczycy. Jest jasne, że jest tylko jedna instytucja, która może w tym momencie uchronić Włochy przed krachem na ich obligacjach ( i w kolejnym kroku przed bankructwem ). To Europejski Bank Centralny, który akurat ma posiedzenie, a po nim konferencję prasową.   

Na konferencji szef banku JC Trichet swoim starym zwyczajem puszcza oko do rynku, szyfruje przekaz, mówi kodami, ale generalnie wynika z tego, że oni oczywiście mogą skupić obligacje z rynku. Nigdy nie mówili, że tego nie będą robić. Ale nie powiedzą, że faktycznie tak się stanie, ani czy już to robią, a jesli to zrobią, to się dowiemy. A pół godziny później pojawia się informacja, że ECB faktycznie skupuje obligacje z rynku, ale tylko portugalskie i irlandzkie. Włoskich i hiszpańskich nie skupuje. 


W tym momencie jest zupełnie jasne, że Hiszpania i Włochy są nagie i bezbronne i zaczyna się panika na giełdach. Wieczorem pojawiają się analizy, że Włochy nie będą w stanie obsługiwać obligacji nawet z rentownością 6% ( do tej pory uznawano, że problem jest przy 7% )

Popłoch trwa do piątku, do okolic 9:30 kiedy pojawia się plotka, że ECB jednak już teraz kupuje obligacje Hiszpanii i Włoch broniąc te kraje przed finansową katastrofą. Akcje na giełdach natychmiast zaczynają drożeć. Chociaż to zapewne jeszcze nie koniec spadków.

 Wszystko w rękach ECB.

Dlaczego tak spada ?


Rynek finansowy składa się z ludzi, których jest bardzo dużo. Dość często można zauważyć na rynku zachowania właściwe dla tłumu. W sytuacji zagrożenia tłum traci rozum i wpada w panikę.  Rynek finansowy w sytuacji zagrożenia wykazuje często podobne cechy.

Oczywiście w przypadku rynku sytuacja zagrożenia dotyczy pieniędzy, czyli spodziewanych, oczekiwanych zysków z inwestycji, które już się poczyniło, albo zamierza się poczynić.

Rynek finansowy jest pełen doskonałych i bardzo prawdziwych przysłów. Jedno z nich mówi, że rynek to nieustanna walka chciwości ze strachem. W hossie znika strach, a rynkiem rządzi chciwość ( w niektórych filmach twierdzą, że chciwość jest dobra ). W bessie strach nagle staje się tak duży, że całkowicie przyćmiewa chciwość.

Odpowiedź na pytanie dlaczego spada jest więc zawsze taka sama i zawsze dość prosta: spada, bo rynek jest pełen strachu i boi się o swoje pieniądze. Oczywiście przyczyny tego strachu bywają różne. Ale dzisiaj mamy ich wyjątkowo dużo, naprawdę jest w czym wybierać.

Wszystkie te przyczyny, z USA, z Europy i z Chin można jednak zamknąć w dwóch słowach : idzie recesja. A właściwie: idzie recesja, z którą tym razem nie wiadomo jak walczyć.

Z ostatniej recesji 2008/2009 Zachód został wyciągnięty przez wydatki rządowe, obniżanie stóp procentowych prawie do zera i przez popyt z ciągle dynamicznych rynków azjatyckich, głównie z Chin. Dzisiaj rządy nie mogą już zwiększać wydatków, bo po ostatnim zwiększaniu wydatków ich zadłużenie wzrosło tak bardzo, że za chwile mogą bankrutować same państwa ( a Grecja, Portugalia i Irlandia de facto już zbankrutowały ). Dzisiaj banki centralne nie mają jak obniżać stóp procentowych, bo po pierwsze są one już bardzo nisko, a po drugie taka obniżka w sytuacji dużego zadłużenia państw i tak nic nie da ( bo rynkowe stopy procentowe wynikające na przykład z oprocentowania obligacji rządowych i tak pozostaną wysoko ). Dzisiaj Chiny mają już swoje problemy. To już nie jest taka super beztroska gospodarka, którą stać na wszystko, tak jak w 2008. Mają wysoką inflację, rosnące koszty produkcji przez co nie są już tacy tani, zadłużone samorządy i co najważniejsze ostatnie dane pokazują, że spada im aktywność gospodarcza w przemyśle. Czyli siła ich gospodarki tym razem nie będzie tak mocna, żeby wyciągnąć resztę świata z bagna. Możliwe, że za chwilę sami wpakują się w jakieś swoje gospodarcze bagno. Tym razem więc nie ma poduszek bezpieczeństwa.

Po zakończeniu różnych programów pomocowych amerykańska gospodarka nieubłaganie zwalnia. Już dziś wiadomo, że nie ma mowy o wzroście PKB o 3% w drugiej połowie 2011 czy w 2012. Jak będzie 1,5% to będzie dobrze. Europę trzymają Niemcy, które się rozwijają dzięki eksportowi do Azji. Ale Azja też może być za chwilę słabsza. Południe Europy nie rozwija się wcale i do tego tonie w długach. Tutaj też słychać zupełnie oficjalne opinie, że powinniśmy być zadowoleni z tempa wzrostu gospodarczego 1% - 1,5%, nie więcej.

I teraz tak już podobno ma być. To ma być „new normal”. Wolny wzrost, duże bezrobocie, niski popyt konsumentów, walka z długiem. Bardzo możliwe, że o drugiej dekadzie XXI wieku będzie się kiedyś mówić tak jak o przełomie lat 20 i 30 XX wieku. Tylko, że akcje przedsiębiorstw działających na wolniej rozwijających się rynkach są mniej warte. Obligacje państw rozwijających się wolniej i zadłużonych po uszy są mniej warte. Rynek jest pełen emocji i zamienia się czasami w dziki tłum, ale ten tłum niestety ma głębokie fundamentalne powody do tego, żeby się bać o to, że już się nie będzie zarabiać tak jak dotychczas.

Dlaczego własnie akurat teraz ? Do kwietnia – maja dane z USA pozwalały jeszcze na optymizm w kwestii żywotności ich gospodarki. Druga połowa 2010 i pierwsza połowa 2011 wyglądały tam całkiem znośnie. Od maja w wielu danych statystycznych widać że gasną szybko. Zdecydowanie gorsze dane z Chin to też jest kwestia ostatnich kilku tygodni. Grecja też wybuchła w czerwcu. Do kwietnia – maja można było mieć całkiem poważnie uzasadnione złudzenia. Szczyty na giełdach mieliśmy na przełomie kwietnia i maja. Od tamtej pory rynki powoli ale systematycznie lecą w dół. Złudzenia pryskają. Oczywiście za jakiś może się okaże, że rynek przesadzał z pesymizmem, że jakoś tam się ta gospodarka światowa kręci. Ale na razie scenariusz bazowy zmienił się na gorsze. Trwa dostosowywanie wycen do nowych, gorszych perspektyw gospodarki.

Polacy zaczęli uciekać z funduszy inwestycyjnych ?


Wygląda na to, że Polacy wyjęli w lipcu z funduszy inwestycyjnych ponad 6 mld PLN. Można do tego dojść przeprowadzając proces, który nazywam „wróżeniem z Quercusa”.

Quercus TFI to jedno z nielicznych towarzystw funduszy inwestycyjnych, które jest notowane na giełdzie ( czyli normalnie sprzedaje ludziom jednostki uczestnictwa jak każdy fundusz, a jednoczeście jest spółką, której akcje są na giełdzie ). W związku z tym, że jest na giełdzie, informuje co miesiąc o tym jakimi pieniędzmi zarządza. Wczoraj własnie poinformowało, że w lipcu pula środków, którymi dysponuje znacznie zmalała.

Wymienione w komunikacie fundusze FIZ pomijamy, bo to trochę inna bajka i skupiamy się na subfunduszach Quercus Parasolowy SFIO. Na koniec lipca jest w nich 1,68 mld PLN. Na koniec czerwca było w nich 1,81 mld PLN. Przez miesiąc zniknęło dokładnie 135,1 mln PLN. Oczywiście wartość środków w funduszy maleje, kiedy mamy spadki na giełdzie, bo te środki są lokowane w większości właśnie na giełdzie. WIG w lipcu spadł o 2,6%. Ale ubytek kapitału w funduszach Quercusa w lipcu to aż 7,5%. Czyli to nie tylko spadki na giełdzie. Ewidentnie ludzie musieli zabrać część swoich pieniędzy.

Ile ? To dość łatwe: wystarczy porównać notowania jednostek uczestnictwa z końca czerwca i końca lipca w każdym z funduszy Quercusa i przemnożyć przez tę zmianę wartość aktywów w każdym z funduszu na koniec czerwca. Miesięczne zmiany można znaleźć w wielu miejscach w internecie, wartość aktywów na koniec czerwca mam z Analiz Online. Uwzględniając zmiany z lipca wyjdzie nam jakimi pieniędzmi powinien dysponować Quercus przy założeniu, że wpływ na niego mają tylko notowania i nikt nie wyjmuje, ani nie dosypuje tam pieniędzy:


Uwzględniając tylko zmiany wartości jednostek Quercus na koniec lipca powinien mieć 1,77 mld PLN. A miał 1,68 mld. Czyli klienci w ciągu miesiąca wyjęli z niego 93 mln PLN. Czyli 5,14% tego co było na koniec czerwca.

Teraz pewnie uproszczenie / uogólnienie. Zakładam, że tak samo wyglądała sytuacja we wszystkich innych funduszach. Że klienci wyjęli z nich w lipcu 5,14% aktywów. Na koniec czerwca wg danych Analizy Online w TFI było  119,121 mld PLN. 5,14% od tego to 6,123 mld PLN. To 292 mln PLN uciekających z rynku codziennie przez cały miesiąc. Ale to oczywiście uproszczenie / uogólnienie, czyli niekoniecznie musi być aż tak źle. Ale...

Nie robiłbym tych wyliczeń, gdyby nie to, że słyszałem dziś od dwóch różnych zarządzających z dwóch różnych TFI, że dzisiejsza wielka zwała na giełdzie była spowodowana po części właśnie taką plotką – że naród na potęge wyciąga pieniądze z TFI. Każde TFI jest oczywiście przygotowane na to, że klienci będą wycofywać pieniądze i ma na taką okazje przygotowane trochę gotówki. Np. 5% wartości portfela. Ale jeśli w lipcu Polacy wyciągnęli z TFI 5,14% kasy, to znaczy że funduszom pokończyła się gotówka i trzeba ją uzupełnić. Aby to zrobić muszą sprzedawać akcje. No i sprzedają.

Kiedyś w takiej sytuacji akcje odkupiłyby OFE, ale polski rząd niedawno je wykastrował. Albo odkupiłaby zagranica, ale zagranica jest własnie w wielkim strachu graniczącym z paniką i zupełnie nie jest zainteresowana polskimi akcjami. TFI sprzedają, kupować nie ma komu, cena leci w dół.

Getin Holding zależy od franka szwajcarskiego

Już dawno nie widziałem ładniejszego wykresu. CHF od połowy kwietnia ponad 20% w górę, Getin Holding w tym samym czasie ponad 30% w dół :

Większość analityków twierdzi, że kredyty w CHF bardzo ładnie się spłacają i coraz droższy frank nie spowoduje, że ludzie przestaną je spłacać, a banki będą musiały pod to tworzyć rezerwy i księgować straty. Jednak w przypadku Getinu rynek ewidentnie dostrzega zależność między wartością banku, a poziomiem CHF. Getin Bank należący do Getin Holdingu ma największe spready na rynku. Obecnie sięgają 46 groszy. To oznacza, że jeśli kurs CHF sięgnie 3,77 PLN, a zadłużeni klienci Getinu będa płacić raty po kursie 4 PLN za CHF. Mogą więc wpaść w kłopoty szybciej niż inni. Z drugiej strony uchwalona właśnie ustawa antyspreadowa może pomóc klientom tego banku, ale z drugiej strony pozbawi Getin dość istotnego źródła dochodów. Tak źle i tak niedobrze.

WIG20 spadł dziś do poziomu najniższego od kilku miesięcy. Wszystkie spółki w tym indeksie wyglądają nienajlepiej. Ale najgorzej ( no może poza PBG ) wygląda Getin. Dziś jest najtańszy od września 2010.

Solorz w Wyborczej o spółkach giełdowych i OFE

Po pierwsze uwaga na Hawe:


Po drugie z Biotonem raczej nic ciekawego, ale za to Invest Bank i OFE Polsat chyba są na sprzedaż :


A w całym wywiadzie najbardziej mnie zaciekawia to, jak bardzo Solorz Żak boi się ostatniego dealu pomiędzy TPSA i T Mobile w sprawie wspólnego korzystania ze swojej infrastruktury. Czytałem parę opinii, że to ważna sprawa, ale nikt aż tak o niej do tej pory nie mówił.

Sierpień powinien być na plusie.

4 dni temu, w środę wieczorem, pisałem, że kluczowy dla dalszego rozwoju sytuacji jest poziom 2675 na WIG20. Już w czwartek rano rynek stoczył bitwę o ten właśnie poziom. Wygrali, ci którzy zarabiają na wzrostach, ci którzy ustawiali się na spadki na razie tracą. Czwartkowa obrona 2675 była wręcz koncertowa i już wtedy wyglądało to na zakończenie trzymiesięcznej korekty. Sesja czwartkowa została dodatkowo poprawiona z rozmachem w piątek.

Wygląda na to, że do zakończenia trwających od kwietnia spadków brakuje już tylko jednej rzeczy. Przydałoby się wyjść ponad ostatni lokalny szczyt, z 22 lipca, na poziomie 2743. Najlepiej zakończyć sesję powyżej tego poziomu. A żeby być już zupełnie pewnym najlepiej zakończyć ją powyżej 2750. To ledwie 0,9% powyżej piątkowego zamknięcia. W takiej sytuacji wzrosty zapewnią ci, którzy będą uciekać z wcześniej zajętych krótkich pozycji na kontraktach na WIG20.Teraz są na stratach, ale mogą mieć nadzieje na odwrócenie sytuacji. Powyżej 2750 wielu z nich zapewne straci tę nadzieję ( i trochę pieniędzy ).

Preteksty do wzrostów i ich wytłumaczenia znaleźć tym razem dość łatwo : po pierwsze za chwilę będziemy mieć deal w USA w sprawie ich długu publicznego, moim zdaniem to już przesądzone. Po drugie polskie spółki jak do tej pory pokazują świetne wyniki za drugi kwartał, co powinno wzmacniać popyt na akcje, bo przecież większość wyników dopiero przed nami. Po trzecie lipiec był trzecim miesiącem z rzędu na minusie na GPW. Cztery miesiące z rzędu na minusie zdarzyły się ostatni raz w 2008 kiedy bankrutował Lehman Brothers. Teraz sytuacja jest lepsza, więc sierpień raczej powinien być na plusie.

Głównym zagrożeniem dla tego scenariusza jest Grecja i kwestia finansowania wykupów obligacji przypadających na wrzesień. Grecja obecnie ma pieniądze wystarczające do obsługi długu do 9 września. Opublikowaną niedawno informację, że europejski fundusz ratunkowy EFSF nie zdąży z obiecanym już Grecji kolejnym pakietem finansowym do września rynek na razie zignorował, bo był zajęty Stanami. Ale jeśli faktycznie EFSF nie zdąży, to Grecja znów zostanie bez pieniędzy i pod koniec sierpnia znów będzie przez to wielka chryja. Wtedy możliwe, że wrócimy do spadków. Ale pierwsza połowa sierpnia powinna być udana.

Debt or alive

Moim zdaniem problem amerykańskiego długu na rynkach powoli się rozmywa. Dziś pojawiło się kilka ciekawych informacji sugerujących, że „jakoś to będzie”. Po pierwsze amerykański rząd wie, co robić po 2 sierpnia i powie co będzie robić jeszcze przed 2 sierpnia. Tu piszą, że powie to w piątek po sesji giełdowej. I, co jest kluczowe, że wykup zapadających obligacji i obsługa odsetek będa miały priorytet. A w artykule w Yahoo szczególnie zwróciłbym uwagę na ten akapit :

Even if the government does not increase the borrowing limit, it would be able to refinance existing debt as it comes due as long as it does not increase the total amount of debt outstanding.

Czyli amerykański rząd może obsługiwać zapadający dług finansując go kolejnymi pożyczkami. Będzie mógł dalej pożyczać, pod warunkiem, że nie będzie to zwiększać ogólnej wielkości długu ( emisja nowych obligacji w miejsce wygasających nie zmienia wielkości długu ). Do tego 1 sierpnia zorganizuje sobie aukcję bonów skarbowych za 57 mld USD, żeby mieć zapas gotówki na przypadający 4 sierpnia wykup obligacji za 87 mld USD.

Po drugie dzisiaj amerykański rząd bez żadnego problemu sprzedał na aukcji obligacje 7-letnie za 29 mld USD. Rentowność wyniosła 2,28%. Na poprzednim przetargu w czerwcu była na poziomie 2,43%. Czyli dzisiaj sprzedał obligacje drożej. 

Wydaje mi się, że rynek zakłada, że rząd USA nie dopuści do niedopełnienia swoich zobowiązań wobec posiadaczy obligacji, czyli z punktu widzenia agencji ratingowych nie stanie się nic poważnego. Agencje mogą oczywiście obniżyć rating USA ze względu na zwiększone ryzyko, ale niewypłacalności nie ogłoszą, bo nie dostaną do tego pretekstu.Obniżenie ratingu z AAA do AA też wywoła jakieś tam zamieszanie, ale będzie ono do ogarnięcia. Poza tym wszyscy będa pamiętać, że przecież za kilka-kilkanaście dni się dogadają i AAA wróci. A jeśli się nie dogadają, to w takiej sytuacji też będą plusy.

Po 2 sierpnia nie będzie mogła rosnąć liczba wyemitowanych obligacji USA. Będzie mogło być ich mniej, albo tyle samo co dotychczas. Jeśli wiadomo że czegoś, co jest cenne i popularne nie będzie więcej, to najczęściej cena takiego towaru rośnie. Podobnie będzie z amerykańskimi obligacjami. Już dziś na kilka dni przed potencjalną katastrofą popyt na nowe 7letnie obligacje był na tyle duży, że pozwolił amerykańskiemu rządowi uzyskać za nie lepszą cenę, niż miesiąc temu. Po 2 sierpnia obligacje USA na rynku będą zapewne dalej drożej, a to oznacza, że spadnie ich rentowność

Niższa rentowność amerykańskich obligacji była jednym z głównych celów dwóch amerykańskich programów drukowania dolarów ( quantitave easing ) które miały pobudzać gospodarkę po bankructwie Lehman Brothers. Programy nie osiągnęły celu, ale sam fakt że taki własnie był cel pokazuje, że kluczowe dla amerykańskiej gospodarki osoby uważają, że niższa rentowność obligacji jest dla USA dobra. No to teraz w końcu będzie można to osiągnąć. Czyli wydarzy się rzecz dobra dla amerykańskiej gospodarki. Spadną koszty obsługi zadłużenia. A przecież właśnie zadłużenie jest sednem problemu.

Siłą rzeczy od sierpnia amerykański budżet będzie musiał być co najmniej zrównoważony, co też dla gospodarki jest wydarzeniem generalnie zdrowym. Oczywiście będzie się to wiązać z bardzo drastycznymi ruchami ograniczającymi jakieś tam wydatki, ale skoro nie będą to wydatki wrażliwe dla rynku finansowego i agencji ratignowych to nie ma czym się martwić. Może to wpłynąć na amerykańską scenę polityczną, na poziom komfortu w sztabie Al Kaidy w Pakistanie, albo na inwestycje w NASA, ale raczej nie na rynek finansowy. Jeśli Obama przegra wybory, nikt po nim płakać nie będzie, wizja prezydenta Romneya nie wygląda obecnie z perspektywy rynku źle. Na rynku jakoś to będzie. Skoro na kilka dni przed potencjalną katastrofą nie idzie mocno w dół, to możliwe, że jak już się w końcu dogadają ( obstawiam połowę sierpnia ) to pójdzie wyraźnie w górę. Pytanie na jak długo ( moim zdaniem niezbyt długo, ale to będzie problem we wrześniu ).

2675 ważne potrójnie.


Słyszałem od paru analityków, że WIG20 jest blisko kluczowego momentu, bo możemy za chwilę przebić się przez linie trendu lekko-wzrostowego, która obowiązuje już prawie rok, bo od października 2010. Są optymiści, którzy twierdzą, że dopóki ta linia nie zostanie przebita, to mamy po prostu trend wzrostowy, a wszelkie zejścia do tej linii to okazje do kupna. Linia obecnie jest w okolicach 2675.

Wątpliwości jaki jest trend nie ma za to w przypadku indeksu sWIG80. 80 trochę mniejszych chociaż niemałych spółek, którymi nie interesuje się gorący kapitał zagraniczny, a które chyba lepiej pokazują co się dzieje w polskiej gospodarce. Ich wyceny rynkowe bardziej zależą od popytu ze strony krajowych funduszy i inwestorów indywidualnych i wyraźnie widać, że nie są to siły zdolne podtrzymać notowania na wcześniejszych poziomach

Tutaj linia na której jeszcze opiera się WIG20 została przebita już tydzień temu. W przypadku tego indeksu schodzi ona w dół, bo w tym przypadku dołek z listopada 2010 był niżej niż ten z sierpnia, ale to mniej istotne, bo same dołki były umiejscowione w tym samym czasie, co w przypadku WIG20. Na wykresie sWIG80 widać jednak coś znacznie bardziej interesującego. Bo przebita została nie tylko linia trendu obowiązująca od sierpnia 2010, ale i kolejna linia o rok dłuższa, zaczynająca się na dołku z września 2009. Kończy się więc cała dwuletnia druga faza wzrostu po przecenie 2007-2008. ( druga faza, bo pierwsza od lutego 2009 do września 2009 była bardziej gwałtowna i wygląda na wykresie zupełnie inaczej ). Całe szczęście, że to tylko sWIG80, a nie WIG20... chociaż zaraz, zaraz, wróćmy do WIG20...

hmmm...jeśli założyć, że krótki wyłom na przełomie czerwca i lipca 2010 ( kiedy indeks spadł po dywidendach TPSA i KGHM i przy zapisach na Tauron, ale potem się szybko podniósł ) to była jednorazowa pułapka, to widać to samo co na sWIG80. Tyle, że tam ta linia właśnie padła, a tu może paść za chwilę. Obecnie przebiega w okolicach...2675. 2675 to obecnie ostatni dołek licząc w cenach zamknięcia, a do tego nie jedna, ale dwie ważne linie wsparcia. Chociaż zawsze trzeba pamiętać, że z naszym rynkiem nigdy nic nie wiadomo do końca. Tydzień temu w czwartek 2675 na chwilę pękło, WIG20 zszedł do 2662 tylko po to, aby potem się odbić i zakończyć sesję na 2729. Możliwe więc, że to dołek, bo jest się od czego odbijać w górę. Ale zamknięcie sesji na poziomie poniżej 2675 ( 2670 może lepiej dla pewności ) prawdopodobnie zmieni perspektywę.

Najlepsze spółki 2011 jak do tej pory

Jest taka dość popularna koncepcja, że pod koniec roku spółki, które w ciągu całego roku dały zarobić najwięcej zachowują się lepiej niż rynek. Wynika to z tego, że zarządzający wszelkimi funduszami lubią mieć na koniec roku w portfelu te spółki, które potem będą się przewijać w podsumowaniach rocznych, będą na listach spółek z najwyższą stopą zwrotu. Bo to ładnie wygląda jak się ma takie pozycje w portfelu. Jeśli więc znajdzie się choćby kilku na rynku takich, którzy wczesniej tych akcji nie mieli, to ( zwłaszcza jeśli to małe spółki ) tych pare większych zleceń powoduje, że kurs idzie w górę. Albo przynajmniej nie idzie w dół.

Do grudnia jeszcze daleko, ale jeśli ktoś chciałby się zorientować które spółki są na topie podsumowań rocznych dzisiaj to proszę bardzo. Są trzy spółki, które dały zarobić ponad 100 procent. To PZ Cormay, Optimus i Atlanta.pl.

Wśród spółek największych i najbardziej płynnych najlepiej w tym roku wygląda zdecydowanie Synthos, a poza nim także PGNiG, CEZ, Inter Cars, Puławy, Kopex i Kredyt Bank.

Wśród spółek o mniejszym freefloacie najwyższe stopy zwrotu mamy na akcjach Zetkamy, Cognor, Krezusa, Pepeesu, Calatravy, Wandalexu, Polic, Sygnity, Famuru, Internet Group, Integera i Groclinu.

Wśród tych spółek zapewne mamy lidera 2011.

Biznes piłkarski w Polsce na poziomie I ligi na przykładzie Gieksy

Dziś na rynku New Connect pojawiła się nowa spółka : GKS GieKSa Katowice. Spółka prowadzi i zarządza klubem sportowym GKS Katowice, który gra w I lidze ( dla niezorientowanych: I liga to tak naprawde II liga, bo ta prawdziwa I czyli najlepsza liga nazywa się Ekstraklasa ). Sprzedali inwestorom akcje za 1 mln PLN, chcą w tym sezonie awansować do extraklasy itp itd a przy okazji wchodzenia na giełdę musieli opublikować swoje sprawozdania finansowe. Uważam, że sprawozdanie GKS Katowice za 2010, choć lakoniczne i krótkie jest wspaniałą ilustracją stanu polskiej piłki nożnej. Polecam uwadze rubrykę prawą ( 2010 rok ), a w niej liczby dotyczące przychodów ze sprzedaży, a następnie trochę niżej kosztów wynagrodzeń


Tak, tak, to nie sen. W 2010 klub mając 1,5 mln PLN przychodów wydał tylko na pensje ponad 2,2 mln PLN. Takie spółki zdarzają się bardzo rzadko. Tak właściwie to chyba nigdy wcześniej nie widziałem takiej spółki, w której przychody nie wystarczają nawet na pokrycie wynagrodzeń pracowników ( czyli w tym przypadku zapewne głównie piłkarzy ).

A GKS Katowice w pierwszej kolejce nowego sezonu, w ostatni piątek, przegrał u siebie z drużyną Termalica Bruk-Bet Nieciecza.

Gdyby ktoś chciał poznać kulisy polskiej piłki pierwszoligowej jeszcze głębiej, to tu jest wszystko na temat GKS Katowice.