Spowolnienie gospodarcze a Rodzina na Swoim

We wczorajszych danych o wzroście PKB widać, że największym problemem gospodarki stała się spadająca konsumpcja. W czwartym kwartale spadła o jakieś 1%, co jest ewenementem. W Polsce konsumpcja nie spada prawie nigdy - to zawsze był najważniejszy motor gospodarki, czasami tylko chwilowo zastępowany przez eksport. I teraz ten motor ma problem największy od wielu lat.

Konsumenci przestają wydawać pieniądze wtedy kiedy się boją przyszłości. Boją się, że będzie gorzej i zaczynają oszczędzać. Na zachowania konsumentów moim zdaniem wpływają dwie rzeczy: po pierwsze poziom ich dochodów i oczekiwania dotyczące tych dochodów w dającej się ocenić przyszłości. Po drugie wartość aktywów, które posiadają, w ujęciu netto, czy z uwzględnieniem wartości długu, który zaciągnęli, aby te aktywa kupić.

Kwestia dochodów jest jasna. Kluczowa jest tu sytuacja na rynku pracy, poziom bezrobocia. Kiedy stopa bezrobocia rośnie tak szybko jak ostatnio coraz więcej osoób mających pracę boi się, że za chwilę jej nie będzie miało, więc ogranicza bieżącą konsumpcję. Na ten czynnik moim zdaniem nie ma szybkiego ratunku, stopa bezrobocia będzie wyglądać groźnie jeszcze przez wiele miesięcy.

Ciekawiej wygląda kwestia wartości aktywów. Te aktywa to przede wszystkim mieszkania. W znacznie mniejszym stopniu samochody, które co roku naturalnie tracą na wartości i nikt nie oczekuje, że będzie inaczej. Co do mieszkań, to zapewne wiele osób kupując mieszkanie parę lat temu liczyło na to, że będą one coraz droższe, a nie coraz tańsze. Kiedy mieszkania tanieją, ich posiadacze biednieją, a poczucie, że się zbiedniało nie wpływa dobrze na bieżącą konsumpcję.

Ceny mieszkań, wg badań przeprowadzanych przez NBP co kwartał wyglądają tak:



To średnia cen z Warszawy, Łodzi, Krakowa, Wrocławia, Poznania, Gdańska i Gdyni. Proszę zwrócić uwagę, że po osiągnięciu szczytu w trzecim kwartale 2007 nie mieliśmy jednostajnego spadku cen. Co kilka miesięcy były odbicia. Druga połowa 2009 i pierwsza połowa 2010 to nawet wzrost o 9%. Dziś sytuacja wygląda zdecydowanie gorzej. Ostatnie odbicie w górę mieliśmy w drugim kwartale 2011, czyli prawie 2 lata temu. Od tamtej pory cena nonstop idzie w dół. W efekcie ceny mieszkań na rynku wtórnym są dziś w Polsce na poziomie z 2006. Od szczytu ceny spadły o 16,7%. W tym o 7,8% w ciągu ostatniego roku.

Czyli spora część Polaków od paru lat systematycznie biednieje (jeśli ktoś kupił mieszkanie na kredyt w CHF, to ten efekt jest nawet większy), w dość szybkim tempie, a do tego teraz zaczęła bać się bezrobocia.

Moim zdaniem rząd z rynkiem pracy nie zrobi nic, bo nie jest w stanie, natomiast cenom mieszkań mógłby pomóc wycofując się z programów wspierających typu Rodzina na Swoim. Program ten przez pare ostatnich lat psuł rynek mieszkaniowy podnosząc popyt w rejonie cen najniższych i tym samym praktycznie zabijając popyt na mieszkania droższe. W takiej sytuacji mieszkania musiały systematycznie tanieć. Kolejny program, który ma wspierać tanie mieszkania tylko na rynku pierwotnym dodatkowo zdołuje ceny na rynku wtórnym. Oczywiście jest to efekt zamierzony - mieszkania będą tańsze, więcej osób będzie je mogło kupić, potem będą je meblować, urządzać, wydawać pieniądze i to będzie napędzać gospodarkę. Niestety jest też efekt drugi - ci którzy już mieszkanie kupili i umeblowali czują, że ich majątek traci na wartości. Tych drugich w skali kraju jest więcej, dlatego obawiam się że w sytuacji spowolnienia gospodarczego i wzrostu bezrobocia obniżanie cen mieszkań przez programy rządowe to ostatnia rzecz jakiej polska gospodarka potrzebuje. Aby przyhamować spadek konsumpcji przydałoby się coś zupełnie odwrotnego.

9 komentarzy:

guesswhoo pisze...

Szanowny Panie Redaktorze,

naukowo zajmuję się Rynkiem Nieruchomości i kryzysami w jego obszarze.
Bardzo ciekawe opracowanie, zgadzam się z Panem, że efekt majątkowy ma duzy wpływ na bieżącą konsumpcję.
Odrobinę zlekceważył Pan tylko efekt walutowy, bo ma on bardzo silny wpływ na możliwości konsumpcyjne.

Proszę pamiętać dlaczego powstają takie programy jak RnS czy MdM - by wspierać bardzo istotne gałęzie gospodarki, takie jak budowlanka czy deweloperka, znajdujące się obecnie w poważnym kryzysie (Jeśli jest Pan zainteresowany, mam dużo materiałów na ten temat.)
Obrót nieruchomościami na rynku wtórnym jest znacznie mniej istotny z punktu widzenia gospodarki, niestety.
Co nie zmienia faktu, że zarówno RnS, jak i MdM są wysoce nieskuteczne.
Cóż, trzeba jakoś sprzedać potężną nadpodaż nowych mieszkań z jaką mamy do czynienia w 2012 i 2013 roku.

Pozdrawiam!

maxsio pisze...

Odnośnie jeszcze samej wartości nieruchomości. Proszę pamiętać o inflacji, która dodatkowo pogłębia ten spadek w ujęciu realnym.

Co do powyższego (kwestia banków) - niektórzy co brali kredyt w okresie bańki teraz muszą płacić nadal co 3 lata ubezpieczenie, które też zdejmuje część środków z konsumpcji.

SiP pisze...

@Rafał,

Moje uszanowanie,

Dosyć kontrowersyjną tezę (jeśli dobrze zrozumiałem) głosisz - "programy rządowe powodują spadki cen mieszkań" (w skrócie).

Ja twierdzę wręcz przeciwnie - rządowe programy konserwują wysokie ceny mieszkań. W ogóle same programy są błędem, ale to z wielu innych powodów.

Jak zrozumiałem obniżenie wskaźnika RnS obniżyło ceny bo popyt jest na tanie mieszkania. Zatem jak wskaźnik w RnS w wawie dawał m2 za 10tys od m2 to było ok? Dlaczego od razu nie dla 20tys od m2?

To wg mnie zamknięcie kurka z kredytami walutowymi, kryzys ogólnoświatowy, nadpodaż mieszkań, itp spowodowały spadki a nie RnS. RnS je konserwuje.

Rafał Hirsch pisze...

okej, mogę się zgodzić, że to nie RnS była głównym źródłem spadku, a tylko go konserwuje. Ale tak czy inaczej wycofanie się z myślenia, że im tańsze mieszkania tym lepiej moim zdaniem pomogłoby dzisiaj konsumpcji.

wesoly-romek pisze...

Poprawianie konsumpcji przez większe zakredytowanie ludzi? Świetny pomysł. Oczywiście że pomoże dzisiaj. Ale takie myślenie właśnie wpędziło nas w te problemy i dzięki temu mamy teraz taką zwałę. Jedyne co pomoże rynkowi to zaprzestanie jakiejkolwiek stymulacji. Wszystko inne doprowadzi do przeregulowania i odsunięcia problemów w czasie - ale tylko do momentu kiedy skończą się możliwości odsuwania.

okotherealdeal pisze...

"Tych drugich w skali kraju jest więcej"

a mozesz przytoczyc jakies dane na potwierdzenie tej tezy?


"że w sytuacji spowolnienia gospodarczego i wzrostu bezrobocia obniżanie cen mieszkań przez programy rządowe to ostatnia rzecz jakiej polska gospodarka potrzebuje. Aby przyhamować spadek konsumpcji przydałoby się coś zupełnie odwrotnego. "

no to jest raczej rewolucyjna teza
jesli konsumpcja to wydatki kowalskiego to mamy 2 grupy kowalskich:
-tych juz zadluzonych
-tych ktorzy dopiero moga sie zadluzyc zeby kupic (przez litosc nie wspomne ze jest jeszcze 3 grupa, ale jak widze jej istnienia wogole nie dostrzegasz)

tak wiec w przypadku tych zadluzonych o ich poziomie konsumpcji bynajmniej nie decyduje cena mieszkania w ktorym mieszkaja a wysokosc miesiecznej raty ktora placa, jak na rate nie starcza to nawet superwartosc twojego mieszkania nie spowoduje ze wiecej skonsumujesz

w przypadku tych niezadluzonych, decydowac bedzie przyszla rata, a ta bedzie tym nizsza im nizsze ceny


dalej mozemy juz sie bawic: jesli mieszkania beda tansze za ta sama kwote bedzie mozna kupic wiecej mieszkan, wiecej mieszkan to wiecej wnioskow kredytowy do rozpatrzenia, wiecej mieszkan do remontu/wykonczenia, wiecej sprzedawcow/posrednikow potrzeba do obslugi i tak mozna bez konca, generalnie wiekszy obrot ilosciowy dla konsumpcji jest raczej lepszy a nie gorszy jak twierdzisz

wiec jeszcze raz, mozesz nam wytlumaczyc jak w przypadku zakredytowanych po dach, ktorzy i tak "sa sponsorowani przez biedronke" wieksza cena zakupu (ktora deweloper i tak pewnie skonsumuje gdzies za granica) ma pomoc konsumpcji u nas w kraju?

Rafał Hirsch pisze...

jeszcze raz trochę mi się nie chce, uważam, że raz wystarczy. generalnie wszystko co napisałeś jest prawdą, tylko że to nie wyklucza tego, co ja napisałem. to po prostu dwa różne zjawiska. Co innego poziom zadłużenia, a co innego wartość aktywów. Jedno i drugie ma wpływ na zachowanie konsumenta. Napisałem tylko o jednym, bo miałem takie widzimisię akurat, ale oczywiście, że bieżący poziom zadłużenia też jest bardzo ważny. natomiast zastanawia mnie liczba mnoga w "możesz nam wytłumaczyć". dlaczego "nam" ?

okotherealdeal pisze...

nam czytelnikom czytajacym komentarze, odpowiedzi na moje pytania moga czytac wszyscy wiec poniekad odpowiadasz wszystkim ktorzy chca sie wlaczyc do dyskusji, ale jesli chcesz na przyszlosc bedzie mi

"Napisałem tylko o jednym, bo miałem takie widzimisię akurat, ale oczywiście, że bieżący poziom zadłużenia też jest bardzo ważny"

biezacy poziom zadluzenie jest najwazniejszy dla konsumpcji w kraju gdzie kredytuje sie po dach, tekst "liczy sie tylko rata a nie zadluzenie" nie wzial sie z niczego
to o czym ty piszesz "tez jest wazne" ale ty probujesz twierdzic ze jest absolutnie kluczowe i pod to powinno sie wrecz modelowac myslenie ekonomicznie
tak sie dziwnie sklada ze twoje widzimisie jest mocno biznesowo spolaryzowane i jeszcze postulujesz zeby panstwo ten margines wsparlo, kosztem dobra wiekszosci spoleczenstwa,

nie zgadzam sie z twoim tekstem wiec staram zrozumiec logike na jakiej powstal aby zrozumiec twoj punkt widzenia, co w tym zlego?

jesli dobrze rozumiem twoj pomysl to krecisz sie wokol benkowego "wealth effect"
jesli tak to czy znasz przyklady gdzie ta polityka przyniosla pozytywny realny efekt, bo chyba benkowe stany nie sa tu dobrym przykladem

Rafał Hirsch pisze...

Tylko, że konsumpcja w PKB nagle spadła dopiero ostatnio, wcześniej trzymała się dość dobrze. A z kolei poziom zadłużenia Polaków ostatnio powoli spada, a nie rośnie. Zastanawiam się więc nad innymi możliwymi źródłami nagłego tąpnięcia w konsumpcji w Q4. To na pewno rynek pracy, ale raczej nie poziom długu. Dlatego całkiem możliwe, że mamy w Polsce w jakiejś tam skali wealth effect, chociaż nigdzie nie twierdze, że to czynnik kluczowy. Uważam tylko, że to ciekawa hipoteza.