Smells like recesja

Okazuje się, że polska gospodarka zakończyła rok 2012 z przytupem. Od dawna nie jestem optymistą jeśli chodzi o kondycję Polski, ale to co pokazał dzisiaj GUS spowodował, że doświadczyłem opadu szczęki.


Pomijam dane o tym, że zatrudnienie w przemyśle spadło rok do roku o 0,5%, bo 0,5% to nie aż tak znowu dużo, chociaż ostatni raz taki spadek mieliśmy w marcu 2010, a ten grudzień to już czwarty miesiąc spadku zatrudnienia z rzędu (w latach 2009-2010 mieliśmy 15 miesięcy spadku zatrudnienia z rzędu, potem za to aż 28 miesięcy nieprzerwanego wzrostu - do sierpnia 2012). Mimo wszystko dane o zatrudnieniu wypadają blado przy danych o produkcji i o cenach produkcji. Produkcja przemysłowa w grudniu spadła o ponad 10%, budowlana o blisko 25%, a do tego ceny producentów spadają już o ponad 1%.

Weźmy na pierwszy ogień produkcję budowlaną. Spadła w grudniu o prawie 25%. Nie wiem kiedy ostatni raz spadła bardziej, bo mi się mój arkusz z danymi w excelu sięgającymi 2005 kończy. Możliwe, że za Balcerowicza i Mazowieckiego przy okazji zmiany ustroju. Akurat produkcja budowlana jest bardzo sezonowa, indeks mierzący jej wartość co roku wygląda mniej więcej tak samo. Co roku najniższy poziom jest w styczniu - w środku zimy, a najwyższy w grudniu, kiedy kończy się, podlicza i zamyka najwięcej inwestycji budowlanych realizowanych w ciągu roku. W tym roku  budowlanka wygląda tak, jakby grudnia w ogóle nie było:



Grudniowa produkcja nie tylko jest o 24,9% niższa od ubiegłorocznej. Jest także o 13,9% niższa od tej z grudnia 2010. Jest też o 3,3% niższa od tej z grudnia 2009. A nawet o 0,2% niższa od tej z grudnia 2008. W stosunku do grudnia 2007 polska branża budowlana notuje wzrost o 1,8% (inflacja skumulowana w tym czasie to 18,5%). Przyczyny takiego stanu rzeczy są jasne i znane od miesięcy.

Zaskakuje też produkcja przemysłowa. Powiem szczerze, że po całkiem niezłych danych za październik, kiedy przemysł osiągnął rekordowy poziom produkcji myślałem, że może to pierwsza jaskółka końca spowolnienia i że ten 2013 mimo wszystko nie będzie taki zły. Grudzień każe zapomnieć o optymistycznych sygnałach z października. Teraz już mamy wyraźne, jednoznaczne złamanie trendu wzrostowego produkcji.



I podobnie jak w przypadku budowlanki mamy nie tylko spadek produkcji przemysłowej o 10,5% w skali rocznej, to także spadek o 3,8% w stosunku do grudnia 2010. Od grudnia 2007 mamy wzrost o 8,8%. A od listopada 2007 spadek o 0,3%. Wiem, wiem, nie powinno się porównywać grudnia z listopadem, ale nie mogłem się powstrzymać - minęło 5 lat i jesteśmy znów w tym samym miejscu ( co ciekawe PKB od końca 2007 do dzisiaj urosło nominalnie o 34,4% - najwyraźniej nie dzięki przemysłowi)

No i jeszcze ceny produkcji. Jeszcze w listopadzie 2011 rosły o 9,1% rdr. Inflacja konsumencka wynosiła wtedy 4,8%. Dziś wynosi 2,4% czyli połowę tamtego odczytu. Natomiast inflacja producencka spadła z 9,1% do -1,1%.



Mamy drugi miesiąc z rzędu deflacji na poziomie cen produkcji. To oznacza, że firmy obniżają ceny na swoje produkty. Najwyraźniej muszą to robić walcząc o klientów, których jest coraz mniej - popyt znika z rynku. Najgorsze w deflacji jest to, że jeśli trwa odpowiednio długo (znacznie dłużej niż dwa miesiące) to firmy po obniżkach cen muszą albo ciąć koszty, albo bankrutować. W tym drugim przypadku oznacza to masowe zwolnienia pracowników, a w tym pierwszym przypadku też często oznacza to może nieco mniej masowe, ale jednak zwolnienia pracowników. Rośnie bezrobocie, przez co popyt na rynku jest jeszcze słabszy, więc dalej trzeba obniżać ceny i ciąć koszty itd. Jednym słowem deflacja najczęściej oznacza też recesję. Polskie firmy jak widać zaczęły już przymusowe obniżki cen i są one na tyle masowe, że widać je już we wskaźnikach statystycznych.

Wszystkie dane, które dziś opublikował GUS wskazują, że ryzyko recesji bardzo szybko rośnie. Zupełnie się nie zdziwię jak za pare miesięcy się okaże, że recesję mamy właśnie teraz - w pierwszym kwartale 2013.

6 komentarzy:

god pisze...

Przy -10 stopniach i śniegu kiepsko sie buduje. Natomiast przy +3 i bez śniegu już całkiem dobrze. Wyjaśnienie spadku budowlanki aż o 25% znależione!

Rafał Hirsch pisze...

Ufff, no to kamień spadł mi z serca. Jutro pójdę do tych kolesi z budowy, co ich mam za oknem i im powiem, że jak jest śnieg to nie muszą pracować :)

willem bau pisze...

jeszcze rok temu w budowie bylo ponad 1,200km drog szybkiego ruchu, na koniec 2012 bylo nieco ponad 700km, a za rok bedzie ok 400km - przez ostatni rok podpisano umowy na ok 100km (vs. kontraktacja na 500-700km w latach wczesniejszych).

Do tego dochodzi sytuacja w mieszkaniowce, spore nasycenie w deweloperce komercyjnej i zadluzone samorzady.
Przed 2015 budowlanka sie nie podniesie a ze spora czessc przemyslu robi wokol tego sektora to tu tez bedzie slabawo.

O wzrostach pkb powyzej 1.5% w 2013 i 2014 mozemy sobie pomarzyc - zero bedzie sukcesem.

Jason pisze...

Mam pytanie odnośnie prognozy tempa wzrostu PKB w tym roku.

Rząd prognozuje, że wzrost wyniesie około 2,2%. Rozumiem, że jest to wzrost realny a nie nominalny.

Czy w przypadku znacznego spadku tempa inflacji prognoza ma szansę się sprawdzić? Spadnie tempo nominalne ale realnie prognoza się sprawdzi?

Rafał Hirsch pisze...

hehe. ciekawa sprawa. niby teoretycznie tak, ale spada nie tylko inflacja. również produkcja i konsumpcja, więc raczej nie będzie takiego efektu.

Unknown pisze...

Brawo RPP!!! Nie mogę się doczekać co powie Jan Winiecki