Szok roku 2012, czyli MFW zupełnie zmienia poglądy

Rok 2012 jest w światowej gospodarce bardzo dziwny. Najpierw strefa euro przestała słuchać się Niemców, potem amerykański bank centralny przestawił się z celu inflacyjnego na cel "bezrobociowy", ale moim zdaniem wszystko to przebija zwrot jaki właśnie wykonał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To wydarzenie szokujące, to mniej więcej tak jakby nagle kościół katolicki poparł eutanazję, albo aborcję.


Międzynarodowy Fundusz Walutowy właśnie przyznał, że obliczył, że zaciskanie pasa nic nie daje, a nawet jeszcze pogarsza sprawę. MFW dostrzegł, że w ostatnich latach kraje, które postanowiły ograniczać deficyty budżetowe, walcząc z długiem publicznym, notowały potem znacznie gorsze wyniki wzrostu gospodarczego niż wszyscy się spodziewali. Często oznaczało to pogłębienie recesji. Mówiąc to językiem MFW: mnożnik związany z fiskalną konsolidacją jest większy niż 1. A myśleli, że jest w okolicach 0,5. Czyli jak ograniczymy wydatki o 1%, to tempo wzrostu gospodarczego siada o więcej niż 1% ( a myśleli, że o mniej więcej 0,5% ).

Ten raport MFW ukazał się kilka dni temu i mam wrażenie, że od tamtej pory cały świat ekonomii o niczym innym nie mówi. Od dawna byli wśród ekonomistów zwolennicy poglądu, że przyczyną kryzysu jest nadmierne zadłużenie, więc aby z niego wyjść trzeba ograniczać dług zaciskając pasa. Z drugiej strony byli ci, którzy wskazywali, że z kryzysu nie da się wyjść w ten sposób, bo zaciskanie pasa pogłębia recesję, więc kluczowy wskaźnik długu do PKB wraz z zaciskaniem pasa rośnie, zamiast maleć. MFW od zawsze był kojarzony jako najbardziej twardogłowy, wręcz betonowy strażnik poglądu pierwszego. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat recepta MFW dla wielu krajów pogrążonych w kryzysach była jedna: likwidować deficyt, zmniejszać wydatki, tylko tak da się odzyskać konkurencyjność i odzyskać wzrost gospodarczy. I teraz, nagle, kiedy te same metody zaczęto stosować już nie w Afryce, czy Ameryce Południowej, ale w strefie euro, w krajach, z których wywodzą się główni zarządzający MFW, okazuje się że to nie tak ! Skoro mnożnik towarzyszący zaciskaniu fiskalnemu jest większy od 1, to znaczy że dotychczasowe recepty MFW zamiast pomagać - szkodzą. Dzięki konsolidacji fiskalnej dług i deficyt maleją i to bardzo dobrze, ale negatywny wpływ na PKB jest jeszcze większy, co powoduje, że cała operacja per saldo jest bez sensu.

Jeśli już nawet Międzynarodowy Funduszu Walutowy mięknie i dostrzega, że uporczywe cięcie po wydatkach jak leci nie prowadzi do wyjścia z kryzysu finansowego, to znaczy że świat w 2012 naprawdę poważnie się zmienia.

Niestety nie oznacza to automatycznego zawrócenia Grecji, Hiszpanii, czy Portugalii ze złej drogi. Grecja miała w tym roku mieć zmianę PKB już bliską zera, a będzie -6% recesji. Hiszpania i Portugalia właśnie nakładają sobie pod naciskiem Niemiec kolejne cięcia, które - teraz już zgodnie z oficjalnymi odkryciami MFW - głównie pogłębią im recesję i niczego nie uzdrowią. MFW jakoś zdołał przyznać się do błędu, Niemcy jeszcze do takiej decyzji nie dojrzeli.

7 komentarzy:

Robert Stanilewicz pisze...

i jeszcze nobel za "projektowanie rynku"

Robert Stanilewicz pisze...

i jeszcze nobel za "projektowanie rynków"

Mikołaj Raczyński pisze...

okej, ale to wcale nie oznacza, że wersja "zadłuż się bardziej w celu pobudzenia wzrostu" przyniesie lepsze efekty, gdyż:
a) zadłużyć bardziej się już niektórzy nie mogą
b) tę drogę stosowano poprzednio i widać, że ona również nie przyniosła rezultatu, bo i tak zadłużenie/PKB rosło

Rynek większego zadłużenie już po prostu nie przyjmie i delewarowanie, jakich to by krótko i średnio terminowych skutków nie przyniosło, jest po prostu niezbędne.

Daniel Zyner pisze...

Witam,

ja bym inaczej interpretowal to zachowanie. Wydaje mi sie ze ten przelicznik bedzie rosnal wraz z wielkoscia wydatkow panstwa w generowaniu pkb

Rafał Hirsch pisze...

Mikołaj - pełna zgoda. Dlatego sytuacja jest bardzo ciekawa. Na pierwszy rzut oka bez wyjścia :)

bart pisze...

Dogmat mówiący, że proporcja długu do PKB jest jedynym i nieomylnym wskaźnikiem dobrobytu w kraju jest głupi. Czego dowiodą za niedługo Włosi. Państwo się wyłoży, a oni będą dalej normalnie żyli. A już na pewno lepiej od nas, którzy mamy tą proporcję niby lepszą.

Fakt z raportu MFW być może i jest prawdziwy, ale wynika tylko i wyłącznie z tego, że od lat jedynym motorem napędzającym europejską gospodarkę były wydatki publiczne. Jak bardzo patalogiczna i niekorzystna dla gospodarki była to metoda widzimy w momencie, kiedy wydatki te spadają. Dlaczego więc chorobę chcemy leczyć tymi samymi środkami, które doprowadziły do jej powstanie?!
Ktoś tam (Niemcy) pewnie jeszcze może pożyczyć parę euro na rynkach, rzucić na stół i wszyscy przez kilka lat będą udawać, że jest ok. Ale ile to może trwać?

Pawel Magnowski pisze...

czy tak wysoki mnoznik oznacza, ze hiszpanska gospodarka jest zbyt uzalezniona od panstwowych finansow?