Facebook: subiektywna analiza produktowa


Jestem użytkownikiem Facebooka od czterech lat. W szczytowym momencie zainteresowania spędzałem na nim około 3 godzin dziennie (choć maczała w tym palce też Zynga i jej sztandarowe produkty). Dziś spędzam tam znacznie mniej czasu. Ani kiedyś, ani teraz, nigdy nie kliknąłem tam w ani jedną reklamę. Wycenę giełdową Facebooka uważam za absurdalną.


Oczywiście dostrzegam to, jak pięknie Facebook dopasowuje reklamy pod moją osobę. Czasami mam wrażenie, że krótka dyskusja z żoną przy obiedzie o wyższości ogórków kiszonych nad burakami ćwikłowymi owocuje natychmiastowym pojawieniem się na moim facebooku reklam ogórkowo-buraczkowych. Wierzę, że z punktu widzenia reklamodawców to bardzo interesujące narzędzie. Ale nie wierzę w to, że wartość rynkowa Facebooka będzie dalej rosła. Nawet jeśli zyski Facebooka będą iść w górę jeszcze przez 2 – 3 lata, to moim zdaniem jest to już wliczone w wycenę spółki na poziomie 100 mld USD. Zakładam, że po tych paru latach liczba użytkowników Facebooka zacznie powoli maleć. Tzn głęboko wierze w dynamiczny rozwój Facebooka w Zambii, Mozambiku i Madagaskarze już wkrótce, ale jeśli chodzi o tych najbardziej cennych dla reklamodawców, młodych, zamożnych użytkowników z cywilizacji zachodniej to może być ich coraz mniej. Dlaczego ?

Zakładam, że ja sam jestem klasycznym, aktywnym użytkownikiem internetu i co za tym idzie także Facebooka. Dostrzegam, że Facebook, podobnie jak Twitter, Youtube, Google, a także produkty firmy Apple zmieniły moje życie. Problem z Facebookiem polega na tym, że to jedyny wynalazek w tym gronie, który zmienił moje życie na gorsze, a nie na lepsze. To wspaniałe, że dzięki twitterowi mam tak dobry dostęp do informacji, które mnie interesują, o którym 5 lat temu mogłem tylko pomarzyć. Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że siedząc przed komputerem i mając ochotę nagle obejrzeć sobie początek wydania programu Sonda z 1977 roku będę mógł go znaleźć w 15 sekund na Youtube, a jeśli ktoś poleci mi cokolwiek, o czym nigdy wcześniej nie słyszałem to sobie to wyguglam. A jadąc na wakacje w nieznane mi miejsce wejdę sobie na Google maps i obejrze tysiąc zdjęć zrobionych w tym miejscu przez jakichś obcych mi ludzi. A potem jadąc tam odpale trip advisora w postaci aplikacji na ipadzie albo iphonie i znajde nocleg wjeżdżając do tego miasta. Możliwe, że dojade do innego miasta, bo inna aplikacja powie mi, że w tym pierwszym będzie burza, a w tym drugim fajne słońce. Generalnie to wszystko to są niesamowicie pożyteczne wynalazki.

A na fejsiku to proszę państwa głównie tracę czas i się wnerwiam, że to urządzenie sortuje mi informacje od innych wg jakiegoś dziwnego algorytmu, a nie pokazuje mi ich po prostu po kolei. Nowy timeline wprowadzony niedawno jest moim zdaniem porównywalny z czymś, co chyba się śledzik nazywało na Naszej Klasie dawno temu. Mam spore problemy z odszukiwaniem swoich własnych postów sprzed tygodnia. Tzn to na pewno można zrobić łatwo, wystarczy coś tam pozmieniać w ustawieniach, ale sęk w tym, że mi się nie chce niczego zmieniać w żadnych ustawieniach. Może gdybym miał 16 lat, to mógłbym próbować wyrywać tam rówieśniczki na randkę. Ale nie mam już 16 lat. A ludzie niestety mają to do siebie, że się starzeją. Dla takich starych jak ja, Facebook obecnie służy kompletnie do niczego. Pobleblam sobie o pierdołach ze znajomymi, posmieje się dwie minutki, obejrzę jakiś obrazek i tyle. Spędzam tam coraz mniej czasu przy coraz mniejszym poziomie satysfakcji. Gdyby nagle twitter, youtube, last.fm, google i facebook wprowadziły płatny dostęp to z całkowitym zrozumieniem wykupiłbym roczne abonamenty do wszystkich tych miejsc oprócz Facebooka. Płacenie za dostęp do fejsa uznałbym za kompletny absurd. Oczywiście nie skasuje sobie na nim konta i wiem, że za chwilę absolutnie cały internet będzie w znaczkach „lubię to”. Tylko, że nie będzie to już na mnie robić żadnego wrażenia. Z łatwością pozostanę poza modelem biznesowym Facebooka. Dlatego zakładam, że jego wartość nie będzie rosła. W dłuższym terminie może tylko spadać. 

Argument dodatkowy: prawie wszyscy, którzy do tej pory kupowali akcje Facebooka w obrocie pozagiełdowym, albo w kolejnych emisjach akcji, robili to głównie po to, aby zarobić na nich sprzedając je przy okazji giełdowego debiutu. Od dzisiaj ten czynnik już nie istnieje. 

2 komentarze:

stan pisze...

A co to jest ten fajbus,jestem w bosiu.

jpolec pisze...

Zdaje sie, ze Ci co kupowali, to te same banki inwestycyjne, ktore nabraly akcji w pierwotnych ofertach, i roznych rundach finansowania. Inaczej mowiac, na IPO zarobili, kosztem swoich klientow. Jesli wiec wyszloby ze zwiekszali pakiety, ktore sprzedawali na IPO bo nie wierza tak jak Pan (ja tez) ze kurs wzrosnie, to mozliwe ze mozemy zalozyc ze w przyszlosci beda procesy o miliony utracone na FB przez klientow tych bankow. Inaczej mowiac - to jest totalna sciema. Przyrost uzytkownikow maleje, modelu biznesowego nie ma, zysk mizerny, C/Z > 100 to szalenstwo, trend troche juz sie zakurzyl, bariera wejscia w zasadzie dosc mala, a i rynek mobilny rosnie, a on ma inne prawa.