Jutro "Sarkozy trade", czyli ostatnia ważna rzecz na rynku w 2011


Jutro ostatni ważny dla rynków dzień w tym roku. Jutro twardy jak skała i broniący się przed postulatami dodruku pieniądza Europejski Bank Centralny udostępni bankom strefy euro tyle pieniędzy ile będą chciały.


Sytuacja, którą potocznie nazywa się dodrukiem pieniądze polega na tym, że bank centralny skupuje z rynku obligacje rządowe. Czyli zamienia dług państwa na świeżo wykreowane ( „wydrukowane” ) pieniądze. Ci którzy sprzedali bankowi obligacje mają tym samym gotówkę, za którą mogą kupić kolejne obligacje ( w nadziei, że znów je opchną bankowi centralnemu ), rząd więc bez problemów może wypuszczać na rynek kolejne serie obligacji i finansować tym samym deficyt budżetowy państwa. Czyli wydajemy w państwie więcej niż mamy, a kwotę której brakuje do zbilansowania rachunku drukujemy w banku. W strefie euro takie coś nie działa, bo zabrania tego traktat unijny.

Jutro europejski bank centralny nie kupi więc żadnych obligacji rządowych. W ogóle niczego nie kupi. Jutro bank centralny pożyczy bankom komercyjnym pieniądze w ilościach nieograniczonych, czyli tyle ile będą chciały. I wtedy to te właśnie banki za świeżo pożyczone pieniądze z ECB będą mogły kupić obligacje rządowe Włoch, czy Hiszpanii, czy innych krajów strefy euro. Ten genialny plan został zaprezentowany kilka tygodni temu przez Nicolasa Sarkoziego, dlatego znany jest na rynku jako „Sarkozy trade”

W scenariuszu Sarkoziego banki za kasę z ECB kupują obligacje rządów, spada więc rentowność tych obligacji, państwa więc mają mniejsze koszty obsługi zadłużenia, w związku z czym cały kryzys związany z nadmiernym zadłużeniem w strefie euro staje się rozwiązywalny.

Istotne jest też to, kiedy banki komercyjne będą musiały oddać pożyczone z ECB pieniądze. Takie pożyczanie pomiędzy bankiem centralnym a bankami komercyjnymi nie jest niczym nadzwyczajnym i odbywa się regularnie na całym świecie. Najczęściej są to pożyczki na jeden dzień, tydzień, miesiąc, czasami dłużej, ale nie bardzo dłużej. W trakcie trwania obecnego kryzysu finansowego, w 2009 ECB pierwszy raz w historii pożyczył bankom w strefie euro pieniądze na rok. Jutro udostępni im je aż na trzy lata.

Czyli: „masz tu rynku tyle kasy ile chcesz, ile potrzebujesz, zalep za tę kasę wszystkie dziury, które trzeba zalepić, pospłacaj swoje własne długi, wykorzystaj te pieniądze do podtrzymania akcji kredytowej w gospodarkach, żeby nie wpadły w recesję, kup sobie za to obligacje rządowe jakie tylko chcesz. Rozliczymy się za trzy lata,a w międzyczasie skończy się kryzys, skończy się recesja, wszystko będzie dobrze” Na to właśnie liczy i Sarkozy i ECB i wszyscy unijni politycy. Liczą na chęć zysku w bankach komercyjnych i wykorzystanie mechanizmu : pożyczam tanio od ECB ( np. na 1% rocznie ), kupuje obligacje np. Włoch ( które dają 5,5% rocznie ), potem oddaje pieniądze do ECB i zostaje mi jakieś 4,5% czystego zysku. Świetny interes bez ryzyka.

Politycy mogą się rozczarować, bo Sarkozy trade ma jeden zdecydowany minus. Przecież od kilku miesięcy wszyscy dobrze wiedzą, że inwestycja w obligacje ze strefy euro już nie jest inwestycją bez ryzyka. Przykład Grecji pokazał, że jest wręcz przeciwnie. A banki komercyjne, jak już sobie wezmą tę kasę z ECB, to mogą z nią robić co tylko im przyjdzie do głowy. Mogą za nią kupić obligacje rządowe, ale wcale nie muszą. Równie dobrze mogą ich w ogóle nie inwestować, tylko pospłacać swoje własne długi, a jeśli zechcą inwestować, to dlaczego w obligacje, a nie w złoto, ropę, czy akcje ? Od tej strony „Sarkozy trade” skończy się więc zapewne rozczarowaniem Sarkoziego i innych.

Ale dla rynków finansowych cała operacja powinna być optymistyczna. Bo skoro nagle na rynku pojawi się więcej pieniędzy, to istnieje jednak spore prawdopodobieństwo, że więcej pieniędzy spowoduje wzrost wycen…czegoś tam, jakichś tam aktywów ( banki na pewno jakąś tam część tej kasy przeznaczą na jakieś tam inwestycje w jakieś tam aktywa ). Taki wzrost wycen może poprawić nastroje na rynku, co z kolei może podnieść wyceny także innych aktywów na rynku. W tym sensie jutrzejsza operacja może podziałać dokładnie tak samo jak działały dodruki dolarów w USA w 2009 i 2010 (czyli np. wywołać kilkumiesięczne wzrosty na giełdach). Rynek bardzo lubi jak nagle wokoło pojawia się dużo taniej kaski do wykorzystania. Przy czym chodzi mi oczywiście o efekt kilkumiesięczny, a nie natychmiastowy w postaci wzrostów jutro po południu.

Jutrzejsza operacja powinna też na pewien czas rozwiązać problemy płynnościowe banków w strefie euro. Rynek więc powinien przestać się bać scenariusza Lehman Brothers w Europie, czyli tego, że jakiś duży bank na papierze będzie bardzo bogaty, ale nagle zabraknie mu na rachunkach żywej gotówki i będzie musiał bankrutować, co wywoła lawinę. Samo odłożenie na półkę takiego scenariusza powinno poprawić nastroje na rynku.

Nie wiadomo tylko ile tych pieniędzy się pojawi, jaki popyt zgłoszą banki. Jeśli będzie mały, to będzie to oznaczać, że nastroje wśród europejskich banków są naprawdę fatalne, mamy niechęć do jakiegokolwiek inwestowania i to będzie zła informacja. Jeśli popyt będzie duży, to reakcja rynku powinna być pozytywna. Generalnie im większa skala jutrzejszej operacji, tym lepiej. Oficjalne prognozy na rynku mówią o kwocie 200-300 mld EUR. Wyniki aukcji ECB poda tu, jutro w okolicach 11:15 rano ( trzeba będzie kliknąć na "all." w wierszu gdzie mamy LTRO duration 1134 days ) Każdy wynik powyżej 500 mld EUR będzie na pewno sukcesem, a poniżej 100 mld EUR rozczarowaniem.  Na twitterze trwa już typowanie pod hasłem #LTROguess Sam obstawiłem 794 mld EUR, jak szaleć, to szaleć :)

1 komentarz:

Marcin Hanke pisze...

To się będzie działo!