Kryzys od strony polskiej kuchni

Kryzys jak wiadomo w Polsce już minął, jesteśmy świetni gdyż jako jedyni uniknęliśmy recesji. Niestety nieustannie rosnącym Produktem Krajowym Brutto trudno się najeść. Natomiast jeśli chodzi o rzeczy, które zjeść można to tu sytuacja wygląda nieciekawie. Wg GUS w 2012 jedliśmy wyraźnie mniej niż chociażby w 2000, czy 2005. Oto spożycie niektórych artykułów konsumpcyjnych na 1 mieszkańca, w kilogramach/litrach/sztukach:



W tej tabelce nie ma spożycia z 2008, czyli ostatniego roku przed kryzysem. Ale dane te można znaleźć we wcześniejszej publikacji GUS. Z porównania spożycia z 2008 i z 2012 wychodzi taka smutna plansza (zmiana w procentach):



Odnoszę wrażenie, że mamy paradoks: kraj wyszedł z kryzysu zwycięsko, ale obywatele w tym czasie zbiednieli. Dlatego drastycznie ograniczyli spożycie wołowiny, która mocno podrożała, a zaczęli jeść więcej drobiu, które jest mięsem najtańszym. Zależność pomiędzy tym ile palimy papierosów od tego ile one kosztują też wydaje się oczywista (choć oczywiście to, że palimy coraz mniej cieszy ze względów zdrowotno-estetycznych, ale to inny temat). Ograniczanie spożycie tego co droższe na rzecz tego co tańsze to niestety cecha ludzi biednych, a nie bogatych. W Polsce w ostatnich 5 latach rośnie tylko spożycie mleka, ziemniaków i cukru. Piwa bym nie liczył, bo Euro2012 z pewnością zawyżyło konsumpcję akurat tego artykułu :) Spadek spożycia owoców, warzyw, jajek, czy wieprzowiny wygląda niedobrze.

Co ciekawe w okresie od 2008 do 2012 realne PKB wzrosło w Polsce o 12,2%.

Skoro PKB rośnie o ponad 12% a my w tym czasie ograniczamy objętość posiłków, to jak to wytłumaczyć ? Może tym, że wzrostowi PKB o ponad 12% towarzyszył wzrost płac realnych o zaledwie 1,7%. Gospodarka staje się coraz bogatsza, ale podział tego dochodu jest nierówny, bo zdecydowana większość zostaje w firmach, a udział pracowników we wzroście ostatnich 5 lat był prawie żaden.

Oczywiście można też przyjąć, że po prostu zaczęliśmy się odchudzać. Niestety GUS nie publikuje danych o przeciętnej wadze przeciętnego Polaka. 

Jest jeszcze jedna hipoteza, której będe się trzymał, bo jest najbardziej optymistyczna. Kryzys wymógł taką zmianę zachowań i w domach i w firmach i w logistyce transportu żywności, że mniej jedzenia marnujemy i wyrzucamy. I tego się trzymajmy :)

4 komentarze:

Darek M. pisze...

A może to po prostu jest wynikiem wyludniania się kraju?

Adrian pisze...

Pytanie czy GUS liczy mieszkańców czy rezydentów jest kluczowe. Zresztą jak w PKB na mieszkańca.

michnic pisze...

Nawet Rafał zaczął pisać o tym, że słabo zarabiamy, a firmy się bogacą. Ostatnio coraz częściej słyszę takie głosy krytyki i słusznie. Może w końcu coś się zmieni w tej materii.

Rafał Hirsch pisze...

GUS podaje w metodologii, że chodzi o "liczbę ludności", nie wiem czy chodzi o mieszkańców, czy rezydentów.