Czego boi się rynek, co może być potem i dlaczego jutro jest bardzo ważny dzień


Rynek wpada w popłoch przede wszystkim przed jutrzejszym spotkaniem Merkel – Sarkozy ( spotkanie o 11.00, konferencja prasowa 12.45 ). Bankructwo Grecji ( rozumiane jako oficjalne ogłoszenie, ze Grecja nie spłaci części swoich obligacji ) wydaje się już pewne i rozmowa jest głównie o tym jak podzielić się kosztami tego bankructwa. Tzn, czy koszty ma wziąć na siebie tylko UE, ewentualnie jakieś inne instytucje typu chociażby MFW, czy także inwestorzy prywatni, czyli głównie banki. Merkel chce żeby tak było ( bo chce wygrać wybory, więc musi pokazać narodowi, że te wstrętne banki też płacą za kryzys, a nie tylko podatnicy ). Sarkozy nie chce żeby tak było, bo duża część banków posiadających obligacje Grecji to banki francuskie. Swoją drogą, agencja Moody’s już ostrzegła, że obniży francuskim bankom ratingi, bo mają za dużo greckich obligacji.  

Jeśli przejdzie scenariusz Sarkoziego, nic się nie stanie i Europa dalej będzie się bujać z pełzającym kryzysem czekając do kolejnego przesilenia i tracąc czas.

Jeśli przejdzie scenariusz Merkel, to oznacza to, że wszyscy posiadacze greckich obligacji będą musieli sobie odliczyć część tych obligacji w straty. Możliwe, że będą to robić już na półrocze, bo akurat zbliża się koniec czerwca. To oznacza prawdopodobnie straty netto, ale także co gorsze pogorszenie wskaźników wypłacalności i możliwą konieczność dokapitalizowania banków. Czyli dokładnie ten sam scenariusz co po bankructwie Lehman Brothers. Wtedy wyparowały papiery Lehmana, teraz wyparuje część papierów Grecji.

Następnie spore straty poniosą wystawcy CDSów, czyli instytucje, które wzięły na siebie ubezpieczanie obligacji Grecji. O ile posiadacze obligacji są głównie z Francji, to wystawcy CDSów są głównie z USA. Dlatego bankructwo Grecji wprowadza też popłoch na rynkach amerykańskich.

Następnie można oczekiwać gwałtownego pogorszenia się sytuacji Portugalii, Irlandii i Hiszpanii, bo rynek wystraszony Grecją będzie musiał wycenić realne już prawdopodobieństwo, że kraje Unii mogą bankrutować. Będzie więc zapewne dalsza przeceny obligacji kolejnych państw. W przypadku Hiszpanii może to oznaczać utratę możliwości finansowanie budżetu z rynków międzynarodowych ( Irlandia i Portugalia od dawna tej możliwości już nie mają )

Można też oczekiwać tego, co wydarzyło się po Lehmanie, czyli kompletnego paraliżu rynku międzybankowego na skutek utraty zaufania do siebie nawzajem. To już będzie miało wpływ na realną gospodarkę i może wrócimy do recesji, chociaż w międzyczasie można będzie temu zapewne zapobiec. Ale na razie nie wygląda na to, żeby ktokolwiek w Europie miał ochote zabierać się za prawdziwe reformy.

Efektem ubocznym może być dalsze umacnianie się CHF, co może spowodować dodatkowe, specyficzne dla polskiej gospodarki problemy z kredytami CHF, ich spłacalnością i generalnie z bilansami polskich banków.

To wszystko oczywiście nie jest nadzwyczajnie nowe, są ludzie na rynku, którzy to zapowiadają od dwóch lat, ale zawsze jest moment, w którym przewidywania i scenariusze przechodzą do fazy realizacji. W tym przypadku fazę realizacji mogą rozpocząć Merkel z Sarkozym jutro o 12:45 na konferencji prasowej.

( oczywiście tę decyzję jeszcze oficjalnie musi klepnąć Eurogrupa w poniedziałek, ale jeśli Merkel z Sarkozym nie będą kluczyć i uciekać od tematu, tylko wypowiedzą się jasno, to decyzja Eurogrupy będzie tylko formalnością, bo przecież w Europie to nie Eurogrupa rządzi. Wszystko więc powinno być wiadomo już jutro )

1 komentarz:

Przemysław Gaweł pisze...

Moim zdaniem nawet nowy pakiet pomocowy czy rozłożenie długu na raty i tak nic nie da.
Grecy nie chcą reform im odpowiada szara strefa, unikanie podatków, kręcenie na boku. UE i strefa Euro to dla gorącokrwistego kraju jakim jest grecja to zbyt duże wyzwanie. Oni chcą się bawić i pić wino a nie słuchać od innych ile mają wziąść i kiedy i po co. A już nigdy nie sprzedadzą wyspy żeby kogoś zadowolić. Nie oddadzą długu i co im zrobią.